Robert Gawliński z rodziną w “Halo tu Polsat”. Synowie to jego kopie
Gawliński od zawsze wyróżniał się nie tylko charakterystyczną, lekko zachrypniętą barwą głosu i niepodrabialną frazą, ale także talentem kompozytorskim, który pozwalał mu płynnie przechodzić od drapieżnych, gitarowych riffów do subtelnych, melancholijnych ballad pełnych metafizycznych odniesień i osobistych wyznań.
W sylwestrową noc 1982 roku Robert Gawliński powołał do życia zespół Madame, z którym wkrótce potem zaprezentował się na festiwalu w Jarocinie. W gronie oddanych sympatyków formacji znalazła się również 17-letnia Monika, uczennica drugiej klasy liceum.
Oblałam fizykę na egzaminie komisyjnym. Rodzice za karę nie puścili mnie na festiwal do Jarocina. Słuchałam relacji w radiowej Trójce i nagle zabrzmiał głos, który totalnie mnie zaczarował, i muzyka, jakiej nigdy w Polsce nie było. Słuchałam tego numeru, nie wiedziałam, kto go śpiewa (…). Pod koniec wakacji koleżanka wyciągnęła mnie na koncert w Parku. Minęłam w drzwiach faceta i tak zaiskrzyło, że zrobiło mi się słabo. A potem ten sam facet stanął na scenie i zaśpiewał piosenkę, którą znałam z radia. Musiałam go poznać – wspominała Monika Gawlińska w książce “Dzisiaj rozmawiamy o Pani”.
Choć sakramentalne „tak” wypowiedzieli w 1987 roku, dokładnie trzy lata po tym, jak się poznali, ich wspólna droga niemal została przerwana tuż przed ołtarzem. Zaledwie siedem dni przed planowaną uroczystością artysta usłyszał druzgocącą diagnozę – guz mózgu. Mimo cienia choroby i nadchodzącej walki o życie, Gawliński nie pozwolił, by dramat pokrzyżował ich plany, i zdecydował się nie odwoływać ślubu.
Po ślubie zrobiliśmy kilkutygodniową balangę. Nie wiedziałem, czy przeżyję operację, postanowiłem się przynajmniej bawić – mówił w jednym z wywiadów Robert Gawliński.