Świadek śmierci Steve'a Irwina opowiada o zgonie przyjaciela

przejdź do komentarzy

Łowca krokodyli zginął w 2006 roku. Płaszczka wbiła mu kolec jadowy w serce.

steve irwin steve irwin/You Tube zrzut ekranu
Mija 8 lat od śmierci popularnego autora i bohatera filmów przyrodniczych, Steve'a Irwina. "Łowca krokodyli", który ciągle ryzykował życiem zbliżając się do najgroźniejszych nawet zwierząt, zginął podczas kręcenia zdjęć. Zabiła go olbrzymia płaszczka, która wbiła kolec jadowy w klatkę piersiową Steve'a.

Już wtedy media podawały, że operator Irwina, Justin Lyons, nagrał dramatyczną walkę przyjaciela i jego śmierć. Nagranie trafiło w ręce policji, a rodzina i operator zdecydowali, że taśma nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Lyons zaczyna wracać do tematu - ostatnio pojawił się w australijskim morning show i zrelacjonował przebieg wypadku.

- Byłem w szoku - wspomina operator. - W Steve'ie zawsze było coś dziwnego. Nieważne krokodyl czy rekin - zawsze radził sobie ze zwierzętami, nic mu się nie działo. Myśleliśmy, że tak będzie zawsze, ale kiedyś musi się zdarzyć jakiś głupi wypadek, który pokazuje, jak ryzykowne było to wszystko.


Lyons wspomina feralny dzień:

- W ciągu paru sekund dźgnęła go ze sto razy. Prawdopodobnie on rzucał cień podobny do rekina, który poluje na nie regularnie.


Przyjaciel Irwina nie zauważył, co się dokładnie stało.

- Dopiero po chwili zauważyłem, że wokół niego jest pełno krwi.

Lyons zaprzecza, jakoby on albo Steve próbowali wyciągać kolec.

- Nie wyjęliśmy go. Steve go nie wyciągnął. Ono ma postrzępione krawędzie i weszło w jego pierś jak nóż w masło.


W ciele Steve'a znalazła się trucizna. Ból musiał być niesamowity.

- On był nieprawdopodobnie odporny na ból, dlatego widząc, jak cierpi, zdałem sobie sprawę, jak olbrzymie musi być to cierpienie - wspomina operator. - On nie wiedział, że został zraniony w serce, ale czuł, że kolec poszarpał płuca. Miał problemy z oddychaniem.


- Mówiłem do niego: "Myśl o dzieciach, Steve, trzymaj się, trzymaj się, wytrwaj! A ona patrzył na mnie spokojnie. Powiedział tylko: Umieram. To było jego ostatnie słowo.


Irwin osierocił dwoje dzieci. Bindi ma dziś 15 lat, Robert - 14. Zostawił też żonę, Terri.





Świadek śmierci Steve'a Irwina opowiada o zgonie przyjaciela

Świadek śmierci Steve'a Irwina opowiada o zgonie przyjaciela

Świadek śmierci Steve'a Irwina opowiada o zgonie przyjaciela

Świadek śmierci Steve'a Irwina opowiada o zgonie przyjaciela

Świadek śmierci Steve'a Irwina opowiada o zgonie przyjaciela

Polecane wideo


Skomentuj Staraj się pisać bez błędów

dodasz komentarz jako gość - jeżeli chcesz zarejestrować nicka - załóż konto z avatarami!

Jeszcze nikt tego nie skomentował. Bądź pierwsza!