Znajomi o trójkącie Rusin-Smoktunowicz-Lis

przejdź do komentarzy

Jak było, a jak jest teraz?

kinga rusin kinga rusin/© KAPiF


Uprzedzamy, że artykuł będzie długi, bo i znajomi Kingi Rusin, Hanny Smoktunowicz i Tomasza Lisa mieli bardzo wiele do powiedzenia magazynowi Party. Tworzy to swoiste "kompendium wiedzy" na temat stosunków między nimi od czasów dawniejszych aż do dziś.

- Tylko bez nazwisk - prosili magazyn znajomi. - Nie chcemy stawać między Kingą a Tomkiem.

Kinga Rusin, proszona o rozmowę, powiedziała tylko:

- Rozstaliśmy się z Tomaszem Lisem dwa lata temu. Nie widzę powodu, żeby do tego wracać.

Rusin i Smoktunowicz poznały się jeszcze na studiach. Obie studiowały italianistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Hanna często pomagała Rusin w nauce, bo bardzo dobrze znała włoski.

- Miały podobne zdanie na wiele tematów. Świetnie się rozumiały. O rok starsza Hanna trochę opiekowała się młodszą koleżanką - mówi ich znajomy.

Szybko stały się nierozłączne. Gdy w grudniu 1989 r. Smoktunowicz wyszła za adwokata Roberta Smoktunowicza, ich przyjaźń wcale nie osłabła. Wręcz przeciwnie, Rusin była częstym gościem w ich domu.

- Zdarzało się, że pomieszkiwała u nich i nocowała. Byli bardzo zżyci, zachowywali się rodzinnie. Ich mieszkanie na warszawskim Powiślu było dla Kingi otwarte.

Potem Smoktunowicz stała się wręcz twarzą TeleExpressu. Niedługo później swoich sił spróbowała i Rusin.

- Starsze prezenterki nie mogły się nadziwić, że między nimi nie ma konkurencji. W telewizji to się przecież zdarza - mówi emerytowana kierowniczka produkcji w TVP. Jak jednak wiadomo, nie wszystko ta przyjaźń przetrwała tak dobrze.




W Teleexpressie "wypatrzył" Rusin Tomasz Lis. Spotkali się, a potem szaleńczo zakochali. Cała czwórka, wraz ze Smoktunowiczami, stała się zgraną paczką.

- Adwokat i trzy osoby ze świata mediów. Wykształceni, świetnie zarabiający jak na tamte czasy, z wyobraźnią, znający języki. Pasowali do siebie idealnie. Ale tak naprawdę to dziewczyny trzymały tę grupę razem. Panowie mogli żyć bez siebie - mówi ich znajomy.

Jednak kariera Lisa także rozwijała się w najlepsze. Dziennikarz dostał wielką szansę - zaproponowano mu pracę korespondenta TVP w USA. Wcześniej był jednak głośny ślub i Smoktunowiczowie w roli drużbów:

- Podobno Tomasz był przeciwny temu pomysłowi, ale Kinga go przekonała - mówi jedna z osób, która na ślubie była. - Lis, który pochodzi z Zielonej Góry, nie miał w Warszawie innych znajomych. Ślubu udzielał ojciec Maciej Zięba, potem przez lata przyjaciel Lisów. Wspominał, jak przed ślubem zaprosił ich na Górę św. Anny do klasztoru mniszek. Rozmawiali o miłości, małżeństwie. Nagle Kinga potknęła się i zwichnęła nogę. Tomasz niósł ją na rękach. Według ojca Zięby był to dobry znak dla ich związku.

W USA Lisowie czuli się samotni, ale odwiedzili ich znajomi Smoktunowiczowie. Dzięki temu lepiej radzili sobie w nowym miejscu. Spędzili wspólnie Boże Narodzenie w 1993 r. Po powrocie do Polski para zaczęła pracować w TVN. Potem Rusin zrezygnowała z pracy, by zająć się córkami.

Potem w małżeństwie Lisów zaczęło się coś psuć, jednak nie było tego widać publicznie. Rozwód był dla wszystkich zdziwieniem. Podobnie zdjęcia Lisa i Smoktunowicz na wakacjach w Kos. Nikt jednak z tej trójki nie zwrócił się do prasy. Lis i Rusin nie mówili o rozwodzie, Smoktunowicz o nowym związku. Wszystko odbyło się po cichu i z klasą.





Długi czas później Lis przerwał to milczenie. Jego małżeństwo z Hanną Smoktunowicz stało się faktem. Ostatnio stwierdził, że w małżeństwie z Rusin panowały "obcość i milczenie". Lis był zły, że w jednym z wywiadów Rusin nazwała go "niedzielnym tatą". Nie chodziło jednak o to, że Lis nie dba o dzieci. Raczej o to, że ona, która spotyka się z dziećmi na co dzień, musi dbać o dyscyplinę, a ojciec, który zabiera córki w piątki dwa razy w miesiącu, może sobie pozwolić na większe rozpieszczenie pociech.

- Najbardziej Kingę boli, że Lis w prawie opowiada, jak małżeństwo z nią było złe - mówi przyjaciółka Rusin. - Jest załamana, że jej dzieci słyszą od innych, że podobno ich tata opowiada, że nigdy nie kochał mamy. Bo dziecku można w ten sposób wyrządzić krzywdę. Kinga sama pochodzi z rozbitej rodziny i zależało jej, by córki nie odczuły rozwodu.

- Według niej jeśli Lisowi zależy na dobru dzieci, to powinno też zależeć na dobrych stosunkach z ich mamą. Bo dzieci jak barometr wyczuwają, że jest źle, i to przeżywają - dodaje inna znajoma dziennikarki.

Lis nie chce się wypowiadać na żadne z tych tematów.

- Mam dość tego szumu wokół mnie i moich bliskich. Nie chcę rozmawiać. Proszę to wyraźnie napisać: nie chcę rozmawiać - powiedział magazynowi Party.


Więcej szczegółów i ciekawe zdjęcia, m.in. ze ślubu Rusin i Lisa, znajdziecie w najnowszym magazynie Party.

Polecane wideo

Skomentuj Staraj się pisać bez błędów

dodasz komentarz jako gość - jeżeli chcesz zarejestrować nicka - załóż konto z avatarami!

Jeszcze nikt tego nie skomentował. Bądź pierwsza!