Dekadę temu przebojami podbijała Polskę, a potem zniknęła. Tak dziś wygląda Monika Lewczuk
10 lat temu znała ją cała Polska. Jej utwory okupowały listy przebojów, a nazwisko regularnie pojawiało się w show-biznesowych newsach. Potem nagle zniknęła z medialnego obiegu. Dziś Monika Lewczuk wraca do publicznej rozmowy, wspomina swój “prime time” i zdradza, że muzyka znów upomina się o swoje miejsce w jej życiu.
Choć nie wygrała programu “The Voice of Poland”, to właśnie udział w 5. edycji otworzył jej drzwi do kariery, o jakiej marzy wielu młodych artystów. Lewczuk szybko przyciągnęła uwagę wytwórni, mediów i słuchaczy. Przełom przyszedł w 2016 roku wraz z debiutanckim albumem #1.
Single “#Tam tam”,” Zabiorę cię stąd” czy “Ty i ja” były grane dosłownie wszędzie. Kulminacją tego okresu okazał się międzynarodowy duet z Álvaro Solerem i piosenka “Libre”, która przypieczętowała jej status jednej z największych popowych gwiazd tamtych lat.
Po ogromnym sukcesie zapadła cisza. Przez długi czas próżno było szukać Moniki Lewczuk w radiu, telewizji czy na branżowych imprezach. Jak sama przyznaje, jej zniknięcie nie było jednowymiarowe.
Artystka nagrała drugą płytę, częściowo po polsku, częściowo po angielsku, jednak album nigdy nie ujrzał światła dziennego. Zmiany w otoczeniu zawodowym, przesunięcia planów i nowe zainteresowania sprawiły, że jej kariera potoczyła się innym torem. Muzyka nie zniknęła całkowicie, ale przestała być na pierwszym planie.
Gdy Lewczuk pojawiła się ostatnio w “Pytanie na śniadanie”, widzowie przecierali oczy ze zdumienia. Z dawnej, nieco dziewczęcej brunetki nie zostało wiele – dziś to pewna siebie blondynka, świadomie budująca swój wizerunek.
Na Instagramie obserwuje ją około 120 tysięcy osób. Artystka z powodzeniem odnalazła się w świecie beauty i mody, prowadząc lifestyle’owy profil i współpracując z markami. Co ważne, jak sama podkreśla, była to droga naturalna, a nie ucieczka od muzyki.
Trend #2016challenge wywołał falę nostalgii, również u samej Lewczuk. Jednak w rozmowie z prowadzącymi jasno zaznaczyła, że choć sukcesy sprzed dekady były spełnieniem marzeń, dziś patrzy na nie z dystansem.
Nie ukrywa, że chętnie znów wydawałaby piosenki numer jeden, ale niekoniecznie chciałaby wracać do tamtego etapu życia. Dojrzałość, spokój i świadomość własnych potrzeb sprawiają, że obecny moment jest dla niej wyjątkowo komfortowy.
Najważniejsze wybrzmiało jednak na końcu. Monika Lewczuk przyznała, że intensywnie pracuje nad nowymi projektami i… muzyka znów staje się priorytetem. Nie zdradza szczegółów, ale mówi wprost o potrzebie powrotu do śpiewania, nie z sentymentu, a z wewnętrznego impulsu.
Dodatkowym sygnałem był jej występ na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu sprzed dwóch lat, który wielu fanów odebrało jako pierwszą zapowiedź tego, co dopiero nadejdzie.
Czy nowa płyta ukaże się jeszcze w tym roku? Tego Monika Lewczuk na razie nie potwierdza, ale jedno jest pewne: jej historia w muzyce jeszcze się nie skończyła.