Justyna Steczkowska jakiej nie znacie… Tak przez lata zmieniała się „Dziewczyna Szamana”
Kiedyś grała na ślubach, dziś znowu podbija Eurowizję!
Justyna Steczkowska to dziś bezapelacyjnie jedna z największych gwiazd polskiej sceny. Zaczynała od domowych ćwiczeń z rodzeństwem i rockowych zespołów, dziś po raz drugi walczy o serca Europy.
Zobaczcie, jak z buntowniczej dziewczyny z gitarą przeistoczyła się w królową sceny!
Justyna Steczkowska urodziła się w Rzeszowie jako czwarte z dziewięciorga dzieci. Ojciec – dyrygent – miał wobec niej jasny plan: muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka. –
„Moje dzieciństwo było przesiąknięte muzyką. Czasem to było trudne” – wspominała.
Zamiast zabaw na dworze, były tercety, kwartety i kwintety w dużym pokoju. Dziś docenia tamtą dyscyplinę, choć wtedy patrzyła tęsknie przez okno.
Ojciec nazywał ją „perełką”, ale podobne słowa padły też z ust samej Ireny Santor. To ona – po występie Steczkowskiej w Opolu – dostrzegła w niej wyjątkowy talent. Justyna miała wtedy 22 lata i już za sobą pierwsze sukcesy w „Szansie na sukces”. Jej „Boskie Buenos” z repertuaru Maanamu dało jej przepustkę do wielkiej kariery.
Młoda Justyna zaczynała nie od wielkich scen, ale od śpiewania w klubach i na weselach. Dorabiała jak mogła – i choć otaczały ją używki, potrafiła trzymać się z daleka. – „Nigdy mnie nie ciągnęło do narkotyków. Widziałam, ile zła wyrządzają” – mówiła po latach. To właśnie wtedy kształtował się jej charakter: niezależny, mocny, bezkompromisowy.
W 1995 roku Steczkowska reprezentowała Polskę na Eurowizji w Dublinie z utworem „Sama”. Zajęła 18. miejsce, ale zwróciła na siebie uwagę całej Polski. Jeszcze w tym samym roku wydała debiutancki album „Dziewczyna Szamana”, który okazał się hitem. Współpraca z Grzegorzem Ciechowskim zaowocowała sukcesem artystycznym i komercyjnym. Kolejne płyty tylko potwierdzały jej pozycję.
Choć kojarzona głównie z muzyką, Steczkowska nie bała się też aktorstwa. Wystąpiła w „Billboardzie”, filmie „Na koniec świata”, a nawet w serialu „Niania”. W międzyczasie pisała muzykę do filmów i pojawiała się na teatralnych scenach. A wszystko to – jak na Justynę przystało – z pełnym profesjonalizmem i artystycznym wyczuciem.
W programie „The Voice of Poland” widzowie pokochali jej perfekcjonizm i serdeczność. Była wymagająca, ale nigdy nie gubiła empatii. Zyskała pseudonim „pani profesor”, a jej podopieczni chwalili merytoryczne podejście i zaangażowanie. Nie była tylko jurorką – była mentorką.
Dziś Justyna znów jest na ustach wszystkich. Jej powrót na Eurowizję z utworem „Gaja” to hołd dla natury i kobiecej siły. Steczkowska łączy w nim symbole żywiołów i ezoteryczne inspiracje. Dopracowany do perfekcji występ, może dać Polsce najwyższe miejsce od lat.
Prywatnie od ponad 20 lat związana jest z Maciejem Myszkowskim. Wychowują razem trójkę dzieci: Leona, Stanisława i Helenę. – „Każdy związek to wyzwanie, ale dopóki jest miłość i chemia, wszystko da się naprawić” – mówiła w jednym z wywiadów. Steczkowska pokazuje, że można łączyć życie rodzinne z karierą na pełnych obrotach.
Justyna Steczkowska nie tylko zmieniła się z dziewczyny z Opola w prawdziwą diwę. Ona stworzyła zupełnie nowy wzorzec kobiety-artystki: odważnej, pracowitej i wciąż idącej pod prąd.
Szkoda, że nie dano tu żadnego zdjęcia z TzG 6, jeszcze w TVN, w którym Justyna tańczyła i zajęła 2. miejsce. Do tej pory uważam, że powinni wtedy ze Stefano wygrać. Fajnie widzieć ich teraz znowu razem w jury TTBZ. Justyna bardzo dobrze wypadła na Eurowizji i przykro, że nie została odpowiednio doceniona. Za to miło było widzieć jak wspierał ją i był dumny z niej i osobiście i w mediach społecznościowych właśnie Stefano Terrazzino. P.S. Co do jurorów TTBZ to super, że do serialu “Przyjaciółki” powróciła postać Sławka grana przez byłego jurora TTBZ Kacpra Kuszewskiego.