Jego “Tata, a Marcin powiedział” było hitem lat 90. Minęły lata, a Mikołaj Radwan jest nie do poznania
Dla wielu osób dorastających w latach 90. serial „Tata, a Marcin powiedział” pozostaje kultowym symbolem dzieciństwa.
Ta pełna humoru i ciepła produkcja do dziś zajmuje szczególne miejsce w sercach ówczesnych młodych widzów, dla których była ona często pierwszym kontaktem z aktorskim kunsztem Piotra Fronczewskiego.
W postać syna Piotra Fronczewskiego wcielił się kilkuletni wówczas Mikołaj Radwan.
Kiedy w latach 90. serial „Tata, a Marcin powiedział” bił rekordy popularności, cała Polska z zapartym tchem śledziła dialogi rezolutnego syna z ojcem.
W rolę dociekliwego chłopca wcielił się wówczas zaledwie dziewięcioletni Mikołaj Radwan, który błyskawicznie skradł serca widzów.
Jego niezwykła naturalność przed kamerą oraz wrodzony talent sprawiły, że postać ta stała się ikoną ówczesnej telewizji, a młody aktor zyskał status jednej z największych dziecięcych gwiazd tamtej dekady.
Trudno się jednak dziwić tak wielkiemu potencjałowi, skoro Mikołaj przyszedł na świat w rodzinie o niezwykle głębokich tradycjach artystycznych.
Urodzony 10 listopada 1984 roku w Warszawie, od samego początku był otoczony magią sceny. Jego korzenie sięgają samych fundamentów polskiego teatru – był bowiem prawnukiem legendarnego Stefana Jaracza, wybitnego aktora oraz założyciela i dyrektora prestiżowego Teatru Ateneum.
Dziedzictwo Jaraczów nie kończyło się jednak na pradziadku, gdyż talent aktorski płynął w żyłach niemal wszystkich przodków Mikołaja.
Na deskach teatrów z sukcesami występowała zarówno jego prababcia, Jadwiga Daniłowicz-Jaraczowa, jak i babka, Anna Jaraczówna.
Bezpośredni kontakt z zawodowym światem teatru Mikołaj zawdzięczał również swojej mamie, która pracowała jako suflerka w warszawskim Teatrze Powszechnym.
Dzięki jej profesji chłopiec mógł od najmłodszych lat przyglądać się kulisom powstawania spektakli, obserwować aktorów w trakcie prób i chłonąć atmosferę, która dla postronnych osób pozostawała niedostępna.
Podczas gdy kariera serialowa Mikołaja Radwana nabierała tempa, aktor pojawiał się również w innych projektach, takich jak film „Komedia małżeńska”. Z biegiem lat jego życiowe priorytety zaczęły jednak ewoluować, oddalając go od świata filmu.
Już w szkole średniej jego serce skradła informatyka i to właśnie w niej upatrywał swojej drogi zawodowej.
Jak sam wspominał, jeszcze jako student podjął pracę przy tworzeniu oprogramowania dla bankowości, choć w głębi duszy to świat gier komputerowych i ich programowanie fascynowały go najbardziej.
W tej chwili robię wszystko, żeby — w jakiejś formie — wrócić do aktorstwa. Nigdy nie powiedziałem mu definitywnego “nie”, ale już dawno temu zrozumiałem, że programowanie to zajęcie bardzo stabilne i dobrze płatne. Do tego sprawia mi wielką radość, no a każdemu życzę zarabiania na tym, co się naprawdę kocha — tłumaczył Radwan w rozmowie z portalem Na Temat w 2020 r.
Mimo że aktorstwo nie stało się jego głównym źródłem utrzymania, Mikołaj Radwan nigdy nie porzucił artystycznego ducha.
Przez lata realizował się jako gitarzysta w kapelach metalowych, a swoją energię pożytkował również w sporcie – trenując rugby w barwach Warsaw Frogs&Co oraz uprawiając kung-fu (z którego zrezygnował dopiero po kontuzji).
Choć na co dzień zajmuje się kodowaniem, sentyment do kamery pozostał. Udowodnił to kilka lat temu wizytą w „Pytaniu na Śniadanie”, gdzie wspólnie z Piotrem Fronczewskim wspominali dawne czasy na planie „Rodziny zastępczej”.