Nie żyje gwiazda “The Voice of Poland”. Najgorsze wieści w piątkowe popołudnie
Dotarły do nas tragiczne wieści – zmarła gwiazda uwielbianego programu “The Voice of Poland”. Historia jego życia łamie serce.
Nie żyje gwiazda “The Voice of Poland”
“The Voice of Poland” – to wielkie talent show, które jest emitowane na antenie TVP2 od 2011 roku, a dziś przez wielu widzów uznawane jest za kultowe. Przez lata doczekaliśmy się także wersji dla dzieci i seniorów. Program był początkiem karier wielu wykonawców, a losy jego uczestników ciekawią widzów nawet po wielu latach. Niestety, czasami ich historie kończą się tragicznie. W zeszłym roku pożegnaliśmy Piotra Huberta Langforta – gwiazdę show, który zmarł po walce z chorobą nowotworową.
Niestety, teraz dotarły do nas kolejne smutne informacje o odejściu lubianego uczestnika programu. Janusz Waściński pojawił się w szóstej edycji programu “The Voice of Poland”. Zaprezentował wówczas swoją interpretację ponadczasowego przeboju “Szczęśliwej drogi już czas”, choć niestety nie dostał szansy od trenerów.
Janusz Waściński nie żyje
Udział w programie TVP to nie był jego jedyny występ na ekranie. Pojawił się także w popularnym serialu “Na Sygnale” – w odcinku “Kadzidełka Wiesławy” zagrał postać Mariana. Oprócz tego komponował piosenki, grał na gitarze i pisał teksty, a nagrania z jego utworami udostępniał na swoim kanale na YouTube – ostatni film wrzucił w listopadzie zeszłego roku. O jego śmierci poinformowało Film Studio ABW.
Z ogromnym żalem dzielimy się z Wami smutną wiadomością , która właśnie do nas dotarła. Wczoraj zmarł Janusz Waściński, nasz wieloletni kolega z planów filmowych i reklamowych. Wszyscy zapamiętamy Janusza jako bardzo sympatycznego człowieka o wielu pasjach, muzyka i duszę towarzystwa – czytamy na Facebooku studia.
Smutna historia Janusza Waścińskiego
Jak informuje rodzina zmarłego, pogrzeb Janusza Wacińskiego odbędzie się 2 kwietnia na cmentarzu Junikowo w Poznaniu o godzinie 11:10. Nie miał łatwego życia – już w dzieciństwie w jego życiu pojawił się alkohol.
Mój ojciec też był alkoholikiem, ale pił w domu i nikt nigdy nie powiedział, że ma problem – mówił dla portalu Polki.
Później sam popadł w nałóg, wkrótce sięgając dna.
Ja piłem poza domem. I śmiesznie to zabrzmi, ale alkohol nigdy mi nie smakował, natomiast jego działanie – o to chodziło. Byłem bardzo rozrywkowy, nie było w Poznaniu i okolicy lokalu, dyskotek, klubów, żeby mnie tam nie było. (…) Żona pomagała, kryła, dzwoniła do pracy, że jestem chory itd. Miałem fajny komfort do picia, zawsze “oprany”, nakarmiony. Jak na kacu, to posiłki podawane do łóżka (…). Miałem dość mojego pijanego życia, nie mogłem patrzeć na siebie, chciałem żyć normalnie, godnie. Dosięgnąłem swojego dna – wspominał.


