Ania Bałon straciła motywację? To już koniec diety?

1-83-r1-r1-R1 1-83-r1-r1-R1

Był miesiąc diety 1000 kalorii, mordercze treningi i… klapa? Ania Bałon schudła do tej pory zaledwie 1,5 kilograma, a jej celem było zrzucenie 18 kg w trzy miesiące.

Taki wynik jest już raczej nierealny. Bałon traci też motywację i powoli zaczyna żałować decyzji o odchudzaniu pod okiem kamer. W wywiadzie dla SE powiedziała:

– Zostały mi jeszcze dwa miesiące. Wszyscy myślą, że chodzi o wagę. Kiedyś niepotrzebnie powiedziałam, że chcę zgubić 18 kg. Nie chcę się odchudzać z kilogramów. Ćwiczę, czasami z trenerem, czasami chodzę na fitness grupowy. Wiadomo, jak często ćwiczysz to mięśnie stają się gęstsze tym samym waga spada powoli za to zmieniają się obwody. Po ćwiczeniach czuje się świetnie. Mam więcej energii. Szybciej wszystko się robi, pracuje. Na wszystko mam chęć. Były takie momenty, kiedy miałam kryzys ale leczyłam to siłownią. Teraz już trochę gorzej z motywacją. Pogoda gorsza, mniej słońca

Przekonują Was te tłumaczenia?

&nbsp
Ania Bałon straciła motywację? To już koniec diety?

Ania Bałon straciła motywację? To już koniec diety?

Ania Bałon straciła motywację? To już koniec diety?

 
56 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

gość, 05-10-13, 22:06 napisał(a):gość, 05-10-13, 02:56 napisał(a):My kobiety wszędzie widzimy problemy. Ja też jak poznałam meza miałam rozmiar 36, przed porodem 38, po porodzie 40 ze wzledu na brzuch po cesarce i duze piersi i wiecie co, nareszcie czuje się seksownie. Zawsze marzylam o biuscie w rozmiarze c. Teraz na mnie lepiej ubrania leza i co najwazniejsze mam pulchniejsza i ladnuejsza twarz. Zycie jest zbyt ciezkie i skomplikowane, aby sie dolowac Taimi pierdolami:)Ze względu na obwisłe cycki, bęben przeorany blizną i wielki tyłek czujesz się seksownie?tak !!!!!!!!!!!!

trzeba dbac o siebie

gość, 05-10-13, 19:42 napisał(a):Ale histeryzujesz i przesadzasz. Przecież wyraźnie pisałam, że nie chodzi o to, by odsysać sobie każdy nadprogramowy mililitr tłuszczu, ale o to, by nie przestawać o siebie dbać tylko dlatego, że się złowiło partnera. Może i mam płytkie spojrzenie, Ty masz za to głowę nabitą frazesami z romantycznych powieści dla dorastających dziewcząt. A o rozwodach to pisały tu właśnie takie, jak Ty: “skoro mu się nie podobasz, to się z nim rozwiedź, bo on ma obowiązek kochać cię taką, jaka jesteś”. Byłam jedyną (!) osobą, która napisała, że przed rozwodem można jednak spróbować coś zmienić i zadbać o przywrócenie wzajemnej atrakcyjności w oczach współmałżonków. No ale jeżeli opinia, że ślub nie jest powodem do odpuszczania sobie to egoizm, troling i płytkie spojrzenie na świat, to niech tak będzie. Współczuję tylko Twojemu (ewentualnemu) mężowi, bo skoro uważasz, że wygląda jest nieważny i “jaką mnie wziąłeś taką mnie masz”, to może się kiedyś nieźle podłamać, gdy spojrzy na zdjęcia sprzed ślubu. Możesz dalej wierzyć w bzdury z kobiecej prasy, ale związek to nie tylko “porozumienie dusz”, ale też pożądanie i wzajemna fascynacja, które trzeba podsycać, a nie odpuszczać, bo skoro pokochał mnie jako księżniczkę, to ma obowiązek kochać mnie jako kopciucha.I nie, nie rozstałabym się z facetem, bo choroba uczyniła z niego kalś, by chciał to zmienić.) Ja Cie popieram 🙂 m moj facet

gość, 05-10-13, 12:37 napisał(a):Nic dobrego z tego nie wyjdzie. Nie trzeba byc lekarzem, zeby zauwazyc, ze ta dziewczyna cierpi na zaburzenia odzywiania. Tak jak juz ktos napisal, oni jej powinni zafundowac terapie u psychologa i to na pewno nie pod okiem kamer, jak dziewczyna sie pozbiera psychicznie, to i waga sie unormuje i to pewnie bez jakis specjalnych wyrzeczen.dokladnie tak. przez kilka lat borykalam sie z zaburzeniami odzywiania, spadkami i wzrostami wagi, a dzieki dobrej psychoterapii wyszlam na prosta nie wspomagajac sie zadnymi dietami. waga sama sie unormowala dopiero kiedy w glowie sie poukladalo. mam nadzieje ze Ania tez sobie z tym poradzi (o ile przypuszczenia o jej zaburzeniach odzywiania sa prawda).

gość, 05-10-13, 02:56 napisał(a):My kobiety wszędzie widzimy problemy. Ja też jak poznałam meza miałam rozmiar 36, przed porodem 38, po porodzie 40 ze wzledu na brzuch po cesarce i duze piersi i wiecie co, nareszcie czuje się seksownie. Zawsze marzylam o biuscie w rozmiarze c. Teraz na mnie lepiej ubrania leza i co najwazniejsze mam pulchniejsza i ladnuejsza twarz. Zycie jest zbyt ciezkie i skomplikowane, aby sie dolowac Taimi pierdolami:)Ze względu na obwisłe cycki, bęben przeorany blizną i wielki tyłek czujesz się seksownie?

gość, 05-10-13, 18:02 napisał(a):Do poniższego :Ja proponuje w takim razie umowe przedmałżeńską, każdy z małżonków niech spisze dopuszczalną ilość kilogramów jaką współmałżonek może przytyć, najlepiej obejrzeć też dokładnie ciało i policzyć rozstępy oraz celulit (jak przybędzie w trakcie małżeństwa to rozwód od ręki) do tego warto spisać ilość kończyn i wymiary okolic intymnych (jakby się coś w tej kwestii zmieniło to może nawet rozwód z orzeczeniem o winie ?) dalej nawet nie będę wymieniać bo szkoda czasu, współczuje Ci autorko niesamowicie płytkiego spojrzenia na świat i ludzi, ba! zastanawia mnie kto Cię tak skrzywdził lub tak wychował, a raczej wyhodował, że nie przekazał Ci żadnych prawdziwych wartości, którymi powinnaś kierować się w życiu…Rozsądna jesteś, nie karm trolla. Przecież takiej się nie da wytłumaczyć. Najważniejsze, że większość dziewczyn mysli tutaj podobnie 🙂

gość, 05-10-13, 01:17 napisał(a):Do tej z 16:21Weź dziewczyno jakiś młotek i stuknij się nim porządnie w łeb, ślubu nie bierze się “dla wyglądu” drugiej połówki, takimi kategoriami to można patrzeć na człowieka będąc najwyżej na etapie… gimnzajum. Jak druga strona choruje, ulega wypadkowi albo zmienia się fizycznie to nie wymienia się jej na nowszy model, bo to prymitywny tok myślenia egoisty o skłonnościach psychopatycznych… Ponadto Polskie kobiety są permanentnie pomiatane przez Polskich mężczyzn bo w życiu kierują się opisanymi przez Ciebie kategoriami, same na własne życzenie uprzedmiatawiają się, a potem lamentują, że mąż je zostawił np. w chorobie bo się “zepsuły” to rozejrzał się za nowym, sprawnym, zdrowym modelem.Jeżeli większość kobiet postrzega małżeństwo tak jak ty, to przestaje mnie dziwić, że w tym kraju jest więcej rozwodów niż małżeństw, a społeczeństwo wymiera z powodu niżu demograficznego.Akurat choroby się nie wybiera, a jedzenie bez opamiętania i siedzenie na kanapie już tak. Ja współczuje ludziom, których partnerzy po ślubie zmienili się w zaniedbane, tłuste fleje. Nie bierzesz ślubu dla wyglądu, ale pociąg fizyczny, wzajemna fascynacja i bycie atrakcyjnym w oczach partnera jest ważnym elementem związku. A co do rozwodów: ja się nie dziwię, że ludzie mają siebie dość, skoro wiążą się z normalnymi, zadbanymi osobami, a po ślubie mają w domu rozlazłego kocura, z tłustymi włosami i brudem za paznokciami, do tego oczekującego bezwarunkowej akceptacji dla własnego zapuszczenia. I nie porównuj tego do choroby czy kalectwa, bo na to nie masz wpływu, a na rozmiar swojego tyłka jak najbardziej.

Nic dobrego z tego nie wyjdzie. Nie trzeba byc lekarzem, zeby zauwazyc, ze ta dziewczyna cierpi na zaburzenia odzywiania. Tak jak juz ktos napisal, oni jej powinni zafundowac terapie u psychologa i to na pewno nie pod okiem kamer, jak dziewczyna sie pozbiera psychicznie, to i waga sie unormuje i to pewnie bez jakis specjalnych wyrzeczen.

gość, 05-10-13, 14:29 napisał(a):Akurat choroby się nie wybiera, a jedzenie bez opamiętania i siedzenie na kanapie już tak. Ja współczuje ludziom, których partnerzy po ślubie zmienili się w zaniedbane, tłuste fleje. Nie bierzesz ślubu dla wyglądu, ale pociąg fizyczny, wzajemna fascynacja i bycie atrakcyjnym w oczach partnera jest ważnym elementem związku. A co do rozwodów: ja się nie dziwię, że ludzie mają siebie dość, skoro wiążą się z normalnymi, zadbanymi osobami, a po ślubie mają w domu rozlazłego kocura, z tłustymi włosami i brudem za paznokciami, do tego oczekującego bezwarunkowej akceptacji dla własnego zapuszczenia. I nie porównuj tego do choroby czy kalectwa, bo na to nie masz wpływu, a na rozmiar swojego tyłka jak najbardziej.Owszem nie masz wpływu na chorobe czy kalectwo tylko co to za różnica na co masz wpływ, a na co nie masz ? Jak zachorujesz i odetną ci cycki, które to pociągały w tobie twojego męża to cię zostawi tak samo jakbyś się utuczyła i straciła zgrabną figure dla, której cię poślubił, w jednym i drugim przypadku jesteś wymieniana na nowszy model i sprowadzana do roli przedmiotu, który ma za zadanie dawać przyjemność cielesną i cieszyć oko. To na co masz wybór, a na co nie – nie ma najmniejszego znaczenia w prezentowanym przez ciebie toku myślenia i nie ma to nic wspólnego z miłością. To co piszesz jest niedojrzałe i skrajnie egoistyczne by nie powiedzieć wręcz klinicznie egocentryczne. Nie kocha się “dla” lecz “pomimo”. Równie dobrze możesz napisać, że zakochałaś się w bogatym mężczyżnie bo fascynowała i pociągała cię jego pozycja społeczna, kiedy zbiednieje – kopniesz go w tyłek bo przestanie być interesujący. To jest właśnie Twoje myślenie – “kochanie” dla przymiotów fizycznych, “kochanie” za możliwości ekonomiczne, to się nazywa interesowność czy to w aspekcie materialnym czy emocjonalnym czy seksualnym. Tu nie ma miejsca na miłość i jakiekolwiek uczucie.

Ale histeryzujesz i przesadzasz. Przecież wyraźnie pisałam, że nie chodzi o to, by odsysać sobie każdy nadprogramowy mililitr tłuszczu, ale o to, by nie przestawać o siebie dbać tylko dlatego, że się złowiło partnera. Może i mam płytkie spojrzenie, Ty masz za to głowę nabitą frazesami z romantycznych powieści dla dorastających dziewcząt. A o rozwodach to pisały tu właśnie takie, jak Ty: “skoro mu się nie podobasz, to się z nim rozwiedź, bo on ma obowiązek kochać cię taką, jaka jesteś”. Byłam jedyną (!) osobą, która napisała, że przed rozwodem można jednak spróbować coś zmienić i zadbać o przywrócenie wzajemnej atrakcyjności w oczach współmałżonków. No ale jeżeli opinia, że ślub nie jest powodem do odpuszczania sobie to egoizm, troling i płytkie spojrzenie na świat, to niech tak będzie. Współczuję tylko Twojemu (ewentualnemu) mężowi, bo skoro uważasz, że wygląda jest nieważny i “jaką mnie wziąłeś taką mnie masz”, to może się kiedyś nieźle podłamać, gdy spojrzy na zdjęcia sprzed ślubu. Możesz dalej wierzyć w bzdury z kobiecej prasy, ale związek to nie tylko “porozumienie dusz”, ale też pożądanie i wzajemna fascynacja, które trzeba podsycać, a nie odpuszczać, bo skoro pokochał mnie jako księżniczkę, to ma obowiązek kochać mnie jako kopciucha.I nie, nie rozstałabym się z facetem, bo choroba uczyniła z niego kalekę. Ale gdyby się zapuścił i roztył, to na bank robiłabym coś, by chciał to zmienić.

Do poniższego :Ja proponuje w takim razie umowe przedmałżeńską, każdy z małżonków niech spisze dopuszczalną ilość kilogramów jaką współmałżonek może przytyć, najlepiej obejrzeć też dokładnie ciało i policzyć rozstępy oraz celulit (jak przybędzie w trakcie małżeństwa to rozwód od ręki) do tego warto spisać ilość kończyn i wymiary okolic intymnych (jakby się coś w tej kwestii zmieniło to może nawet rozwód z orzeczeniem o winie ?) dalej nawet nie będę wymieniać bo szkoda czasu, współczuje Ci autorko niesamowicie płytkiego spojrzenia na świat i ludzi, ba! zastanawia mnie kto Cię tak skrzywdził lub tak wychował, a raczej wyhodował, że nie przekazał Ci żadnych prawdziwych wartości, którymi powinnaś kierować się w życiu…

gość, 05-10-13, 09:21 napisał(a):gość, 05-10-13, 00:23 napisał(a):Ja przez 5 dni schudlam 4 kilo maksymalnie ograniczjac kalorie, dieta 1000 to takze niewiele, widac podjadalaNo to się akurat porządnie wysrałaś. I tyle.Wysrała i wysikała :DUwielbiam takie gadanie: “Przez 5 dni SCHUDŁAM 4 kilo” 😀

gość, 05-10-13, 16:08 napisał(a):Owszem nie masz wpływu na chorobe czy kalectwo tylko co to za różnica na co masz wpływ, a na co nie masz ? Jak zachorujesz i odetną ci cycki, które to pociągały w tobie twojego męża to cię zostawi tak samo jakbyś się utuczyła i straciła zgrabną figure dla, której cię poślubił, w jednym i drugim przypadku jesteś wymieniana na nowszy model i sprowadzana do roli przedmiotu, który ma za zadanie dawać przyjemność cielesną i cieszyć oko. To na co masz wybór, a na co nie – nie ma najmniejszego znaczenia w prezentowanym przez ciebie toku myślenia i nie ma to nic wspólnego z miłością. To co piszesz jest niedojrzałe i skrajnie egoistyczne by nie powiedzieć wręcz klinicznie egocentryczne. Nie kocha się “dla” lecz “pomimo”. Równie dobrze możesz napisać, że zakochałaś się w bogatym mężczyżnie bo fascynowała i pociągała cię jego pozycja społeczna, kiedy zbiednieje – kopniesz go w tyłek bo przestanie być interesujący. To jest właśnie Twoje myślenie – “kochanie” dla przymiotów fizycznych, “kochanie” za możliwości ekonomiczne, to się nazywa interesowność czy to w aspekcie materialnym czy emocjonalnym czy seksualnym. Tu nie ma miejsca na miłość i jakiekolwiek uczucie.Wybacz, ale opowiadasz straszne bzdury jak z kiepskiej literatury kobiecej. Podkreślam po raz setny to, o czym wcześniej pisałam – nie chodzi mi wcale o to, że kobieta, która lekko przytyła, ma biec na odsysanie tłuszczu, by zatrzymać mężczyznę. Wiadomo, że nie wybiera się partnera dla jego atrakcyjności. Ale litości, wygląd fizyczny JEST częścią Ciebie, tak samo jak Twój charakter, poglądy czy zainteresowania. Nie można tego zaniedbywać, bo “przecież nie kocha się za wygląd”. Wybacz, ale stosujesz agresywną retorykę zaniedbanych bab, na dodatek wmawiasz mi, że nie umiem kochać (wtf?). Nie kochasz za wygląd, ale za całokształt, na który WYGLĄD TEŻ SIĘ SKŁADA.

gość, 05-10-13, 00:23 napisał(a):Ja przez 5 dni schudlam 4 kilo maksymalnie ograniczjac kalorie, dieta 1000 to takze niewiele, widac podjadalaNo to się akurat porządnie wysrałaś. I tyle.

Ona to powinna isc do psychologa na poczatek. Ma ogromny problem z waga i z pewnoscia z kompulsywnym objadaniem sie( wnioskuje po tak sporym przybyciu na wadze po programie ,mega jojo) Wiec niech dziewczyna z kompleksow wyleczy sie najpierw u psychologa a potem niech sie bierze za diety

Nie rozumiem czemu Polskie kobiety tak strasznie zabiegają o wygląd, robią z siebie niemal przedmioty, które można kupić i wymieniać do woli. Polscy mężczyźni są tragiczni na tle reszty świata, a wymagania mają takie jakby każdy z nich był mister world. Za granicą kobiety nie mają takiej obsesji wyglądu. Grube Brytyjki bez problemu znajdują sobie mężów takich, że nie jednej Polsce oczy z orbit by wyszły, Hiszpanki bez problemu znajdują sobie o 6-7 lat młodszych partnerów i na nikim nie robi to wrażenia, tylko w Polsce z kobiety robi się przedmiot..Ps. Ile nie zdrowych emocji w Polsce wywołuje związek Shakiry z Pique, podczas gdy w Hiszpanii taka różnica wieku (starsza kobieta, młodszy facet) na nikim nie robi wrażenia, to normalne wręcz często spotykane, bo kocha się człowieka za coś więcej niż młode, zgrabne ciało. Ludzie we współczesnych czasach, zwłaszcza w Polsce mają totalnie sprane mózgi albo nie mają ich wcale.

gość, 05-10-13, 00:23 napisał(a):Ja przez 5 dni schudlam 4 kilo maksymalnie ograniczjac kalorie, dieta 1000 to takze niewiele, widac podjadalalecz sie… 5kg w 5 dni oznacza + 6kg w najbliższym czasie… tak to wygląda

Szczerze i osobiscie- bieganie jest swietne na stres, pomaga zapomniec, mozna wyzyc sie, rozladowuje napiecie no i wzmacnia serce- polecam! 🙂 a nie jakis tam “fitness”, bo potanczyc to ja sobie moge na dyskotece a w ostatecznosci w domu.

My kobiety wszędzie widzimy problemy. Ja też jak poznałam meza miałam rozmiar 36, przed porodem 38, po porodzie 40 ze wzledu na brzuch po cesarce i duze piersi i wiecie co, nareszcie czuje się seksownie. Zawsze marzylam o biuscie w rozmiarze c. Teraz na mnie lepiej ubrania leza i co najwazniejsze mam pulchniejsza i ladnuejsza twarz. Zycie jest zbyt ciezkie i skomplikowane, aby sie dolowac Taimi pierdolami:)

gość, 04-10-13, 22:01 napisał(a):gość, 04-10-13, 19:41 napisał(a):Temat odchudzanie- modny temat. Wiadomo, otyli żyją krócej. Ale podam swój przykład. Nosiłam rozmiar 36, z porywami na 38, zależało od sklepu i od tego czy góra czy dół. Po kilku latach pracy “przy biurku”, braku ruchu, problemów hormonalnych przytyłam i noszę rozmiar 42, w porywach 40. Ale nie jestem gruba, bo jestem dość wysoka. Nie jestem też szczuplutka jak dawniej. Powiedzmy, że średnia.Czuję się dobrze w swojej skórze, ale jedna osoba to psuje, bo innych mam gdzieś. Mój mąż. Codziennie słucham komentarzy typu: Foczka, Binka( taki tłusty kocur z bajki), prosiaczek, wciągacz słodyczy, sadełko. Mam już tego dość, a on mówi, że mnie dopinguje w ten sposób żebym była laska jaki kiedyś. To boli, bo nie zmieniłam się, po prostu przytyłam.Co zrobić- odchudzać się dla niego czy olać? A takie artykuły mi nie pomagają 🙁 haha myslisz ze sie zaniedbasz to ci maz bedzie bil brawo? nie ozenil sie z prosiakiem tylko z laska, wiec to ze masz siedzaca prace w biurze nie oznacza ze mozesz sie spasc tozadne usprawiedliwienie, jak chcesz zeby maz znalazl se=obie kochanke to zryj dalej,jesli zenisz sie z “laska” to musisz miec swiadomosc, ze uroda przemija, to po pierwsze.po drugie- on tez nie mlodnieje i nie pieknieje z wiekiem, pewnie jak 90% polskich facetow ma brzuchol i zakola.Touché! 🙂

Bałon = balon

Ja przez 5 dni schudlam 4 kilo maksymalnie ograniczjac kalorie, dieta 1000 to takze niewiele, widac podjadala

a ja muszę kupować koszulę, albo kurtki rozmiar 42, ponieważ w biuście się nie dopina aa pod biustem 38. No ale takich ciuchów nie szyją i takie worki wszystko.. ech :)Nie wiem jak Ania mogła przez miesiąc diety i ćwiczeń schudnąć tylko 1,5 kg. No ale ją w top model brali na taką dziewczynę z problemami (bulimia itd.) . Uważam, że Ania schudła bardzo niezdrową dietą i zniszczyła sobie organizm w ten sposób i teraz normalną dietą nie schudnie. Musiałaby nic nie jeść. Poza tym, widać, że ona nie ma racjonalnego podejścia do tej diety.

gość, 04-10-13, 21:08 napisał(a):gość, 04-10-13, 20:42 napisał(a):Widziała za kogo wychodzi. Aha. Sama powiedziała, że on też się zmienił. Nie wiemy nic o jej, ich życiu, wiemy tylko że doszła praca siedząca. I nie utyła 15kg tylko pewnie z 5. A baby już jak zwykle, jedna na drugą. Jak pisze na forum to znaczy że jest problem, może nie ma do kogo się zwrócić. Nikt jej nie radzi “zostaw go” bo nikt nie zna sytuacji. Jak się okazuje, to nie o wagę chodzi tylko o problemy w związku.Inaczej jest jak się ma 17, 23 czy 33 lata. Serio, wyrozumiałości trochę. Dużo zależy od budowy ciała, wzrostu, składu. Ja mimo np sporej wagi noszę rozmiar 36/38 (a bmi mam prawie 24!!). Rozmiar 40.. czy 42.. to serio nei koniec świata. 44, 46 – no już jest duży, ale przy 40 nie warto obrażać nikogo.Ale jakie znowu “baby jak zwykle jedna na drugą”? O czym Ty piszesz? Nie napisałam nic niemiłego, nie wyzywałam jej od tłustych świń i nie życzyłam zdrady, jak to często bywa na takich forach. Napisałam normalnie, kulturalnie, że w pewnym sensie rozumiem obawy jej męża i tyle. Na pewno moje rady zaszkodzą jej mniej, niż porady poniżej: zostaw go, bo nie jest ciebie warty, czyt. zapuszczaj się dalej i czekaj na księcia, który będzie cię kochał taką, jaką jesteś. Skoro doszła praca siedząca (i słodycze, bo sama o tym napisała), to co złego napisałam? Napisałam tylko, żeby pomyślała o ćwiczeniach i zmianie diety. Naprawdę nie wszystko w sieci jest atakiem, wybacz, ale trochę histeryzujesz. Starałam się pisać grzecznie i rzeczowo, a tu jak zwykle kontratak, że “baby jak zwykle swoje”. No to niech tyje dalej, przy “siedzącym trybie pracy” , problemach hormonalnych i słodyczach z wiekiem będzie tylko gorzej. To chciałaś przeczytać?hihi, teraz to chyba ty histeryzujesz bo tam wyżej co napisała to nic nie ma złego, daj na luz -_-

gość, 04-10-13, 19:41 napisał(a):Temat odchudzanie- modny temat. Wiadomo, otyli żyją krócej. Ale podam swój przykład. Nosiłam rozmiar 36, z porywami na 38, zależało od sklepu i od tego czy góra czy dół. Po kilku latach pracy “przy biurku”, braku ruchu, problemów hormonalnych przytyłam i noszę rozmiar 42, w porywach 40. Ale nie jestem gruba, bo jestem dość wysoka. Nie jestem też szczuplutka jak dawniej. Powiedzmy, że średnia.Czuję się dobrze w swojej skórze, ale jedna osoba to psuje, bo innych mam gdzieś. Mój mąż. Codziennie słucham komentarzy typu: Foczka, Binka( taki tłusty kocur z bajki), prosiaczek, wciągacz słodyczy, sadełko. Mam już tego dość, a on mówi, że mnie dopinguje w ten sposób żebym była laska jaki kiedyś. To boli, bo nie zmieniłam się, po prostu przytyłam.Co zrobić- odchudzać się dla niego czy olać? A takie artykuły mi nie pomagają 🙁 haha myslisz ze sie zaniedbasz to ci maz bedzie bil brawo? nie ozenil sie z prosiakiem tylko z laska, wiec to ze masz siedzaca prace w biurze nie oznacza ze mozesz sie spasc tozadne usprawiedliwienie, jak chcesz zeby maz znalazl se=obie kochanke to zryj dalej,jesli zenisz sie z “laska” to musisz miec swiadomosc, ze uroda przemija, to po pierwsze.po drugie- on tez nie mlodnieje i nie pieknieje z wiekiem, pewnie jak 90% polskich facetow ma brzuchol i zakola.

gość, 04-10-13, 20:42 napisał(a):Widziała za kogo wychodzi. Aha. Sama powiedziała, że on też się zmienił. Nie wiemy nic o jej, ich życiu, wiemy tylko że doszła praca siedząca. I nie utyła 15kg tylko pewnie z 5. A baby już jak zwykle, jedna na drugą. Jak pisze na forum to znaczy że jest problem, może nie ma do kogo się zwrócić. Nikt jej nie radzi “zostaw go” bo nikt nie zna sytuacji. Jak się okazuje, to nie o wagę chodzi tylko o problemy w związku.Inaczej jest jak się ma 17, 23 czy 33 lata. Serio, wyrozumiałości trochę. Dużo zależy od budowy ciała, wzrostu, składu. Ja mimo np sporej wagi noszę rozmiar 36/38 (a bmi mam prawie 24!!). Rozmiar 40.. czy 42.. to serio nei koniec świata. 44, 46 – no już jest duży, ale przy 40 nie warto obrażać nikogo.Ale jakie znowu “baby jak zwykle jedna na drugą”? O czym Ty piszesz? Nie napisałam nic niemiłego, nie wyzywałam jej od tłustych świń i nie życzyłam zdrady, jak to często bywa na takich forach. Napisałam normalnie, kulturalnie, że w pewnym sensie rozumiem obawy jej męża i tyle. Na pewno moje rady zaszkodzą jej mniej, niż porady poniżej: zostaw go, bo nie jest ciebie warty, czyt. zapuszczaj się dalej i czekaj na księcia, który będzie cię kochał taką, jaką jesteś. Skoro doszła praca siedząca (i słodycze, bo sama o tym napisała), to co złego napisałam? Napisałam tylko, żeby pomyślała o ćwiczeniach i zmianie diety. Naprawdę nie wszystko w sieci jest atakiem, wybacz, ale trochę histeryzujesz. Starałam się pisać grzecznie i rzeczowo, a tu jak zwykle kontratak, że “baby jak zwykle swoje”. No to niech tyje dalej, przy “siedzącym trybie pracy” , problemach hormonalnych i słodyczach z wiekiem będzie tylko gorzej. To chciałaś przeczytać?

Do tej z 16:21Weź dziewczyno jakiś młotek i stuknij się nim porządnie w łeb, ślubu nie bierze się “dla wyglądu” drugiej połówki, takimi kategoriami to można patrzeć na człowieka będąc najwyżej na etapie… gimnzajum. Jak druga strona choruje, ulega wypadkowi albo zmienia się fizycznie to nie wymienia się jej na nowszy model, bo to prymitywny tok myślenia egoisty o skłonnościach psychopatycznych… Ponadto Polskie kobiety są permanentnie pomiatane przez Polskich mężczyzn bo w życiu kierują się opisanymi przez Ciebie kategoriami, same na własne życzenie uprzedmiatawiają się, a potem lamentują, że mąż je zostawił np. w chorobie bo się “zepsuły” to rozejrzał się za nowym, sprawnym, zdrowym modelem.Jeżeli większość kobiet postrzega małżeństwo tak jak ty, to przestaje mnie dziwić, że w tym kraju jest więcej rozwodów niż małżeństw, a społeczeństwo wymiera z powodu niżu demograficznego.

jezu, zeby faceci byli poddawani takiemu terrorowi wagi jak my, to same ciacha po ziemi by chodzily- jak maz wyzywa cie od swin, to nie trzeba chudnac, tylko skladac papiery o rozwod. NIKT, podkreslam, NIKT, a juz na pewno nie maz, nie ma prawa tak “dopingowac”. tym bardziej, ze wiekszosc mezczyzn, ktorzy tak oceniaja kobiety wcale nie wyglada lepieja co do ani balon- wygladala duzo lepiej, gdy byla szczuplutka, ale jak sie ma tendencje do tycia, to naprawde nie ma sensu sie glodzic. zycie modelki to wcale nie taka bajka, narkotyki, anoreksja, molestowanie seksualne… to juz lepiej pracowac w biurze i jesc co sie chce. i tak jest ladna, ma sliczna buzie

ja tez jestem od 2 dni na diecie-jadlam raz dziennie-ale wlasnie opycham sie pizza(no ale wczesniej zjadlam tylko jogurt i 1 mielonego)za caly dzien

gość, 04-10-13, 21:12 napisał(a):hihi, teraz to chyba ty histeryzujesz bo tam wyżej co napisała to nic nie ma złego, daj na luz -_-No bo wkurza mnie to, że nie można normalnie porozmawiać w sieci, tylko wszystko odbierane jest jak atak (cyt. “baby jak zwykle jedna na drugą”) 😐

gość, 04-10-13, 19:37 napisał(a):gość, 04-10-13, 19:16 napisał(a):Wart trochę ćwiczyć czy po prostu dużo spacerować i odżywiać się zdrowo, ale brać się, w taki sposób jak piszesz, za sobie dziewczyna nie musi. Ale przecież ja dokładnie o tym pisałam 🙂 Że nie musi sobie wypruwać żył, by na siłę wrócić do rozmiaru 36, ale warto przeanalizować dietę, wyrzucić z niej to, co zbędne, plus wyjść czasem na rower czy fitness. Przecież nie namawiam jej do katorżniczej walki o figurę, by utrzymać przy sobie męża. Chodzi raczej o pokazanie, że coś jednak robi, by o siebie zadbać. A że facet ma subtelność Armii Czerwonej to inna sprawa, ale nie wierzę, że stał się taki przedwczoraj. Na pewno wiedziała, za kogo wychodzi.Widziała za kogo wychodzi. Aha. Sama powiedziała, że on też się zmienił. Nie wiemy nic o jej, ich życiu, wiemy tylko że doszła praca siedząca. I nie utyła 15kg tylko pewnie z 5. A baby już jak zwykle, jedna na drugą. Jak pisze na forum to znaczy że jest problem, może nie ma do kogo się zwrócić. Nikt jej nie radzi “zostaw go” bo nikt nie zna sytuacji. Jak się okazuje, to nie o wagę chodzi tylko o problemy w związku.Inaczej jest jak się ma 17, 23 czy 33 lata. Serio, wyrozumiałości trochę. Dużo zależy od budowy ciała, wzrostu, składu. Ja mimo np sporej wagi noszę rozmiar 36/38 (a bmi mam prawie 24!!). Rozmiar 40.. czy 42.. to serio nei koniec świata. 44, 46 – no już jest duży, ale przy 40 nie warto obrażać nikogo.

Stosowałam różne diety, siłownia itp. Nic nie pomogło. W zrzuceniu 10 kg pomogły mi książki Tombaka.Oczyszczenie organizmu to podstawa. Wątroba nerki,układ krwionośny. Potem odpowiednie nawyki żywieniowe. Nie łączyłam mięsa z ziemniakami tylko z surówką.Nie jadłam białego pieczywa. Śniadanie serek wiejski,kotlety bez panierki. W domu miałam zawsze suszone owoce. Kilka daktyli zaspakaja głód na słodycze.

gość, 04-10-13, 19:16 napisał(a):Wart trochę ćwiczyć czy po prostu dużo spacerować i odżywiać się zdrowo, ale brać się, w taki sposób jak piszesz, za sobie dziewczyna nie musi. Ale przecież ja dokładnie o tym pisałam 🙂 Że nie musi sobie wypruwać żył, by na siłę wrócić do rozmiaru 36, ale warto przeanalizować dietę, wyrzucić z niej to, co zbędne, plus wyjść czasem na rower czy fitness. Przecież nie namawiam jej do katorżniczej walki o figurę, by utrzymać przy sobie męża. Chodzi raczej o pokazanie, że coś jednak robi, by o siebie zadbać. A że facet ma subtelność Armii Czerwonej to inna sprawa, ale nie wierzę, że stał się taki przedwczoraj. Na pewno wiedziała, za kogo wychodzi.

Temat odchudzanie- modny temat. Wiadomo, otyli żyją krócej. Ale podam swój przykład. Nosiłam rozmiar 36, z porywami na 38, zależało od sklepu i od tego czy góra czy dół. Po kilku latach pracy “przy biurku”, braku ruchu, problemów hormonalnych przytyłam i noszę rozmiar 42, w porywach 40. Ale nie jestem gruba, bo jestem dość wysoka. Nie jestem też szczuplutka jak dawniej. Powiedzmy, że średnia.Czuję się dobrze w swojej skórze, ale jedna osoba to psuje, bo innych mam gdzieś. Mój mąż. Codziennie słucham komentarzy typu: Foczka, Binka( taki tłusty kocur z bajki), prosiaczek, wciągacz słodyczy, sadełko. Mam już tego dość, a on mówi, że mnie dopinguje w ten sposób żebym była laska jaki kiedyś. To boli, bo nie zmieniłam się, po prostu przytyłam.Co zrobić- odchudzać się dla niego czy olać? A takie artykuły mi nie pomagają 🙁 haha myslisz ze sie zaniedbasz to ci maz bedzie bil brawo? nie ozenil sie z prosiakiem tylko z laska, wiec to ze masz siedzaca prace w biurze nie oznacza ze mozesz sie spasc tozadne usprawiedliwienie, jak chcesz zeby maz znalazl se=obie kochanke to zryj dalej,

Artykuły dla dzieci. Od Autek elektrycznych do Wózków. www.baby.shoper.pl = wysoka jakość+miła obsługa+niska cena. Zapraszamy serdecznie.

gość04-10-13, 20:28, Oceń ten komentarz: 0 oceń na plus oceń na minus cytujja tez jestem od 2 dni na diecie-jadlam raz dziennie-ale wlasnie opycham sie pizza(no ale wczesniej zjadlam tylko jogurt i 1 mielonego)za caly dzienbardzo madrze objadac sie na sama noc :/

ja ma 176 cm i waze 61 kg. W talii mam 67 cm,w biodrach 90 i czasami nosze rozmiar 40-spodnie

myślę, że dziewczyna ma trochę racji i nie ma co na niej psy wieszac. To prawda, że kiedy nie ma słońca, witaminki d3 to wszystkiego się odechciewa – to nie jej wina. To że wolniej chudnie to też nie jej wina. Ale w tym, że waga niekoniecznie zmienia się tak jak obwody po cwiczeniach ma rację i nie ma się czego czepiac. Jest mi trochę dziewczyny żal, wiem jak to jest chcicec czegos co się kiedyś miało, a co niekoniecznie potrafi się odzyskac. Mam tylko nadzieję, że nie zacznie się znów odchudzac za pomocą bulimii. Trzymam kciuki za jej dobre samopoczucie, nie wygląd.

Do dziewczyny na dole: zupełnie nie rozumiem komentarzy typu: on na Ciebie nie zasługuje, powinien kochać Cię taką, jaka jesteś, nie jest Ciebie wart, bla bla. Nie słuchaj tego, bo to tylko egoistyczne frazesy z pism dla bab.Prawda jest taka, że dla przeciętnego mężczyzny laska, która po ślubie zmienia się w słonia, to jeden z najgorszych koszmarów sennych. Dla nich to oznaka, że kobieta osiągnęła cel i odpuściła, bo już nie musi walczyć. To tak, jak dla nas widok faceta, który po kilku latach związku chodzi po domu w przepoconym podkoszulku, nie opuszcza klapy w kiblu i pierdzi w naszej obecności 🙂 to nie tak powinno działać. Trzeba się starać dla siebie na wzajem zawsze, nawet po kilku latach związku. Nie mówię, że masz wypruwać sobie żyły, by schudnąć dla niego. Ale zmień coś w diecie, zacznij lżej gotować, zaproponuj wspólne wyjście na rower. Niech on widzi, że Ci na nim zależy, że chcesz być dla niego atrakcyjna. Bo on naprawdę to widzi tak: wczoraj rozmiar 36, dzisiaj 42, jutro 50. Boi się, że odpuściłaś, bo dostałaś obrączkę i teraz już masz wszystko gdzieś. Nie słuchaj bzdur, że masz go zostawić, bo nie jest Ciebie wart. Zapuszczona, tłusta i zaniedbana baba (bo trudno to nazwać kobietą), do tego wymagająca, by ją kochać “jaką jest” to dramat. Nie zamieniaj się w rozwiedzionego smoka, siedzącego na kanapie i żrącego batoniki. Zad w troki i do roboty, i dla męża i dla siebie 🙂 Bo na razie wysyłasz mu sygnał: już Cię złapałam i straciłam zainteresowanie. Stąd te jego teksty o tym, że “on ci jeszcze udowodni, że któraś na niego poleci”.

gość, 04-10-13, 16:46 napisał(a):Ale tak, jak pisałam – on oczyma wyobraźni widzi już rozmiar 50, bo skoro wskoczyło kilka kilo, to dlaczego miałoby nie wskoczyć kolejnych kilka? Jeżeli sam się zaniedbał to oczywiście przykre, ale IMHO metoda wet za wet prowadzi donikąd. Mają się licytować o to, kto jest większą fleją? Ja tam bym wolała wziąć się za siebie, zapisać się na fitness, zrobić coś z dietą. A facet albo weźmie przykład, a jak nie, to wtedy myśleć, co dalej. A taka rywalizacja, kto głośniej pierdzi to bezsens 🙂 Ktoś musi pierwszy pokazać, że jednak mu zależy. I nie chodzi mi o to, żeby chudym tyłkiem zatrzymywać faceta przy sobie, bo jesteśmy czymś więcej, niż chudym tyłkiem. Ale nie można popadać w drugą skrajność i odpuszczać. Ja bym się załamała, gdyby mój mężczyzna się zapuścił, bo uznałabym to właśnie za sygnał: ok, obsikałem już teren, mogę przestać się starać.Wart trochę ćwiczyć czy po prostu dużo spacerować i odżywiać się zdrowo, ale brać się, w taki sposób jak piszesz, za sobie dziewczyna nie musi. Skoro nie ma sporej nadwagi to to żadna skrajność nie jest. zresztą jeśli jest wysoka (jak pisała) to podane przez nią rozmiary oznaczają, ze jest szczupła. Partnera ma chama i prostaka. Niestety. Nie w taki sposób sygnalizujemy komuś kogo kochamy, ze woleliśmy jego wcześniejszy czy inny wygląd.

gość, 04-10-13, 16:38 napisał(a):No, ale w słonia? Rozmiar 40,42 to rozmiar słonicy?Chyba jak ktoś ma mniej niż 160 wzrostu i to w kapeluszu :)A co z przeciętnym facetem?Większość z nich ma mięsień piwny takiej wielkości, ze spokojnie może tam kufel stawiać. Faceci tak samo zaniedbują się po ślubie jak baby, ale to babą najbardziej się dostaje. Mają być piękne, zgrabne i powabne, bo jak nie to… pójdę do innej. Na tym to polega? Zresztą na dole pisze wyraźnie, że dupek się sam zaniedbał. Owszem, gdyby miał aparycję gwiazdora, uprawiał sport, dbał o dietę- mógłby zasugerować- może spróbujesz żyć jak ja. Ale podejrzewam , że koleś sam leży na kanapie z pilotem w jednej ręce, kanapką w drugiej, plamą po ketchupie na podkoszulku i… pierdzi. 🙂 Nie dawajcie się dziewczyny!Ale tak, jak pisałam – on oczyma wyobraźni widzi już rozmiar 50, bo skoro wskoczyło kilka kilo, to dlaczego miałoby nie wskoczyć kolejnych kilka? Jeżeli sam się zaniedbał to oczywiście przykre, ale IMHO metoda wet za wet prowadzi donikąd. Mają się licytować o to, kto jest większą fleją? Ja tam bym wolała wziąć się za siebie, zapisać się na fitness, zrobić coś z dietą. A facet albo weźmie przykład, a jak nie, to wtedy myśleć, co dalej. A taka rywalizacja, kto głośniej pierdzi to bezsens 🙂 Ktoś musi pierwszy pokazać, że jednak mu zależy. I nie chodzi mi o to, żeby chudym tyłkiem zatrzymywać faceta przy sobie, bo jesteśmy czymś więcej, niż chudym tyłkiem. Ale nie można popadać w drugą skrajność i odpuszczać. Ja bym się załamała, gdyby mój mężczyzna się zapuścił, bo uznałabym to właśnie za sygnał: ok, obsikałem już teren, mogę przestać się starać.

Prawda jest taka, że dla przeciętnego mężczyzny laska, która po ślubie zmienia się w słonia, to jeden z najgorszych koszmarów sennych. Dla nich to oznaka, że kobieta osiągnęła cel i odpuściła, bo już nie musi walczyć. To tak, jak dla nas widok faceta, który po kilku latach związku chodzi po domu w przepoconym podkoszulku, nie opuszcza klapy w kiblu i pierdzi w naszej obecności :)No, ale w słonia? Rozmiar 40,42 to rozmiar słonicy?Chyba jak ktoś ma mniej niż 160 wzrostu i to w kapeluszu :)A co z przeciętnym facetem?Większość z nich ma mięsień piwny takiej wielkości, ze spokojnie może tam kufel stawiać. Faceci tak samo zaniedbują się po ślubie jak baby, ale to babą najbardziej się dostaje. Mają być piękne, zgrabne i powabne, bo jak nie to… pójdę do innej. Na tym to polega? Zresztą na dole pisze wyraźnie, że dupek się sam zaniedbał. Owszem, gdyby miał aparycję gwiazdora, uprawiał sport, dbał o dietę- mógłby zasugerować- może spróbujesz żyć jak ja. Ale podejrzewam , że koleś sam leży na kanapie z pilotem w jednej ręce, kanapką w drugiej, plamą po ketchupie na podkoszulku i… pierdzi. 🙂 Nie dawajcie się dziewczyny!

sama sie pchala przed kamery, nikt jej nie zmuszal

gość, 04-10-13, 14:01 napisał(a):Temat odchudzanie- modny temat. Wiadomo, otyli żyją krócej. Ale podam swój przykład. Nosiłam rozmiar 36, z porywami na 38, zależało od sklepu i od tego czy góra czy dół. Po kilku latach pracy “przy biurku”, braku ruchu, problemów hormonalnych przytyłam i noszę rozmiar 42, w porywach 40. Ale nie jestem gruba, bo jestem dość wysoka. Nie jestem też szczuplutka jak dawniej. Powiedzmy, że średnia.Czuję się dobrze w swojej skórze, ale jedna osoba to psuje, bo innych mam gdzieś. Mój mąż. Codziennie słucham komentarzy typu: Foczka, Binka( taki tłusty kocur z bajki), prosiaczek, wciągacz słodyczy, sadełko. Mam już tego dość, a on mówi, że mnie dopinguje w ten sposób żebym była laska jaki kiedyś. To boli, bo nie zmieniłam się, po prostu przytyłam.Co zrobić- odchudzać się dla niego czy olać? A takie artykuły mi nie pomagają :(wspólczuję ci, co za prostak, pewnie kwestia czasu kiedy cię zdradzi ze szczupłą dziewczyną. Dlatego nie warto brac slubu i poświęcać się dla żadnego faceta!

gość, 04-10-13, 15:17 napisał(a):Weszłam sprawdzić czy ktoś odpowiedział i proszę. Dzięki za wsparcie. A mój mąż sam przytył od czasów kawalerskich i to sporo, ale kiedy mu to mówię ( by poczuł się jak ja i zrozumiał) to się obraża i ma “focha”, nawet mówi, że jak chce może mi udowodnić, że go jeszcze inna zechce. Kiedy to piszę sama zaczynam się zastanawiać co z naszym związkiem. Może nie o odchudzaniu powinnam pomyśleć, a o czymś bardziej definitywnym. Pozdrawiam.No on ma prawo wyglądać jak świnia i robi ci łaskę że z tobą jest. Ty masz być idealna i dziękować mu codziennie że jest z tobą. Łaskawca.

gość, 04-10-13, 14:17 napisał(a):gość, 04-10-13, 14:05 napisał(a):gość, 04-10-13, 14:01 napisał(a):Temat odchudzanie- modny temat. Wiadomo, otyli żyją krócej. Ale podam swój przykład. Nosiłam rozmiar 36, z porywami na 38, zależało od sklepu i od tego czy góra czy dół. Po kilku latach pracy “przy biurku”, braku ruchu, problemów hormonalnych przytyłam i noszę rozmiar 42, w porywach 40. Ale nie jestem gruba, bo jestem dość wysoka. Nie jestem też szczuplutka jak dawniej. Powiedzmy, że średnia.Czuję się dobrze w swojej skórze, ale jedna osoba to psuje, bo innych mam gdzieś. Mój mąż. Codziennie słucham komentarzy typu: Foczka, Binka( taki tłusty kocur z bajki), prosiaczek, wciągacz słodyczy, sadełko. Mam już tego dość, a on mówi, że mnie dopinguje w ten sposób żebym była laska jaki kiedyś. To boli, bo nie zmieniłam się, po prostu przytyłam.Co zrobić- odchudzać się dla niego czy olać? A takie artykuły mi nie pomagają :(Bardzo niefajnie z jego strony, powinien Cię kochać taką jaka jesteś, tym bardziej jak się dobrze czujesz w swoim ciele… Powiedz mu, że boli Cię takie dogadywanieNiemożliwe by sam był idealny, zacznij grać jak on, wtedy zrozumiePo prostu kretyn i na pewno nie zasluguje na to zebys cos dla niego zmieniala w swoim wygladzie.

gość, 04-10-13, 14:01 napisał(a):Temat odchudzanie- modny temat. Wiadomo, otyli żyją krócej. Ale podam swój przykład. Nosiłam rozmiar 36, z porywami na 38, zależało od sklepu i od tego czy góra czy dół. Po kilku latach pracy “przy biurku”, braku ruchu, problemów hormonalnych przytyłam i noszę rozmiar 42, w porywach 40. Ale nie jestem gruba, bo jestem dość wysoka. Nie jestem też szczuplutka jak dawniej. Powiedzmy, że średnia.Czuję się dobrze w swojej skórze, ale jedna osoba to psuje, bo innych mam gdzieś. Mój mąż. Codziennie słucham komentarzy typu: Foczka, Binka( taki tłusty kocur z bajki), prosiaczek, wciągacz słodyczy, sadełko. Mam już tego dość, a on mówi, że mnie dopinguje w ten sposób żebym była laska jaki kiedyś. To boli, bo nie zmieniłam się, po prostu przytyłam.Co zrobić- odchudzać się dla niego czy olać? A takie artykuły mi nie pomagają :(Mam nadzieję, że to nie prowokacja 🙂 Spróbuję coś napisać mimo wszystko, bo czasem wydaje mi się, że takie wpisy na forum to potrzeba akceptacji. Jeśli sama źle się ze sobą czujesz, to ćwicz. Schudnij, ale dla siebie, kiedy będziesz gotowa i kiedy poczujesz taką potrzebę – sama zgubisz kilogramy. Nic na siłę. Nie bierz do siebie tego co mówi mąż. 40/42 to wcale nie jest duży rozmiar, szczególnie jak ma się powyżej 170 cm wzrostu – nie dajmy się zwariować. Z tego co piszesz nie przytyłaś o 3,4 rozmiary tylko 1,2 więc nie wiem skąd te przytyki. Mój były facet uwielbiał wywierać presję na mnie – że jestem gruba, nigdy nie schudnę, że mogłabym być modelką jakbym schudła, itd. Było mi źle, bo nie miałam potrzeby chudnąć (174cm, waga 70kg). Aż kiedyś coś we mnie pękło i zaczęłam ćwiczyć. Schudłam sama z siebie, w ciągu paru miesięcy, facetowi rura zmiękła – bo on nie robił ze sobą nic, poprawiał swoją ocenę moim kosztem. Więc zmieniłam nie tylko rozmiar ale i faceta. Trzeba siebie szanować, reszta przyjdzie 🙂 Nos do góry! Pozdrawiam.

gość, 04-10-13, 13:30 napisał(a):ja też 3 lata temu byłam laska a teraz sie spasłam nie lubie jak sie ludzie na mnie gapia ale to już było i nie wróci wiecej ja mam w dupie cały świat i on też ma mnie w dupie jestem szatanemopowiedz mi o tym..

kiedys była z niej niezła laska!

Weszłam sprawdzić czy ktoś odpowiedział i proszę. Dzięki za wsparcie. A mój mąż sam przytył od czasów kawalerskich i to sporo, ale kiedy mu to mówię ( by poczuł się jak ja i zrozumiał) to się obraża i ma “focha”, nawet mówi, że jak chce może mi udowodnić, że go jeszcze inna zechce. Kiedy to piszę sama zaczynam się zastanawiać co z naszym związkiem. Może nie o odchudzaniu powinnam pomyśleć, a o czymś bardziej definitywnym. Pozdrawiam.