Ridge spadł z helikoptera i przeżył, Brooke zaliczyła całą rodzinę Forresterów… Największe absurdy „Mody na sukces”
Serial dostarczył nam wątków, które nawet jak na standardy telenowel są totalnym odlotem!
„Moda na sukces” to nie tylko najdłużej emitowana telenowela, ale też prawdziwa fabularna kopalnia absurdów. Tutaj śmierć nie jest ostateczna, a miłość nie zna granic… zwłaszcza granic rodzinnych. Ktoś wpadł do pieca hutniczego i wyszedł bez szwanku? Jasne! Ktoś inny umarł, ale jednak nie? Standard! A jeśli myśleliście, że dziedziczenie po byłym teściu jest dziwne, to co powiecie na romans z zięciem? Dziś przypominamy Wam najbardziej szalone wątki „Mody na sukces”, które sprawiają, że nawet fani telenowel łapią się za głowę.
Taylor Hayes to żywy (a raczej martwy i znowu żywy) dowód na to, że w “Modzie na sukces” pogrzeb nie jest końcem, a jedynie krótką przerwą w scenariuszu.
Straciła życie w katastrofie lotniczej, ale cudownie została odnaleziona w Maroku. Potem wróciła zza grobu po postrzale, a w przerwie od umierania zdążyła jeszcze urodzić Ridge’owi bliźniaki. Brakuje tylko, żeby okazało się, że to ona jest biologiczną matką Brooke… ale spokojnie, może twórcy już na tym pracują!
„Moda na sukces” ma już 36 lat! Jak się zmienili bohaterowie kultowego serialu?
Ridge Forrester musiał mieć w kontrakcie klauzulę “niewrażliwości na śmierć”. Wpadł do rozgrzanego pieca, ale nic mu się nie stało. Następnie wypadł z helikoptera prosto do oceanu i… oczywiście przeżył! Dla niego fizyka nie istnieje, a scenarzyści są ewidentnie na jakichś mocnych suplementach.
Brooke to absolutna rekordzistka w kategorii “najwięcej romansów z jedną rodziną”. Była żoną ojca (Erica), braci (Ridge’a i Thorne’a), a nawet zdradziła własną córkę z jej mężem. Tak, dobrze czytacie – spała z ojcem, braćmi i zięciem. Gdyby istniała telenowelowa olimpiada, Brooke zgarnęłaby złoto w kategorii “rozwody na czas”.
Sheila Carter to prawdziwa złoczyńczyni oper mydlanych. Strzelała do ludzi, truła ich, porywała dzieci, a mimo to zawsze jakimś cudem wychodziła na wolność. Scenarzyści “Mody na sukces” chyba zapomnieli, że więzienie istnieje, bo Sheila wracała na ekran szybciej niż moda na dzwony.
Macy najpierw umarła w wybuchu samochodu, ale jakimś cudem przeżyła. Potem jednak – w zgodzie z absurdami serialu – zginęła od spadającego żyrandola. Tak, wielkiego, glamour żyrandola. Może i miała dziewczyna niefart, ale przynajmniej dostała wyjątkowo spektakularne pożegnanie.
W świecie “Mody na sukces” dzieci przechodzą przez jakiś magiczny portal. Jednego dnia są niemowlakami, a tydzień później mają 20 lat i zaczynają własne romanse (oczywiście z byłymi partnerami swoich rodziców). Natomiast ich rodzice nie wykazywali oznak starzenia. Przykładem jest postać Hope Logan, która z małego dziecka w krótkim czasie stała się dorosłą kobietą, gotową na własne miłosne perypetie.
W jednym z najbardziej zaskakujących wątków, Taylor Hayes została zapłodniona in vitro, jednak z powodu błędu medycznego, użyto komórki jajowej Brooke Logan. W efekcie Taylor urodziła dziecko swojej największej rywalki, co doprowadziło do licznych konfliktów i komplikacji rodzinnych. I jak tu się nie śmiać z fabularnych pomysłów scenarzystów?
“Moda na sukces” z pewnością zasługuje na miano serialu pełnego nieprzewidywalnych i często absurdalnych zwrotów akcji, które mimo wszystko przyciągały przed ekrany miliony widzów na całym świecie.
,,Moda na sukces” przebiła wszystko, co znamy z klasycznych telenowel. Tutaj śmierć to nie wyrok, romans to sprawa rodzinna, a logika fabularna poszła na bardzo długi urlop. Ale może to właśnie dlatego serial przyciągał miliony widzów przez dekady? Bo w końcu, kto nie lubi obejrzeć czasem czegoś tak absurdalnego, że aż genialnego?