Agata Mróz: choroba. Uważaj na te objawy!
Są takie opowieści, które mimo upływu lat nie tracą swojej siły, bo nie dotyczą tylko sportu czy kariery, ale wyborów, które wykraczają daleko poza codzienność. Historia Agaty Mróz-Olszewskiej wraca dziś nie bez powodu, jej ostatni wywiad i słowa, które w nim padły, wciąż brzmią niezwykle aktualnie, zwłaszcza gdy spojrzy się na nie przez pryzmat choroby, z którą zmagała się przez lata.
Problemy zdrowotne pojawiły się, gdy była jeszcze nastolatką – diagnoza mielodysplazji szpiku kostnego przyszła w momencie, kiedy jej sportowa kariera dopiero nabierała rozpędu, a przed nią rysowały się kolejne sukcesy i zagraniczne kontrakty. Choroba oznaczała przerwanie treningów, wielomiesięczne leczenie i konieczność zmierzenia się z rzeczywistością, która dla młodej, ambitnej osoby była trudna do zaakceptowania.
Wywiadzie z “Vivą” wspominała ten moment bez upiększeń:
Zaczęłam chorować, kiedy miałam siedemnaście lat. Przede mną było całe życie. Miałam propozycje grania w najlepszych klubach. Byłam ambitna. I nagle na trzy lata musiałam przerwać karierę sportową. Bardzo to przeżywałam. Chwilami myślałam, że już po mnie.
Mimo tego wróciła do sportu i sięgnęła po sukcesy, co tylko pokazuje, jak silną była osobą, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Choroba jednak nie zniknęła, a z czasem zaczęła coraz bardziej wpływać na jej codzienne funkcjonowanie.
To, z czym mierzyła się Agata Mróz-Olszewska, nie zawsze jest łatwe do wychwycenia na pierwszy rzut oka, bo objawy mogą rozwijać się stopniowo i być mylone z przemęczeniem czy spadkiem formy. W jej przypadku choroba prowadziła do poważnych zaburzeń pracy organizmu, które z czasem zaczęły się nasilać.
Najważniejsze sygnały, które mogą świadczyć o problemach ze szpikiem kostnym, to przede wszystkim zaburzenia w produkcji krwinek, prowadzące do anemii i niedoboru płytek krwi, a co za tym idzie – przewlekłe osłabienie, zawroty głowy i szybkie męczenie się nawet przy niewielkim wysiłku.
Do tego dochodzi znacząco obniżona odporność, przez co organizm staje się podatny na infekcje, oraz problemy z krzepliwością krwi, które mogą objawiać się łatwym powstawaniem siniaków czy krwawieniami.
Sama Agata mówiła o tym bardzo wprost, opisując, jak zmieniło się jej ciało i możliwości:
Czasami, kiedy patrzę na swoje mecze sprzed lat, na swoje zdjęcia, nie mogę uwierzyć w to, kim dzisiaj jestem. Jestem cieniem tamtej Agaty. (…) Dziś czuję się zmarnowana. Słaba. Czasem rano nie mam siły wstać z łóżka.
Kontrast między wysportowaną zawodniczką a osobą walczącą z codziennym funkcjonowaniem najlepiej pokazuje skalę choroby.
Jednym z najbardziej poruszających wątków w historii Agaty Mróz-Olszewskiej pozostaje jej decyzja o macierzyństwie, podjęta w momencie, gdy doskonale zdawała sobie sprawę z ryzyka, jakie się z tym wiąże. Ciąża w jej sytuacji była ogromnym obciążeniem dla organizmu, a lekarze nie byli zgodni co do dalszego postępowania.
W wywiadzie dla “Vivy!” powiedziała słowa, które do dziś są szeroko cytowane:
Zdecydowałam się na dziecko, bo chciałam dać życie… Nawet jeśli miałoby to kosztować mnie moje.
Nie była to decyzja podjęta impulsywnie, jak sama przyznała, wiedziała, że to być może jedyna szansa przed przeszczepem, a jednocześnie miała świadomość zagrożeń. Wspominała też moment, gdy po raz pierwszy zobaczyła dziecko na USG:
W dziewiątym tygodniu zobaczyłam na USG tę maleńką kijankę i od razu zaczęłam szukać kontaktu z hematologami, którzy poprowadziliby moją ciążę.
4 kwietnia na świat przyszła jej córka Liliana, a Agata, mimo ogromnego osłabienia organizmu, walczyła dalej, najpierw o zdrowie dziecka, a potem o własne życie.
Rozmowa, której udzieliła w maju 2008 roku, była jednym z jej ostatnich publicznych wystąpień i dziś czyta się ją zupełnie inaczej, z pełną świadomością tego, co wydarzyło się później. Mówiła w niej nie tylko o chorobie, ale przede wszystkim o miłości, która była dla niej punktem odniesienia.
Dużo miejsca poświęciła relacji z mężem, Jackiem Olszewskim, podkreślając, jak ogromne znaczenie miało dla niej jego wsparcie:
Kiedy trzeba – pogłaszcze, kiedy trzeba – zmotywuje do działania. Stoi za mną cały czas. (…) Jacek był moim łącznikiem ze światem zewnętrznym. Chwilami tarczą obronną.
Opowiadała też o tym, jak choroba zmieniła jej sposób myślenia i podejście do życia, ucząc ją skupienia na chwili i rezygnacji z odkładania ważnych rzeczy na później:
Od chwili, kiedy zachorowałam, nie odkładam już nic na później. Niczego nie planuję. Nauczyłam się żyć tu i teraz.
Te słowa, choć wypowiedziane w trudnym momencie, nie brzmią jak podsumowanie, raczej jak świadoma próba uchwycenia tego, co naprawdę ważne.
Agata Mróz-Olszewska zmarła 4 czerwca 2008 roku, mając zaledwie 26 lat, ale jej historia nie zakończyła się w tym momencie – funkcjonuje dalej w pamięci kibiców, w inicjatywach, które powstały na jej cześć, i w opowieściach, które wciąż są przywoływane.
Powstał film “Nad życie”, organizowane są memoriały, a jej imieniem nazywane są szkoły i obiekty sportowe. To jednak nie liczba upamiętnień robi największe wrażenie, tylko fakt, że po latach wciąż wraca się do jej historii nie ze względu na sportowe osiągnięcia, ale na wybory, które podjęła.
Być może właśnie dlatego jej słowa sprzed lat nadal wybrzmiewają tak mocno, bo nie są tylko wspomnieniem, ale przypomnieniem, jak różne oblicza może mieć siła.