Tragiczna śmierć legendarnego kierowcy i jego rodziny. Nie żyje siedem osób
Wieść o tragedii właśnie obiegła świat. W katastrofie zginął popularny kierowca wraz z rodziną. Straszne, co się wydarzyło.
Kierowca NASCAR z rodziną zginął w katastrofie
Amerykańskie media obiegła tragiczna wiadomość o śmierci Grega Biffle’a. Były kierowca serii NASCAR zginął w katastrofie prywatnego samolotu w Karolinie Północnej w wieku 55 lat. Do zdarzenia doszło w czwartek rano na lotnisku w Statesville podczas próby lądowania.
Bilans wypadku jest porażający – zginęło siedem osób, w tym najbliższa rodzina kierowcy: żona oraz dwoje dzieci w wieku 5 i 14 lat. Śmierć poniosły także trzy inne osoby związane ze środowiskiem NASCAR
Jesteśmy zdruzgotani stratą naszych bliskich – przekazano w oświadczeniu rodziny – Ta tragedia złamała nasze serca w sposób, którego nie da się opisać – dodano.
Greg Biffle zyskał miano legendy
Dramat w powietrzu rozegrał się w ciągu zaledwie 26 minut. Cessna C550, należąca do powiązanej z Biffle’em spółki GB Aviation Leasing LLC, wzbiła się w niebo o 10:06. Po pokonaniu zaledwie 29 mil pilot podjął dramatyczną decyzję o powrocie na lotnisko. Maszyna rozbiła się o 10:32 podczas próby awaryjnego lądowania. Celem podróży miało być spotkanie z popularnym YouTuberem i kierowcą, Garrettem Mitchellem, znanym szerszej publiczności jako Cleetus McFarland.
Śmierć Grega Biffle’a to odejście jednego z najwybitniejszych zawodników w historii sportu. Choć pochodził z Waszyngtonu, to pod skrzydłami Jacka Rousha stał się legendą południowych torów. Jako jeden z niewielu sięgnął po tytuły mistrzowskie zarówno w serii Truck, jak i Xfinity, by przez kolejne 16 lat stanowić o sile Cup Series. Jego statystyki budzą podziw: 19 zwycięstw i niemal sto miejsc w pierwszej piątce. Choć na sportową emeryturę przeszedł w 2016 roku, jego dziedzictwo zostało przypieczętowane miejscem na liście 75 najlepszych kierowców wszech czasów, a jego wejście do Hall of Fame wydawało się jedynie kwestią czasu.
Śmierć Biffle’a wstrząsnęła środowiskiem
Wiadomość ta wstrząsnęła fundamentami świata NASCAR, pozostawiając kibiców i zespoły w głębokiej żałobie. To nie tylko strata wybitnego sportowca, ale wyrwa w samej tożsamości tej dyscypliny, której nie da się łatwo zapełnić.
Greg był kimś więcej niż mistrzem. Był częścią rodziny NASCAR, przyjacielem, człowiekiem pełnym pasji i oddania – napisano w komunikacie.
Wspomnienia o Biffle’u wykraczają daleko poza tor wyścigowy i listę zdobytych pucharów. Środowisko eksperckie oraz kibice zgodnie podkreślają jego niezwykłą postawę obywatelską, która najpełniej objawiła się w obliczu tragedii. Gdy w 2024 roku huragan Helene spustoszył Karolinę Północną, Biffle nie pozostał biernym obserwatorem. Wykorzystując swoje uprawnienia pilota, przez wiele dni osobiście dostarczał niezbędne środki do życia mieszkańcom odciętych od świata górskich miejscowości, stając się cichym bohaterem tamtych dni.
To były bardzo intensywne dni, więcej godzin w powietrzu, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałem – mówił w październiku 2024 roku na łamach NASCAR.com. – Drogi były zniszczone, sklepy puste, nie było paliwa, ludzie nie mogli się ruszyć. Trzeba było im pomóc. To była moja misja – tłumaczył. – Miałem ogromny szacunek do Grega jako kierowcy i człowieka – napisał na platformie X Jeff Gordon.





Tragic plane crash in Statesville, North Carolina claims NASCAR legend Greg Biffle, his wife Cristina, daughter Emma, and son Ryder.
— Breaking News (@TheNewsTrending) December 18, 2025
No survivors reported after his private jet went down shortly after takeoff. pic.twitter.com/1kc9bW0899