Dramat Bogdana Trojanka
Dla Bogdana Trojanka ta noc na zawsze pozostanie koszmarem. W lutym 2022 roku jego ukochana Cygańska Restauracja w Połczynie-Zdroju dosłownie stanęła w ogniu. Drewniany budynek spłonął w ekspresowym tempie, a wraz z nim miejsce, które artysta budował latami i traktował jak życiowy projekt. Od samego początku Bogdan Trojanek był przekonany, że to nie żadna usterka czy pechowy zbieg okoliczności.
Muzyk otwarcie mówił, że pożar był kolejnym aktem narastającego od lat konfliktu w romskim środowisku. Jak podkreślał, dopóki żył Henryk Kozłowski, uznawany za Króla Cyganów sytuacja była pod kontrolą. Po jego śmierci wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli.
Państwo pamiętają, od 2006 r. taki spór między mną a Stowarzyszeniem (Romów w Polsce – przyp. red.) tu w Szczecinku. Konflikt, taki romsko-romski bym powiedział. Jeszcze jak żył król, Henryk Kozłowski (Szero Roma Polskich Cyganów Nizinnych – przyp. red), wszystko się trzymało. Odszedł król Henryk Kozłowski, zaczęło się to w naszym środowisku gdzieś tam wymykać spod kontroli – mówił w jednym z wywiadów.
Zbezczeszczony grób, spalone auta
Po śmierci romskiego autorytetu zaczęły dziać się rzeczy, które coraz bardziej przypominały zaplanowaną nagonkę. Najpierw doszło do zbezczeszczenia rodzinnego grobu Trojanka. Chwilę później pod jego domem spłonęły dwa samochody. Każde kolejne zdarzenie potęgowało poczucie zagrożenia.
Ja postawiłem kropki, państwo sami te kropki połączycie, jak to się stało – groby, samochody, w czerwcu zlecenie na mnie na zrobienie mi wielkiej krzywdy za pieniądze i nagle teraz restauracja
Artysta nie wierzył w przypadki i sugerował, że wszystkie te wydarzenia są ze sobą powiązane. W jego ocenie był to jasny sygnał, że ktoś krok po kroku eskaluje konflikt, a granica została dawno przekroczona.
Brat ze Stowarzyszenia Romów w Polsce, w Szczecinku, zlecał wykonanie na mnie krzywdy, z możliwością nawet, nie wiem, zabicia mnie? Ale było to dość drastyczne, bo to nie była taka sprawa byle jaka, tylko to było na zasadzie tego, że ta osoba namawiała osoby trzecie do zrobienia mi krzywdy, wskazując mój adres
Tajemniczy mężczyzna w maseczce
Najbardziej wstrząsający był moment, gdy pojawiły się informacje o zleceniu zabójstwa lub trwałego okaleczenia artysty. Trojanek ujawnił, że ktoś miał namawiać inne osoby do wyrządzenia mu krzywdy, a sprawą zajęła się prokuratura. W tle pojawiły się pieniądze i konkretne adresy, co tylko potęgowało strach o własne życie.
Gdy wyszło na jaw, że tuż przed pożarem w hotelu przebywał nieznany mężczyzna. Zakrywał twarz maseczką, nosił czapkę i ciemne okulary, a z pokoju zniknął dosłownie chwilę przed wybuchem ognia. Monitoring spłonął razem z budynkiem, przez co nie udało się ustalić jego tożsamości.
Te wszystkie wydarzenia utwierdziły artystę w tym, że to na pewno nie był nieszczęśliwy wypadek, a dokładnie zaplanowany akt zemsty.
Życzę. Dużo. Szczescia