Tylko u nas! Wendzikowska zaskoczyła wyznaniem. “Chciałam mieć syna”. W tle trauma z dzieciństwa
Anna Wendzikowska w rozmowie w podcaście kozaczek.pl otworzyła się na temat samodzielnego macierzyństwa. Oto co powiedziała o wychowaniu córek.
Anna Wendzikowska jest samodzielną mamą
Anna Wendzikowska jest znaną polską dziennikarką i prezenterką, która od kilku lat opowiada publicznie o swoim życiu jako samodzielna mama dwóch córek – Kornelii i Antoniny. Wendzikowska wielokrotnie przyznawała, że takie macierzyństwo to ogromne wyzwanie, które wymaga od niej odgrywania podwójnej roli – zarówno matki, jak i „ojca” dla swoich dzieci.
W mediach społecznościowych oraz w wywiadach dziennikarka mówiła szczerze o trudach i radościach związanych z wychowywaniem córek bez stałego partnera, podkreślając, że choć często bywa ciężko, stara się zapewnić im miłość, bezpieczeństwo i wartościowe dzieciństwo. Wendzikowska porusza również temat emocjonalnych momentów, jakie towarzyszą samotnemu macierzyństwu oraz tego, jak bardzo ten czas ukształtował ją jako osobę i rodzica.
Partnerzy Anny Wendzikowskiej
Ojcami córek Anny Wendzikowskiej są różni partnerzy z jej przeszłości. Starsza córka – Kornelia – urodziła się w 2015 roku ze związku z Patrykiem Ignaczakiem, muzykiem zespołu Audiofeels, jednak para rozstała się kilka lat później.
Młodsza córka – Antonina – przyszła na świat w 2018 roku, a jej ojcem jest Jan Bazyl, przedsiębiorca, z którym dziennikarka również nie utrzymała stałego związku po narodzinach dziecka. Po rozstaniach Wendzikowska została sama z wychowaniem obu córek, co otwarcie komentuje w kontekście macierzyństwa w pojedynkę.
Anna Wendzikowska o wyzwaniach samodzielnego macierzyństwa
Jak wyznała Wendzikowska – w młodości nie czuła potrzeby posiadania dzieci, do czego mogła się przyczynić problematyczna relacja z jej własną matką.
Było trudne w ogóle dla mnie, żeby się zdecydować na macierzyństwo. Ja nie byłam taką osobą, która mówiła, marzyła o tym, żeby mieć dzieci. Nie jest tak, że zawsze wiedziałam, że będę mamą, dlatego że ta moja relacja z mamą była trudna w takim też sensie, że nie miałam wzorca. Moja mama nie była, moja mama nie miała w sobie za dużo takiego matczynego vibe’u i potem jak się pojawiło, myślę, że to był instynkt na najbardziej cielesnym i biologicznym poziomie, bo miałam nadzieję, że będę miała chłopca, bo jak będę miała syna, to może to będzie inna relacja i będę ją inaczej budować i wtedy będzie mi łatwiej.
Jednak nie doczekała się syna, a dwóch córek.
Widocznie miałam jednak to przerobić, bo dostałam dwie córki za co jestem oczywiście wdzięczna, ale nie miałam takich myśli, nie miałam takich myśli, żeby cokolwiek robić w kontrze. Raczej chyba od początku. Może to nawet dobrze, że nie miałam żadnego wzorca, bo tak od początku robiłam po prostu po swojemu – wyznała.
Jak przyznaje – miała problemy ze znalezieniem w sobie instynktu macierzyńskiego.
Jest instynkt i on się budzi i tę relację się po prostu buduje krok po kroku. Największą dla mnie dla mnie trudnością było obudzić w sobie miłość, miękkość i taką wrażliwość. Dopiero w obliczu bycia mamą zobaczyłam, jak ja bardzo mam te emocje miękkie, tą wrażliwość, jak bardzo mam zablokowaną. A jednocześnie ta relacja mi to tak naturalnie powoli miękko odblokowała. Ogromne pokłady takiej czułości, miłości, wrażliwości otworzyło mi właśnie macierzyństwo.
Choć miała z tym problemy – z czasem pokonała swój wewnętrzny opór.
Ja poczułam tę miłość, tylko ja nie miałam jeszcze w sobie takiej otwartości, jaką miałam w potencjale. Czyli na tamten moment, jak ona się pojawiła, to oczywiście był to top miłości, ale potem się okazało, że ja jeszcze mam tam więcej i więcej i więcej. Tylko, że ta moja miękkość, kobiecość jest trochę zamknięta i zablokowana, bo ja byłam bardzo w męskiej energii, w sprawczości, w działaniu, w radzeniu sobie. No i w sposób naturalny ta kobieca strona się przyblokowała, ale ona była moją naturą. Ona gdzieś tam była i przyczajona czekała i pierwszy krok do tego, do mojej kobiecej strony to było właśnie macierzyństwo. Tak jak ta Elsa z “Krainy lodu” – po prostu mnie coś rozpuściło roztopiło i to się stało samo.
Anna Wendzikowska przeszła i cały czas przechodzi przez ogromne wewnętrzne przemiany.
Już byłam otwarta, już byłam innym człowiekiem, ale to jest proces, który się zaczął i który się toczy i cały czas są nowe otwarcia, nowe pokłady miłości, nowe pokłady wrażliwości. Ja odkrywam, kim ja tak naprawdę jestem, że to jest to, to jest prawda o mnie. Ta otwartość, ta wrażliwość, to serce do ludzi, ta dobroć, to gdzieś było przyblokowane, bo ja z takiego a nie innego setupu wyszłam i musiałam być w sile, musiałam być w obronie, musiałam być w konfrontacji, musiałam być w agresji, bo coś miałam poblokowane. Smutek i żal miałam poblokowany tą agresją, a jak zaczęłam zdejmować te warstwy, najpierw gniew zdjęłam, potem smutek zdjęłam, potem żal zdjęłam – potem tą męskość zdjęłam i nagle się okazało, że jaka jestem miękka w tym, jak ja lubię i nagle mówię to jestem ja, to jest moja esencja
Dziennikarka przeżyła wielki dramat – tuż po narodzinach drugiej córki odszedł od niej partner. Jak skomentowała po latach jego zachowanie?
Stwierdził widocznie, że za trudno, nie? Nie każdy dźwiga, no to są trudne rzeczy. No małe dziecko to jest bardzo duże obciążenie dla układu nerwowego. Człowiek nie śpi nocami. No to to jest trudne.
To był jeden z najtrudniejszych momentów w jej życiu – ale jednocześnie był to dla niej ważny sygnał.
No wiesz, no to był ten mój wakeup call (moment przebudzenia przyp. red.) To był moment, kiedy ja wróciłam na terapię grupową. To był moment, kiedy tak naprawdę najgłębiej się przyjrzałam sobie. No ale oczywiście pierwszy moment, jako że ja jeszcze byłam w połogu, był tragiczny. Na szczęście miałam wokół siebie system wsparcia przyjaciół, siostrę, kuzynkę i co wieczór ktoś przyjeżdżał, siedział ze mną, bo ja byłam w strasznym stanie
Cała rozmowa poniżej.





Czemu nigdy nie wspomina o Rafale