Amy Winehouse pobiła się z mężem

przejdź do komentarzy

Brakowało tylko latających noży.

amy winehouse amy winehouse/ © PR Photos
Siniaki, krew, pocięta i podrapana skóra - oto efekt bójki nie w pobliskim barze za rogiem, a u świeżo upieczonych małżonków - Amy Winehouse i Blake'a Fielder-Civila.

Oczywiście po całym zajściu przechadzali się o 4.45 rano ulicami Londynu jak gdyby nigdy nic. Objęci i... zakrwawieni.

Para przebywała już trzy dni w jednym z hoteli w Soho, drogiej i modnej dzielnicy. Najwyraźniej mieli za dużo swojego towarzystwa i narkotyków.

Świadkowie twierdzą, że przed bójką widzieli Amy na zewnątrz hotelu. Podeszła do młodej dziewczyny, czule się z nią witając. Podczas uścisku wzięła od niej małą paczuszkę...

Piosenkarka wróciła do pokoju i minęła zaledwie chwila, a już trzeba było wezwać kogoś, kto pomógłby opatrzeć rany na ramieniu wokalistki.

O 2.30 po północy kłótnia się nasiliła. Goście hotelowi widzieli, jak Winehouse biegnie korytarzem do jednej z wind, uciekając przed krwawiącym mężem.

- Amy płakała, a ten gość na nią krzyczał - mówi jeden ze świadków. - Stanęła w rogu i próbowała się osłonić. Myślałem, że ją uderzy. Kiedy otworzyły się drzwi windy szybko pobiegła w ich kierunku.

O 3.00 rano widziano ją biegnącą ulicami Londynu. Blake biegł za nią, nie mogąc jej dogonić. Zatrzymała przypadkowy samochód pełen młodych dziewczyn.

- Szybko, wpuśćcie mnie! Muszę uciec! Proszę, pomóżcie mi - mówiła.

- Głos jej się łamał, widać, że była przerażona - opowiada jedna z młodych kobiet z samochodu.

Dziewczyny podwiozły piosenkarkę, która wysiadła chwilę później na stacji Charing Cross. Chciała kupić papierosy.

Blake błąkał się po Londynie szukając wystraszonej żony, raz po raz pokrzykując. Wreszcie dodzwonił się na telefon.

- Było dużo łez i krzyku, ale wreszcie się uspokoili. Spotkali się gdzieś o 4.00 rano i powoli wrócili do hotelu - relacjonuje świadek.


Polecane wideo


Skomentuj Staraj się pisać bez błędów

dodasz komentarz jako gość - jeżeli chcesz zarejestrować nicka - załóż konto z avatarami!

Jeszcze nikt tego nie skomentował. Bądź pierwsza!