Ewa Bem usłyszała diagnozę tuż po zejściu ze sceny. Tak dowiedziała się o raku
Ewa Bem od lat uchodzi za ikonę polskiej sceny. Niewielu wiedziało, że za kulisami zmaga się z chorobą nowotworową w czwartym stadium. W poruszającej rozmowie artystka ujawniła, jak dowiedziała się o diagnozie i jak w tym samym czasie pożegnała miłość swojego życia.
Zrozpaczona Ewa Bem przekazała tragiczne wieści. Nie żyje jej mąż, znany producent
Ewa Bem usłyszała diagnozę tuż po zejściu ze sceny. Tak dowiedziała się o raku
Ewa Bem przez dekady była głosem pokoleń – jej charakterystyczna barwa, klasa i energia zbudowały pozycję jednej z najważniejszych polskich wokalistek. Ale za sceniczną charyzmą od lat skrywała dramat, którym nigdy dotąd nie dzieliła się z opinią publiczną. W rozmowie ze Światem Gwiazd po raz pierwszy otwarcie opowiedziała o tym, że sama walczy z rakiem jajnika w czwartym stadium.
Diagnoza Ewy Bem była zaskoczeniem nie tylko dla niej samej. Lekarze odkryli nowotwór jajnika w czwartym stadium przez przypadek – podczas badań po zasłabnięciu na scenie. W szpitalu zdiagnozowano u niej poważną infekcję płuc i uszkodzenie jednego z nich. Dopiero dalsze badania ujawniły prawdziwe źródło problemu.
Dowiedziałam się o swojej chorobie nieoczekiwanie zupełnie. Ze sceny mnie właściwie zdjęto. Zabrano mnie do szpitala, nie wiedziałam, o co chodzi. Wyszła ciężka choroba płuc. Lekarz był zdziwiony – mówił, że nie rozumie, jak to się stało, że nie miałam jednego płuca. Ale w dodatku znaleźli w płucach komórki rakowe. Okazało się, że mam czwartego stopnia nowotwór jajników – opowiada.
Czy Ewa Bem wróci na scenę po śmierci córki?
Choć od lat regularnie się badała i nie miała żadnych niepokojących objawów, usłyszała najgorszą możliwą diagnozę. Jak mówi, była przekonana, że to ona pierwsza odejdzie – tymczasem los miał inne plany. Jej mąż, Ryszard Sibilski, zmarł nagle w ciągu sześciu tygodni od diagnozy.
To było dla mnie tak nieprawdopodobne, tak szokujące, że to wszystko mi się w głowie jeszcze nie mieści. Ja o tym myślę dużo i rozważam i tak dalej. Wiem, że lekarze z Instytutu Onkologii, gdzie rzecz się cała działa, zrobili wszystko co było w ich mocy. No taka się siekiera zdarzyła– mówiła łamiącym się głosem.
Śmierć Ryszarda Sibilskiego była dla artystki nie tylko ogromną stratą osobistą, ale i duchowym ciosem, który zbiegł się z jej własną walką o życie. Jak wyznała w wywiadzie, to ona była wtedy „tą chorą” – to jej stan zdrowia był niepokojący, to ona przygotowywała się na najgorsze. A jednak los brutalnie odwrócił role.
To był okres, w którym wychodziłam z bardzo ciężkiej choroby. Można powiedzieć, że uciekłam spod łopaty. Wszystkie prognozy dotyczyły mnie. Myślałam, że to ja zostawię Dindiego, a Dindi sobie będzie musiał jakoś radzić – wspomina.
Najbardziej przejmujące w całej historii jest to, że Bem zawsze dbała o profilaktykę. Nie zaniedbywała badań, regularnie kontrolowała stan zdrowia. ,,Jak słyszę te nawoływania: „Dziewczyny, badajcie się”, to czasem mnie szlag trafia. Trudno sobie wyobrazić pacjentkę bardziej subordynowaną niż ja. A jednak to mnie trafiło. Świeżo zresztą po badaniu byłam” – powiedziała w rozmowie.
Dziś artystka wciąż przyjmuje chemioterapię, choć – jak zaznacza – znajduje się w stanie remisji. W jej głosie słychać nadzieję, ale i głęboki smutek. Po stracie męża nie ma już złudzeń, że życie można przewidzieć lub zaplanować.
Mimo to, Ewa Bem nie zamyka się na ludzi. Rozmawia, dzieli się swoją historią – bo wie, że być może ktoś dzięki niej usłyszy coś, co pomoże mu przetrwać własny trudny czas. – Dla mnie wygrał. Bo zostawił mi wiarę w miłość od pierwszego wejrzenia do grobowej deski – napisała w styczniu, żegnając ukochanego Ryszarda. I to ta miłość, jak sama mówi, trzyma ją przy życiu.
![]()


