Mistrz olimpijski rozpłakał się na antenie

wladyslaw-kozakiewicz-R1 wladyslaw-kozakiewicz-R1

Władysław Kozakiewicz, mistrz olimpijski w skoku o tyczce z 1980 roku oraz autor sławnego gestu Kozakiewicza promuje ostatnio autobiografię zatytułowaną Nie mówcie mi jak mam żyć.

Wybitny sportowiec-buntownik opowiadał o swojej książce w audycji radia Tok FM. W rozmowie pojawiła się również kwestia poruszanego w biografii trudnego dzieciństwa lekkoatlety. Jego ojciec był znęcającym się nad rodziną sadystą. Kiedy bił dzieci, lała się krew. A bił je często i z byle powodu.

Kiedy Kozakiewicz opowiadał jak jego siostra miała zostać ukarana za to, że nie upilnowała go jako małego chłopca, popłynęły łzy.

– Uciekła do lasu, a ojciec gonił ją ze sztachetą, bo karę musiała dostać. Dostała lanie i ze strachu przez trzy dni nie wracała do domu – mówił ze ściśniętym gardłem Kozakiewicz.

W pewnym momencie głos odmówił posłuszeństwa.

Prowadzący audycję redaktor sportowy, Przemysław Iwańczyk zaniemówił również. Przez chwilę na antenie zapanowała cisza.

60-letni mężczyzna, mistrz olimpijski, rekordzista świata, 10-krotny mistrz Polski, wracając myślami do dzieciństwa, płakał na antenie.

Jego ojciec nie żyje od wielu lat. Grób znajduje się w Gdyni. Sportowiec nigdy nie odwiedził mogiły.

Mistrz olimpijski rozpłakał się na antenie

Mistrz olimpijski rozpłakał się na antenie

 
36 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

i dobrze ze nie odwiedza grobu tego sadysty, szkoda czlowieka niestety takich jest mnostwo ofiar swoich ”rodzicow” ktorzy nigdy nimi nie powinni byc

Jak można uderzyć swoje dziecko? Mam wielkie szczęście że mam rodziców którzy nigdy mnie nie uderzyli.

tez nas rodzice karali laniem (mnie i brata)-ale to bylo w wiekszosci zasluzone. ja nie bede bic dzieci. ja bede z nimi rozmawiac. bo dla mnie powiedziec: strasznie sie na tobie zawiodlam, jest duzo gorsze od stu klapsow :-)niestety dzieci jeszcze nie mam.

w takich chwilach dziekuje Bogu,ze nigdy zadne z rodzicow mnie nie uderzylo…. dlatego tez mi nigdy nie przyszlo do glowy uderzyc mojego syna…

nigdy mnie rodzice nie uderzyli- nie dlatego, że zasady, ale moja mama miała z nami kontakt wspaniały i taki wpływ, że słuchałyśmy- jako dzieci- rodziców i bardzo szanowaliśmy i szanujemy. CHCIAŁABYM być w przyszłosci taką matką, jaką dla mnie była moja mama i mieć kontakt z moimi dziećmi jaki mam z nią. Moja kochana mamusia :* tęsknię i buziaki porzesyłam!!

Bardzo mu wspolczuje, znam ten bol.

Niech robaki zżerają sadystę i oby nie zaznał spokoju dopóki nie odpokutuje zła, które wyrządził.

jak byłam dzieckiem tez ojciec mnie lał, teraz nie leje, ale znęca się psychicznie, wyzywa od tępaków i głupich “tak jak matka” czuje sie jak ostatnia bezużyteczna ściera która do nieczego sie nie nadaje… moją matke zniszczyl psychicznie całkowcie, ja staram sie go nie sluchać, ale czasem jest ciężko być twardym.

Współczuję mu 🙁 To wielki człowiek i sportowiec, życzę mu wszystkiego najlepszego

A ten siwy lepek w googlach od afery z panienkami co sie tak szczerzy

gość, 28-10-13, 16:02 napisał(a):Po prostu kiedyś były inne metody wychowawcze.Nawet w szkole nauczyciele bili:linijką po dłoniach, wykręcali uszy…ale w szkołach był porządek. Teraz jest bezstresowe wychowanie a efekty tego widać wszędzie!Niemal w każdym domu kiedyś wisiała tzw. “dyscyplina”.Nie że to popieram, ale takiego chuligaństwai zepsucia jak teraz wówczas nie było!!jesteś idiotą , na pewno nie jesteś normalny/na przez takich ludzi są patologie,samobójstwa wśród nastolatków i następni sadyści , sama przeżyłam piekło w domu i tylko dzięki terapii byłam zdolna do założenia rodziny… pierdolnij sie w łeb

gość, 28-10-13, 10:56 napisał(a):Też mam takiego tatusia. Mało, że sadysta to jeszcze niebywały manipulant. Tak potrafił skołować, że dostawało się wpie*dol a za chwilę ojca na klęczkach przepraszało, że musiał nas ukarać. Po nocach nas benzyną polewał i straszył, że podpali, wyrywał nam całe pęki włosów, bo jak nas bił to łapał za włosy i ciągał po mieszkaniu. Wykręcał nam ręce lub nogi tak, żeby złamać kość. Jak miałam 16 lat to uciekłam z domu i już nie wróciłam. Dzisiaj kończę studia medyczne i z ojcem mam sporadyczny kontakt. On twierdzi, że to jego zasługa, że wyszłam na ludzi…dziewczyno jestes wielka gratuluje ze udal ci sie,i pamietaj rodzic ile daje dziecku tyle dziecko powinno oddac rodzicowi ni mniej ni wiecej tyle samo,a innm zycze by nigdy nie przechodzili obojetnie kola takich rzeczy ,wytykac palcami nogami czym sie da sadystow ojcow ,mezow i innych

gość, 28-10-13, 11:40 napisał(a):Też byłam bita w dzieciństwie: pasem, kapciem, nie było to oczywiście żadne katowanie jak to się nieraz słyszy, ale jednak bolało i trauma została już na całe życie. Teraz mam 30 lat, jestem bardzo nieśmiałą, niepewną siebie osobą, nie radzę sobie w życiu, nie wiem czy to nie wynika z tego, że byłam bita w dzieciństwie. Wkurza mnie to, że teraz dzieci robią co chcą, biją rodziców, plują na nich, wyzywają, a rodzice nie reagują bo przecież dziecko musi być wychowywane bezstresowo i na wszystko mu pozwalają, no może w ostateczności dadzą lekkiego klapsa. Ja byłam bita za jakieś bzdury, rodzice nigdy ze mną nie rozmawiali, że coś zrobiłam nie tak, tylko od razu brali się do bicia. Najśmieszniejsze, że oni teraz tego nie pamiętają, jak gadają z kimś na temat bicia dzieci, to zawsze się zarzekają, że oni NIGDY swoich dzieci nie bili… tylko czemu ja pamiętam co innego? A dla wnuczków są jak do rany przyłóż.sorry, ale trochę się zagotowałam jak to przeczytałam. mam tak samo jak Ty: rodzice bili (nie tylko pasem i kapciem), a teraz nie pamiętają, ale w żadnym wypadku nie będę obwiniać ich o swoje nieudane życie. to kwestia charakteru. moja siostra starsza jęczy tak samo jak Ty, że to być może przez to nic jej w życiu nie wychodzi, bo rodzice to i rodzice tamto… o jejku jejku, no było ciężko, w domu nie było wsparcia, ale teraz jestem dorosła (29 lat) i życie należy do mnie, chwytam je z całych sił i idę na przód, bo szkoda czasu na użalanie się na sobą, szkoda, że ani moja siostra ani Ty tego nie rozumiecie. łatwiej jest obarczyć kogoś winą za swoje niepowodzenia niż zacząć się starać. śmieszy mnie wręcz jak ludzie iszczą, że wszystko to przez rozwód rodziców, bicie, itp. to już było, walczyłam o swoje jak potrafiłam, walczyłam o godność, teraz czas powalczyć o swoje własne szczęście, bo tamtych krzywd nikt nie zrekompensuje

Po prostu kiedyś były inne metody wychowawcze.Nawet w szkole nauczyciele bili:linijką po dłoniach, wykręcali uszy…ale w szkołach był porządek. Teraz jest bezstresowe wychowanie a efekty tego widać wszędzie!Niemal w każdym domu kiedyś wisiała tzw. “dyscyplina”.Nie że to popieram, ale takiego chuligaństwai zepsucia jak teraz wówczas nie było!!

współczuję takim ludziom, nie potrafię sobie tego wyobrazić. u mnie aż takie rzeczy się nie działy. może to dlatego, ze moi rodzice nie mieli kolorowo?dziadek ze strony ojca lubił wypić, a jak pił to i ręce go świerzbiały i wszystko było powodem, nawet za głośne chodzenie czy oddychanie. najczęściej obrywała babcia, choć dzieci też (tato mawia, że ulubionym narzędziem był kabel od żelazka). jak tato urósł i pewnego dnia dziadek znowu chciał się zamachnąć na babcię, tata stanął między nimi i po prostu własną mamę obronił. powiedział, że jeżeli jeszcze raz zobaczy lub się dowie, że podniósł na babcie rękę, to dziadek pożałuje. wtedy trochę się ogarnął, ale miło dalej nie było.u mamy dziadek też pił, ale “sprawiedliwość” wymierzała babcia, dziadek był “za miętki”. zdarzyło się jednak, że raz babci przyłożył po pijaku i to solidnie. widziała to jedna z moich ciotek, więc jak dziadek wytrzeźwiał, to mu piekielną awanturę zrobiła i więcej rękoczynów ze strony dziadka nie było.ja dostałam kilka razy linijką, drewnianą, wielką liniją, ale to było po prośbach i groźbach. kilka razy jako terapia szokowa. kary wymierzała mama.———– dodam jeszcze, że podziwiam siłę takich ludzi, którzy mimo takich ogromnych przeciwności wyszli na prostą i radzą sobie w życiu.

chciałam tylko dodać, że właśnie tacy ludzie jak Kozakiewicz powinni dodawać Ci otuchy i stawać się inspiracją (fajnie też napisałam osoba w komentarzach, że w domu było piekło, a została lekarzem). pamiętaj, że Twój los jest w Twoich rękach i wszystko jest kwestią tego, jak bardzo będziesz pracowała nad swoim charakterem. ja walczyłam o swoje szczęście z całych sił, dziś mam męża (który w domu miał jeszcze gorzej niż ja, katowanie na porządku dziennym), mamy 2 wspaniałych synów i nigdy, ale to nigdy, nie było i nie będzie w naszym domu nawet klapsów. dużo rozmawiamy, bardzo się staramy, żeby nasze dzieci miały bezpieczny dom pełen miłości i zrozumienia. dlatego weź się w garść kobieto, tak źle nie miałaś, przestań szukać winy w innych, bo naprawdę można jak się chce. wiadomo, że widmo złych wspomnień zawsze będzie niestety towarzyszyło, czasem uroni się łzę na wspomnienie dzieciństwa, ale to powinno tylko dodać sił, żeby dalej brnąć do przodu. masz 30 lat, nie mieszkasz już więc z rodzicami, także Twoje życie się dopiero zaczyna, a nie kończy!

gość, 28-10-13, 11:37 napisał(a):Wszystkim doświadczającym przemocy w rodzinie polecam zapoznanie się z informacjami Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie “Niebieska Linia” http://www.niebieskalinia.pl/pomocKozaczku czemu wykasowałeś moje komentarze odnośnie tego, że pomoc ofiarom przemocy domowej w polsce w ogóle nie istnieje??? To fikcja. O czym sama na własnej skórze się przekonałam! Nic dziwnego, że sytuacja jest tak tragiczna w PL skoro nawet z Kozaczka usuwają niewygodne komentarze. Co za żenada

gość, 28-10-13, 11:40 napisał(a):Też byłam bita w dzieciństwie: pasem, kapciem, nie było to oczywiście żadne katowanie jak to się nieraz słyszy, ale jednak bolało i trauma została już na całe życie. Teraz mam 30 lat, jestem bardzo nieśmiałą, niepewną siebie osobą, nie radzę sobie w życiu, nie wiem czy to nie wynika z tego, że byłam bita w dzieciństwie. Wkurza mnie to, że teraz dzieci robią co chcą, biją rodziców, plują na nich, wyzywają, a rodzice nie reagują bo przecież dziecko musi być wychowywane bezstresowo i na wszystko mu pozwalają, no może w ostateczności dadzą lekkiego klapsa. Ja byłam bita za jakieś bzdury, rodzice nigdy ze mną nie rozmawiali, że coś zrobiłam nie tak, tylko od razu brali się do bicia. Najśmieszniejsze, że oni teraz tego nie pamiętają, jak gadają z kimś na temat bicia dzieci, to zawsze się zarzekają, że oni NIGDY swoich dzieci nie bili… tylko czemu ja pamiętam co innego? A dla wnuczków są jak do rany przyłóż.czesto tak jest, ze rodzice zle traktuja swoje dzieci a wnukom to wynagradzaja… jezeli nie mozesz sobie poradzic sama to skorzystaj z pomocy psychologa. to nie jest wstyd ani hanba. tylko odwazni ludzie potrafia prosic o pomoc.

tak bylo….niewarto o tym pamietac ,byc tylko dobrym teraz dla innych…

Też byłam bita w dzieciństwie: pasem, kapciem, nie było to oczywiście żadne katowanie jak to się nieraz słyszy, ale jednak bolało i trauma została już na całe życie. Teraz mam 30 lat, jestem bardzo nieśmiałą, niepewną siebie osobą, nie radzę sobie w życiu, nie wiem czy to nie wynika z tego, że byłam bita w dzieciństwie. Wkurza mnie to, że teraz dzieci robią co chcą, biją rodziców, plują na nich, wyzywają, a rodzice nie reagują bo przecież dziecko musi być wychowywane bezstresowo i na wszystko mu pozwalają, no może w ostateczności dadzą lekkiego klapsa. Ja byłam bita za jakieś bzdury, rodzice nigdy ze mną nie rozmawiali, że coś zrobiłam nie tak, tylko od razu brali się do bicia. Najśmieszniejsze, że oni teraz tego nie pamiętają, jak gadają z kimś na temat bicia dzieci, to zawsze się zarzekają, że oni NIGDY swoich dzieci nie bili… tylko czemu ja pamiętam co innego? A dla wnuczków są jak do rany przyłóż.

Wszystkim doświadczającym przemocy w rodzinie polecam zapoznanie się z informacjami Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie “Niebieska Linia” http://www.niebieskalinia.pl/pomoc

gość, 28-10-13, 11:06 napisał(a):jeden ruch ,słowo starczyło co się nie spodoba.Uciekać i tak później wpierdul.Tak to jest z przemocowcami. Zawsze znajdą pretekst do przemocy, fizycznej lub psychicznej, jeśli tylko są w nastroju do wyżywania się. Zgodnie z hasłem “Bo zupa była za słona”.

Niezaleznie od odniesionych sukcesów traumy z dzieciństwa pozostają na cale życie… rodzice nie powinni o tym zapominać

gość, 28-10-13, 10:09 napisał(a):Kiedyś niestety dzieci były przedmiotami z którymi można było zrobić co się chce. Żaden z sąsiadów nie reagował bo to co robił ojciec mistrza było na porząku dziennym. Dziś niewyobrażalne w naszych czasach.NAPRAWDĘ!?

gość, 28-10-13, 10:56 napisał(a):to skur…..syn……ale gratuluję Ci wytrwałości w dążeniu do celu…….:)Też mam takiego tatusia. Mało, że sadysta to jeszcze niebywały manipulant. Tak potrafił skołować, że dostawało się wpie*dol a za chwilę ojca na klęczkach przepraszało, że musiał nas ukarać. Po nocach nas benzyną polewał i straszył, że podpali, wyrywał nam całe pęki włosów, bo jak nas bił to łapał za włosy i ciągał po mieszkaniu. Wykręcał nam ręce lub nogi tak, żeby złamać kość. Jak miałam 16 lat to uciekłam z domu i już nie wróciłam. Dzisiaj kończę studia medyczne i z ojcem mam sporadyczny kontakt. On twierdzi, że to jego zasługa, że wyszłam na ludzi…

Tak niestety kiedyś było pas albo kij zakonczony 3 ma zakonczonymi sznurami z gumy. Wisiał na ścianie i czekał o byle co omłot.Zwłaszcza jak ojciec pijany wracał,jeden ruch ,słowo starczyło co się nie spodoba.Uciekać i tak póżniej wpierdul.Raz na rok idę na grób ze względu na dzieci ale nie przychylam się , aby świeczkę zaświecić.

Też mam takiego tatusia. Mało, że sadysta to jeszcze niebywały manipulant. Tak potrafił skołować, że dostawało się wpie*dol a za chwilę ojca na klęczkach przepraszało, że musiał nas ukarać. Po nocach nas benzyną polewał i straszył, że podpali, wyrywał nam całe pęki włosów, bo jak nas bił to łapał za włosy i ciągał po mieszkaniu. Wykręcał nam ręce lub nogi tak, żeby złamać kość. Jak miałam 16 lat to uciekłam z domu i już nie wróciłam. Dzisiaj kończę studia medyczne i z ojcem mam sporadyczny kontakt. On twierdzi, że to jego zasługa, że wyszłam na ludzi…

a gdzie w tym czasie była matka??

gość, 28-10-13, 10:09 napisał(a):Kiedyś niestety dzieci były przedmiotami z którymi można było zrobić co się chce. Żaden z sąsiadów nie reagował bo to co robił ojciec mistrza było na porząku dziennym. Dziś niewyobrażalne w naszych czasach.

A co miał dziennikarz zrobić? Zagadywać czyjeś łzy i udawać, że gość się nie rozsypał? Przykre, że siedzi w nim to do tej pory. Po tylu latach i osiągnięciach.

Straszne wspomnienia. dobrze że wyszedł “na ludzi” a nie stał sie psychopatą…

Przykre. Tak zniszczone dzieciństwo, tkwi w głowie do końca życia.

gość, 28-10-13, 09:22 napisał(a):Przykre. Tak zniszczone dzieciństwo, tkwi w głowie do końca życia.Dokladnie. Dobrze, ze udalo mu sie odniesc sukces, pomimo tego.

Kiedyś niestety dzieci były przedmiotami z którymi można było zrobić co się chce. Żaden z sąsiadów nie reagował bo to co robił ojciec mistrza było na porząku dziennym. Dziś niewyobrażalne w naszych czasach.

Takich rodzin jest niestety setki tysiecy.

Niesamowite że w takim twardym i wielkim gościu kryje się tyle emocji których nie wstydzi się okazać.