Dramatyczne wspomnienie Beaty Tadli. Tak relacjonowała katastrofę smoleńską
Dziś mija 16 lat od katastrofy smoleńskiej, czyli tragedii, która wstrząsnęła i kompletnie odmieniła oblicze polskiej polityki. Cała Polska wraca dziś to tego dnia, w tym także dziennikarka Beata Tadla, która na żywi relacjonowała przebieg wydarzeń.
16 rocznica katastrofy smoleńskiej
10 kwietnia 2010 roku to data, którą zna każdy Polak. To tego dnia w miała miejsce katastrofa, w której zginęło 96 osób, z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim na czele. Chyba każdy Polak pamięta, co robił tego pamiętnego poranka. Tego dnia w mediach panowała jedna wielka niewiadoma – nic nie było pewne, a kolejne komunikaty przynosiły coraz straszniejsze wieści.
Jednym z najbardziej pamiętnych zdarzeń była transmisja na żywo w studiu TVN24, w którym Beata Tadla i Jarosław Kuźniar mieli rozmawiać z zaproszonymi gośćmi, m.in. historykiem Antonim Dudkiem i byłym szefem SLD, Wojciechem Olejniczakiem. Na wizji rozegrał się prawdziwy temat, o którym dziennikarka opowiedziała w rozmowie z Wirtualną Polską.
Beata Tadla wspomina dramatyczne chwile z 10 kwietnia 2010
Beata Tadla przyznała, że to był najtrudniejszy dzień w całej karierze.
Są historie, szczególnie kiedy pracuje się na żywo, których nie da się przewidzieć. Natomiast informacja o takiej tragedii, jaką była katastrofa smoleńska, to sytuacja, której nigdy więcej nie chciałabym przeżyć – ani jako człowiek, ani jako dziennikarz. Kosztowało nas to naprawdę mnóstwo emocji – opowiedziała w rozmowie z Wirtualną Polską.
Tego dnia panował jeden wielki chaos – żadna informacja nie mogła być pewna.
Taką informację trzeba sprawdzić nie w dwóch źródłach, a w siedmiu. A wiadomo, że był to czas, kiedy trudno się było dodzwonić do ludzi, którzy mogli potwierdzić te doniesienia. Nie uzyskaliśmy wszystkich informacji od razu. A przecież nie wszystko można było powiedzieć, dopóki nie dostaliśmy ostatecznego, końcowego potwierdzenia, że wszyscy zginęli.
Tego dnia wszyscy dziennikarze musieli walczyć z emocjami. Niemal wszystkim zbierało się na płacz.
Schowałam twarz w dłoniach, bo łzy same napływały mi do oczu. Jarek Kuźniar, z którym prowadziliśmy wtedy program, na chwilę musiał zaczerpnąć powietrza, bo po prostu nie mógł ze wzruszenia dalej mówić. Ktoś przyniósł mi czarną marynarkę, a Jarkowi czarny krawat. Ktoś związał mi włosy, dopasowaliśmy też wygląd studia do tego smutnego nastroju – wspomina.
Poruszające wyznanie Beaty Tadli
Również goście doznali mocnych emocji. Znajdujący się w studiu Wojciech Olejniczak nagle po prostu wyszedł.
Pamiętam, że on po prostu wyszedł ze studia, bo uświadomił sobie, ilu jego przyjaciół właśnie straciło życie.
Jak wspomina, nikt nie był przygotowany na tak dramatyczną sytuację.
Nikt nigdy wcześniej nam w żadnym podręczniku do dziennikarstwa nie opisał, jak należy się zachować, kiedy ginie tak wielu ludzi, wszystkim znanych, takich, których zapraszaliśmy do studia. Wielu z nich przecież jeszcze tydzień wcześniej było przy tym samym stole, przy którym obwieszczaliśmy, że nie żyją. Nikt nie dał żadnej instrukcji, jak się zachowywać, więc działaliśmy intuicyjnie.
Przyznała również, że w tamtym czasie cały kraj był zjednoczony.
Dostawaliśmy później od widzów sygnały, że gdybyśmy zachowali kamienną twarz i nie pokazali zupełnie stosunku do tego, o czym mówimy, to byłoby dziwne. Wtedy byliśmy wszyscy zjednoczeni żałobą – my na antenie i ludzie przed telewizorami.
Tadla zwróciła również uwagę, że dziennikarze też odczuwają emocje.
Kiedy pracujemy na żywo, zupełnie inaczej reagujemy, niż moglibyśmy to założyć w teorii. Jesteśmy tylko ludźmi. Mamy swoją wrażliwość. Dziennikarze to nie są osoby pozbawione empatii, uczuć i emocji. Reagowaliśmy spontanicznie, na bieżąco, nie patrząc na to, jak zostaniemy odebrani. Było to dla nas po prostu bardzo trudne doświadczenie.
Te dni były przepełnione płaczem i bólem.
Od momentu, kiedy przyszła pierwsza informacja, do samego końca po prostu siedziałam ze ściśniętym żołądkiem. Powstrzymywałam łzy, a po programie wypłakałam się Jarkowi Kuźniarowi w marynarkę. Potem, przez następne dni, pracowałam ze spuchniętymi oczami. Znałam osobiście większość ofiar. To, że płakaliśmy, nie jest niczym niezwykłym. Nie jesteśmy z kamienia.




