Isabel i Kazimierz Marcinkiewiczowie – oto historia romansu
Było burzliwie i medialnie. Co dziś zostało z tego związku?
Zaczęło się niezwykle, wręcz filmowo. On zostawił dla niej rodzinę, ona młoda i przebojowa, młodsza od niego o 22 lata. Była sesja zdjęciowa i opowieści o namiętności.
Początki były jak widać upojne.
– Chemia była tak olbrzymia, że bywały dni, kiedy nie wychodziliśmy z sypialni. Szczególnie zapamiętam nasz długi lot w samolocie do Japonii…
Dziś schorowana Isabel stawia sprawy jasno.
To były fatalne święta. Boże Narodzenie spędziłam w zasadzie sama. Grudniowy koszmar zaczął się kilka dni przed wypadkiem. Chorowałam, bardzo kiepsko się czułam. Kaza przy mnie nie było. On wyprowadził się ponad pół roku wcześniej. Ale o tej historii opowiem później. Zostałam schorowana sama w czterech ścianach. Umówiłam się z mężem na lunch 19 grudnia. Jadąc na to spotkanie, bardzo źle się poczułam. Chyba straciłam przytomność na drodze. Uderzyłam w barierkę. Obudziłam się w szpitalu, wszystko mnie bolało. Okazało się, że miałam wstrząs mózgu, częściowo uszkodzone kręgi szyjne i lekki paraliż (niedowład) od barku do palców lewej ręki, którą do dziś nie mogę ruszyć. W takiej sytuacji kochający mąż byłby przy swojej żonie dzień i noc. Ale nie Kaz – powiedziała w rozmowie z Super Expressem.
Ten wypadek zmienił wszystko. “Zrozumiałam, dla kogo naprawdę się liczę”, deklaruje Isabel.
Małżeństwo zakończy się rozwodem.
– Skrzywdził kiedyś swoją pierwszą żonę, a teraz drugą. Pewnie będzie to robił nadal – podsumowuje Isabel.