Tylko u nas! Profesor Bralczyk ZAORAŁ przeklinające gwiazdy. Doda na celowniku!
Kim jest profesor Jerzy Bralczyk?
Jerzy Bralczyk wywodzi się z rodziny o silnych tradycjach pedagogicznych. Jego dziadkowie uczyli w wiejskiej szkole, ojciec był kierownikiem placówki w Kobylinie, a matka – jedyną nauczycielką w tej miejscowości. Edukacyjne pasje w rodzinie miały różne oblicza: wuj profesora stworzył słownik gwary mazowieckiej z okolic Gołymina. W takim domu słowo miało szczególną wartość. Nic więc dziwnego, że przyszły językoznawca nauczył się czytać już jako pięciolatek, a z młodszą o sześć lat siostrą porozumiewał się cytatami z ukochanych książek.
Na półkach nie brakowało klasyki – od Sienkiewicza i Prusa po Dostojewskiego. Jednym z pierwszych literackich bohaterów, którzy go zafascynowali, był Gerwazy z „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza. Ta fascynacja przerodziła się w pasję na całe życie – dziś profesor może poszczycić się prawdopodobnie największą na świecie kolekcją wydań narodowego poematu. Niewykluczone też, że potrafiłby wyrecytować niemal każdy jego wers, podobnie jak wiele innych utworów, choć – jak sam przyznaje – pamięć bywa twórcza i nie zawsze stuprocentowo wierna oryginałowi.
Kariera i droga naukowa profesora Bralczyka
Studia filologii polskiej ukończył na Uniwersytecie Warszawskim, przez pewien czas zgłębiając również rusycystykę. W 1969 roku obronił pracę magisterską poświęconą wieloznaczności – skromną objętościowo, bo liczącą zaledwie dziesięć stron, z czego połowę zajmowały tabelki, a bibliografia sporządzona była w pięciu językach. Przez kolejne trzy dekady pozostawał najmłodszym doktorem polonistyki warszawskiej, co po latach komentował z charakterystycznym dystansem: „Był ze mnie taki niefrasobliwy chłopiec w krótkich spodenkach”.
W połowie lat 70. przeniósł się na Uniwersytet Śląski w Katowicach, gdzie prowadził zajęcia nie tylko na polonistyce, lecz także na filologiach obcych. W 1979 roku został prodziekanem Wydziału Radia i Telewizji (dziś Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego), a następnie stworzył Zakład Języka Mediów. Jak wspominał z humorem, był to czas, gdy miał „piękny gabinet i raz jeden w życiu szofera”. Epizodem w jego karierze była również roczna praca lektora języka polskiego w Uppsali – kolejny dowód na to, że jego pasja do języka przekraczała granice kraju.
Profesor Bralczyk o wulgaryzmach w języku gwiazd
Profesor Jerzy Bralczyk to niewątpliwie jeden z największych autorytetów językowych w Polsce. Gdy tylko pojawił się na wiosennej ramówce TVP ustawiła się do niego kolejka dziennikarzy. Porozmawiał z nim także reporter Kozaczek.pl, Jakub Szewczyk. Jedno z pytań dotyczyło wulgaryzmów, tak często używanych przez celebrytów, w tym Dodę, co może mieć zły wpływ na młodzież. Czy według profesora powinno się im zwracać na to uwagę?
Podczas mówienia lepiej nie zwracać wtedy, kiedy oni mówią, używają – lepiej nie, bo człowiek się naraża na wulgaryzmy właśnie. Ale generalnie rzecz biorąc, jestem przeciwko skupianiu uwagi w ten sposób, bo dość często ludzie używają wulgaryzmów, żeby przyciągnąć uwagę, żeby pokazać się jako ktoś wyrazisty – zaapelował.
Młodzi ludzie czasem chcą w ten sposób pokazać swoją wolność, ale też czasami chcą wyrazić protest przeciwko normom. Ja rozumiem protesty, ale lepiej jest nie psuć języka w ten sposób. Uważam, że wulgaryzmy, te słowa, które raczej nie powinny być używane i do tego się większość naszej kultury sprowadzało, że się ludzie zgadzali co do tego, że one są nawet czasem piękne, że pochodzą z bardzo miłej sfery erotycznej na przykład, ale że ich używanie często świadczy o inwalidztwie językowym. No i może dobrze je oszczędzać na takie sytuacje, w których już nie można ich nie użyć.
Zdecydowanie przyciąganie uwagi wulgaryzmami jest nadużyciem. Bardzo tego nie lubię. Podobnie jak nie
lubiłem nawet ich na transparentach czy w słusznych protestach.
Są te szkolenia są i oni sami inwestują i niech tak robią dalej.




Zgadza się, ta doda to inwalidka językowa i nie mówię tu o jej wulgarności, ale słabym posługiwaniem się językiem polskim, trudnościami z wysławianiem, przekładaniem myśli na słowa.