Marcelina Zawadzka uciekła do Polski z Dubaju. Za granicą zostali jej bliscy
Marcelina Zawadzka, która przez kilka miesięcy mieszkała w Dubaju z narzeczonym Maxem Gloecknerem i 1,5-rocznym synkiem Leonidasem zdecydowała się na powrót do Polski. Celebrytka podzieliła się z obserwatorami na Instagramie szczegółami tej decyzji i przyznała, że opuszczenie kraju wiązało się z wieloma emocjami. Wspomniała o trudach podróży, a także o swoich obawach związanych z sytuacją geopolityczną na Bliskim Wschodzie.
Decyzja o powrocie do Polski
Marcelina Zawadzka, która z Maxem Gloecknerem i ich synem Leonidasem mieszkała w Dubaju przez kilka miesięcy, jednak dość niedawno podjęła decyzję o powrocie do Polski. Choć początkowo była podekscytowana nowym życiem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, to sytuacja geopolityczna, a także rosnące zagrożenie atakami zmusiły ją do zmiany planów.
Kiedy wojna w Jemenie nasiliła się, a ryzyko ataków stało się coraz większe zaczęliśmy zastanawiać się, czy nie wrócić – powiedziała Marcelina.
Mimo że ich życie w Dubaju układało się pomyślnie, a mąż Marceliny Zawadzkiej, Max Gloeckner, ma tam brata, który od dłuższego czasu mieszka w tym kraju z rodziną, bliscy nie zdecydowali się na przeprowadzkę do Polski. Jak zaznaczyła Zawadzka, choć zaproponowali im wspólny powrót, ostatecznie postanowili zostać zagranicą.
Proponowaliśmy, by przyjechali z nami do Polski, ale nie chcieli/nie mogli. Mają dom, pracę, żyją tam od lat. W tej chwili to dla nich niemożliwe. Takie życie to duża inwestycja, którą łatwo porzucić – zdradziła modelka.
Trudności podczas podróży
Marcelina opisała również na swoim Instagramie, jak niełatwa była sama podróż powrotna do Polski. Jak wyznała, jej syn Leonidas, który na co dzień jest grzeczny, tym razem dał jej się we znaki na lotnisku. Chłopiec nie potrafił usiedzieć w miejscu i postanowił rozrabiać.
Mały dał mi tak popalić na lotnisku… Zaczął zrzucać rzeczy z półek, a ja biegałam za nim. To była dla mnie ogromna zmiana i szok. On po prostu nie chciał się słuchać, nie mogłam go opanować – przyznała.
Takie zachowanie synka było dla Marceliny Zawadzkiej czymś nowym, co sprawiło, że cała podróż była dla niej dodatkowym stresem. Mimo to, podkreśliła, że była to tylko chwilowa sytuacja i że musiała znaleźć sposób, aby poradzić sobie z emocjami.
Co więcej, influencerka pomimo trudności związanych z przeprowadzką i zmianą życia nie ukrywała swoich obaw, zwłaszcza przed lotem powrotnym do Polski. To była dla niej nie tylko fizyczna podróż, ale także podróż pełna emocji i przemyśleń. Uczucie lęku towarzyszyło jej na każdym etapie, ale moment, w którym znalazła się w powietrzu stał się dla niej punktem przełomowym.
Miałam pietra. Ale widok z samolotu był niesamowity. Wznosiliśmy się bardzo szybko, a potem samolot zaczął kołować nad Dubajem, i wtedy… wstrzymałam oddech – wyznała Marcelina Zawadzka na swoim Instagramie.
To doświadczenie, mimo początkowego lęku pozwoliło jej na chwilę refleksji nad tym, co się dzieje w jej życiu, a także nad tym, co oznacza opuszczenie tego regionu.
Kiedy w końcu opuściliśmy tamten region, poczułam ogromną ulgę – dodała.
Ryzyko w regionie Bliskiego Wschodu






Jakaż Ona ” biedna” to Jej jojczenie jest żałosne. Podobnie zresztą jak innych pseudo celebrytów.