Jacek Rozenek zbagatelizował objawy udaru. Te dwie rzeczy były ostrzeżeniem
Wydawało mu się, że wszystko jest w porządku. Był w dobrej formie, aktywny, wysportowany. Nic nie wskazywało na to, że za chwilę jego życie zmieni się całkowicie. Dziś Jacek Rozenek otwarcie mówi o błędzie, który mógł kosztować go życie i o sygnałach, których nie powinien był ignorować.
Aktywny tryb życia
Jacek Rozenek przez lata budował swoją pozycję jako aktor, lektor i osobowość medialna. Widzowie znają go przede wszystkim z seriali takich jak „Klan” czy „Barwy szczęścia”, ale jego głos można było usłyszeć również w wielu produkcjach dubbingowych.
Poza działalnością artystyczną angażował się w projekty związane z rozwojem osobistym, coachingiem oraz animacją kultury. Był osobą aktywną, zaangażowaną i dbającą o formę fizyczną. Regularnie trenował, ćwiczył crossfit i prowadził zdrowy tryb życia. Z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. I właśnie to, jak sam przyznaje, uśpiło jego czujność.
Dwa sygnały, które zlekceważył
Do udaru doszło w maju 2019 roku, ale jego organizm wcześniej wysyłał sygnały ostrzegawcze. Problem w tym, że nie zostały potraktowane poważnie. Jacek Rozenek podkreśla, że nie był to nagły, zupełnie niespodziewany atak.
Tak, choć w moim przypadku udar nie pojawił się jak grom z jasnego nieba, mimo to zignorowałem pewne sygnały.
Wśród objawów, które powinny go zaniepokoić, wymienił dwa bardzo konkretne:
Miałem dwa przedudarowe symptomy: zniekształconą mowę oraz zaburzenia świadomości.
To nie były subtelne sygnały, które łatwo przeoczyć. A jednak, zbagatelizował je, tłumacząc sobie, że skoro jest w dobrej formie, to nic poważnego nie może się dziać.
„Jaki stres? Nie kupowałem tego”
Po udarze lekarze próbowali znaleźć jego przyczynę. Jednym z możliwych czynników miał być stres, który często wskazuje się jako jeden z elementów ryzyka. Jednak długo nie był w stanie tego zaakceptować.
Jest pan aktorem, ciężko pracuje, na pewno jest pan narażony na duży stres.
Jego reakcja była jednoznaczna:
Nie wierzyłem w to, co słyszę. Jaki stres? Nie kupowałem tego, bo praca nie była dla mnie stresem, ale przyjemnością.
Po trafieniu do szpitala okazało się, że sytuacja jest jeszcze poważniejsza, niż można było przypuszczać. Jacek Rozenek przeszedł nie jeden, a dwa udary: niedokrwienny i krwotoczny. To wyjątkowo niebezpieczna kombinacja.
W ten sposób dowiaduję się, że miałem udar. A właściwie – dwa.
Jak opisał w swojej książce:
Niedokrwienny, bo coś zatkało moją tętnicę. A potem krwotoczny, gdy skrzep puścił i nastąpiło gwałtowne uderzenie krwi…
Długa rehabilitacja i ogromne koszty
Po wyjściu ze szpitala rozpoczęła się długa i wyczerpująca rehabilitacja. Aktor musiał nauczyć się funkcjonować od nowa. Problemy z mową, koordynacją, codziennymi czynnościami, to wszystko wymagało pracy i czasu.
Dziś mogę powiedzieć, że ostatnie cztery lata były latami wyciętymi z życiorysu.
Rehabilitacja była nie tylko trudna fizycznie i psychicznie, ale też bardzo kosztowna.
Rehabilitacja kosztowała mnie milion złotych. Musiałem się pozbyć wszystkiego, co miało jakąś materialną wartość.





