Robert De Niro zawitał do Polski. Mieszkańcy Krakowa wściekli na aktora
Co poszło nie tak? Gwiazdor Hollywood wywołał niezłą aferę.
W sobotę, 8 listopada Robert De Niro wraz ze współzałożycielami marki Nobu Hotels, Nobu Matsuhisą i Meirem Teperem pojawił się w Warszawie, by uczcić pięciolecie hotelu Nobu. Następnego dnia aktor odwiedził Kraków, gdzie spotkał się z wiceprezydentem miasta Stanisławem Mazurem i obejrzał teren przyszłego hotelu Nobu przy krakowskich Błoniach.
Nowy obiekt, który powstanie w budynku dawnego Miastoprojekt, będzie drugim hotelem Nobu w Polsce i pierwszym w Europie Środkowo-Wschodniej łączącym funkcję hotelową z prywatnymi rezydencjami.
Wizytę Roberta De Niro w Krakowie przyćmiła burza wokół inwestycji, z którą aktor jest pośrednio związany. Chodzi o budowę nowego hotelu Nobu przy ulicy Kraszewskiego, tuż obok krakowskich Błoń i stadionu Cracovii.
Nowy budynek, wysoki na 16 metrów ma być symbolem luksusu i prestiżu, a w nim znajdą się w nim apartamenty, restauracja Nobu znana z Tokio czy Nowego Jorku oraz nowoczesne sale konferencyjne. Jednak dla mieszkańców okolicznych kamienic inwestycja stała się źródłem frustracji i protestów.
Od miesięcy w Krakowie trwają gorące dyskusje dotyczące przebudowy ulicy Kraszewskiego. Najnowszy pomysł inwestora zakłada likwidację kilkudziesięciu miejsc parkingowych oraz zamianę części ulicy w zielony deptak.
Choć władze miasta i inwestor przekonują, że projekt „odbetonuje” przestrzeń i uczyni ją bardziej przyjazną dla pieszych to mieszkańcy nie kryją oburzenia.
Zabiorą państwo mieszkańcom kilkadziesiąt miejsc parkingowych i sprowadzą cały ruch pod nasze okna? To jedno z najbardziej zielonych miejsc w Krakowie! – cytuje jedną z mieszkanek „Gazeta Krakowska”.
Mieszkańcy podkreślają, że pod budowę hotelu wycięto już 27 drzew, a kolejne zaczynają usychać, ponieważ ciężki sprzęt uszkodził ich korzenie. Według protestujących, inwestycja nie tylko zniszczy naturalne otoczenie, ale też utrudni życie kierowcom i mieszkańcom.
Pod petycją przeciwko inwestycji podpisało się już ponad 600 osób, a emocje wśród lokalnej społeczności nie słabną.