ZAGRANICZNI krytycy i internauci BEZLITOŚNIE RECENZUJĄ “365 dni: Ten dzień”
"Trudno powiedzieć, czy ten film jest gorszy podczas scen seksu, czy poza nimi."
Film “365 dni: Ten dzień” jest już dostępny na platformie Netflixa. Choć niewątpliwie są osoby, które czekały na kontynuację erotycznych przygód Laury i Massimo, większość internautów i krytyków zgodnie i bezlitośnie recenzuje film, nie pozostawiając na nim suchej nitki. Również zagraniczne media krytycznie rozpisują się o nowym “dziecku” Blanki Lipińskiej. Oto co napisali!
“Prawie dwugodzinny obraz nie tylko napiera na granice dobrego smaku w branży rozrywkowej, on przejeżdża po nich buldożerem, w efekcie serwując widzom produkt jeszcze bardziej problematyczny od poprzedniego, równie śmieszny, co nudny. (…) Nigdy wcześniej zbiorowisko miałkich piosenek nie robiło tak wiele, aby popchnąć fabułę (?) do przodu. (…) Massimo i Laura dalej uprawiają seks w sterylnych warunkach. Przez pierwsze 18 minut filmu puszczane jest aż pięć piosenek, które pełnią rolę substytutu dialogów czy prawdziwej filmowej akcji.”
“Nie pokazali nawet milimetra męskiego członka. (…) Odnoszę wrażenie, że zamiarem twórców było wydać na świat beznadziejny film. Montaż jest przeokropny, sceny seksu niezdarne, przyprawiające o dreszcze “kreacje aktorskie” i jeszcze do tego te potworne piosenki. (…) NIE OGLĄDAJCIE TEGO. Trudno powiedzieć, czy ten film jest gorszy podczas scen seksu, czy poza nimi.”
“Sequel przeboju Netflixa “365 dni” (2020) to klasyczny przykład tego, dlaczego dobre rajstopy i żałosny seks nie mogą ukryć skandalicznie mdłego aktorstwa. Aha, i, jeśli jeszcze nie wspomnieliśmy, scenariusz jest tak zły, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle przeszedł jakieś edycje po wyprodukowaniu pierwszego szkicu. (…) Dla ciekawskiego nastolatka jest to po prostu raj. Dla dorosłych z zamiłowaniem do praktyczności ten film jest zwykłym materiałem zamrażającym mózg.”
“Kontynuacja erotycznego thrillera z 2020 roku, mająca wypełnić lukę po “50 twarzach Greya” w twoim życiu. Tytuł jest naprawdę trafiony, biorąc pod uwagę, że sequel zdaje się ciągnąć w nieskończoność przez 365 dni. Wieczność trwa dokopanie się do fabuły, no chyba, że wliczamy do niej dwójkę osób uprawiajacych głośny seks i denerwującą muzykę, która gra przez pierwsze 25 minut filmu. (…) W rezultacie zostajemy z tym zniekształconym, pomieszanym bałaganem, który wydaje się parodią zarówno telenoweli jak i thrillera erotycznego.”
“Poziom scenariusza można by łaskawie określić jako koszmarny. Cała obsada została dobrana pod kątem tego, jak dobrze wygląda, symulując orgazm. I faktycznie, wyglądają całkiem ładnie. Poza tym jednak nie ma tu nic. Jeśli usuniesz wszystkie montaże – to nie tylko seks, ale także zakupy, posiłki i jazda ładnymi samochodami bardzo szybko malowniczymi górskimi drogami – w najlepszym razie jest tu około 15 minut fabuły.”
LOL. Tak więc w tak nieoczekiwanym zwrocie akcji druga część adaptacji trylogii “365 dni” spadła dziś na Netflix i jest totalnym gniotem. (…) Laura nawet odnosi się do swojego niegdysiejszego porwania jako ‘chorego’, zaznaczając przy tym swoją siłę w sposób tak skąpy jak jej bielizna. (…) Sceny seksu są zróżnicowane, przynajmniej pod względem lokalizacji.
“365 dni: Ten dzień często opada w ospałą mgłę kręcących się, zwolnionych montaży, które tak naprawdę nie rozróżniają ujęć seksu, zakupów, supersamochodów i krzepiących rodzinnych obiadów. Bogate porno jest tak samo wyraźne jak porno-porno. W ciągu ostatnich pół godziny nie ma zbyt wiele seksu, ponieważ fabuła, taka jaka jest, zabiera się do pracy i ustanawia zakończenie, które nieunikniony trzeci film prawdopodobnie zignoruje.”
“Ta nijako napalona kontynuacja na próżno próbuje zdystansować się od obrzydliwych fundamentów swojego poprzednika, i chociaż ta subtelenowela jest wystarczająco oburzająca, by być perwersyjnie zabawna, to pod każdym względem jest tak naprawdę okropna.”