Małgorzata Braunek była u szczytu sławy, kiedy UCIEKŁA do Azji. Potem zmarła na raka
Poznaj niezwykłą historię Małgorzaty Braunek. Dlaczego zniknęła u szczytu popularności?
Małgorzata Braunek to jedna z popularniejszych aktorek w Polsce lat 70.
Jej delikatna uroda, charyzma oraz talent aktorski sprawiły, że szybko zdobyła serca widzów i reżyserów. Jednak ku zaskoczeniu wielu, w momencie, gdy jej kariera była u szczytu, zdecydowała się odejść z branży filmowej. Dlaczego podjęła taką decyzję?
Braunek zasłynęła rolami w takich filmach jak “Polowanie na muchy” (1969) w reżyserii Andrzeja Wajdy oraz “Potop” (1974), gdzie wcieliła się w postać Oleńki Billewiczównej.
“Małgorzata Braunek proponowała typ aktorstwa, który w tamtych czasach nie był oczywisty. To było aktorstwo nowoczesne, przez co nierozumiane przez część widzów, a więc też budzące kontrowersje. Rola Braunek w “Polowaniu na muchy” była bardzo wyrazista i szokująca. Film wywołał dyskusję o emancypacji i niezależności kobiet” – powiedziała Joanna Podsadecka, autorka książki “Braunek. Biografia”.
Jej subtelna uroda i naturalny styl gry sprawiały, że reżyserzy chętnie powierzali jej główne role. Została ikoną swojego pokolenia, ale mimo ogromnego sukcesu, postanowiła wycofać się z aktorstwa.
Głównym powodem jej zniknięcia była duchowa przemiana.
Braunek zainteresowała się filozofią Wschodu, w szczególności buddyzmem zen. Pragnienie samopoznania i duchowego rozwoju skłoniło ją do podjęcia decyzji o odejściu z zawodu.
“W pewnym momencie mojego życia poczułam się totalnie zdesperowana, jakbym stanęła pod ścianą. Pomyślałam wówczas, że nie ma dla mnie innego rozwiązania niż jakaś radykalna zmiana, taka o 180 stopni. Zrozumiałam, że stuprocentowa identyfikacja z zawodem zaczyna mieć na mnie zły wpływ. W przerwach między kolejnymi rolami czułam w sobie beznadziejną pustkę” – tłumaczyła Braunek w rozmowie z dla miesięcznika Trendy.
Za wielką przemianą w głąb duszy i podróży po Azji stał jej mąż Andrzej Krajewski. To dla niego rzuciła aktorstwo, międzynarodową karierę na rzecz miłości.
“Chciałam jak najszybciej wyzwolić się z tego życia, uciec z Andrzejem na koniec świata, po prostu zniknąć” – mówiła w jednym ze swych ostatnich wywiadów.
Warto wspomnieć, że wcześniej aktorka była związana z Andrzejem Żuławskim, z którym doczekała się syna Xawerego.
Para doczekała się dziecka dopiero po 12 latach związki. Urodziła im się córka Orina Krajewska, dziś równie znana aktorka.
Przez pół roku nie wiedzieli, jakie imię wybrać dla córki, więc po prostu mówili do niej “dziewczynka”. Ostatecznie padło na Orina – po hebrajsku Oświecona Miłość.
Po długiej przerwie Braunek zdecydowała się na powrót do aktorstwa, ale już na własnych zasadach.
Wystąpiła w serialu “Dom nad rozlewiskiem” (2009), który cieszył się dużą popularnością.
Niestety, w 2014 roku aktorka zmarła po ciężkiej chorobie raka jajnika. Miała 67 lat.
To właśnie Andrzej Krajewski był pierwszą osobą, której powiedziała o swojej chorobie. To on czuwał nad nią do ostatnich chwil.
Natomiast jej córka Orina mówiła głośno, że jest rozczarowana polskimi szpitalami:
„Po pierwszej chemii zostaliśmy oddelegowani do domu w zasadzie bez żadnej informacji. Mama usłyszała: „Do zobaczenia za trzy tygodnie, kuruj się teraz”. I tyle. Pacjent powinien wiedzieć jak najwięcej o konsekwencjach chemii. Chemia jest trucizną. Uderza nie tylko w raka, ale też w cały organizm” – mówiła w “Wysokich Obcasach”.
Wspomagali się medycyną alternatywną, która usuwała skutki uboczne chemioterapii. Potem rodzina zdecydowała zabrać Braunek do kliniki w Niemczech:
„W Polsce skończyły się możliwości. Sprawdzaliśmy kliniki w Chinach, rodzice byli w kontakcie z prof. Szpakiem z RPA. Myśleli też o klinice ajurwedy, żeby ktoś zupełnie inaczej spojrzał na chory organizm. Ostatecznie wybraliśmy Niemcy. Klinika prof. Herzoga była najbliżej, mama nie miała już siły na długą podróż i wyczerpujący transport. Kiedy zdecydowaliśmy się, że wyjedziemy do Niemiec, ogłosiliśmy zbiórkę. Ale choroba zaczęła galopować. Dziesięć dni później mama była już w bardzo złym stanie. Trzy miesiące przed śmiercią mama dostała chemię, która była nietrafiona – to też się, niestety, zdarza. Nie trafiła w nowotwór, osłabiła organizm. Półtora miesiąca później był już taki nawrót, którego nikt nie mógł przewidzieć. Dokończyliśmy leczenie konwencjonalne, nic więcej w Polsce nie dało się zrobić. Tutaj pozostała nam tylko opieka paliatywna”.