Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów jego pracy było obdarowywanie piłkarzy… prezentami, które miały głębsze znaczenie. Nie były to jednak typowe upominki, bo każdy z nich niósł ze sobą konkretną myśl i przesłanie. Trener Magiera doskonale wiedział, że słowo potrafi zmotywować równie skutecznie jak trening. Dlatego sięgał po literaturę, która miała inspirować, skłaniać do refleksji i pomagać zawodnikom spojrzeć na swoją karierę z innej perspektywy.
Dla wielu piłkarzy były to wyjątkowe momenty i takie gesty zostają w pamięci na długo i często znaczą więcej niż oficjalne przemowy czy motywacyjne hasła.
Książki z przesłaniem
Najbardziej znana anegdota związana z Jackiem Magierą dotyczy jego miłości do opowiadania “Szczęście czy fart?” autorstwa hiszpańskich pisarzy Aleksa Roviry Celmy i Fernando Triasa de Besa, która stała się dla niego swoistym drogowskazem życiowym. Trener był nią tak zafascynowany, że wykupił cały dostępny nakład w Polsce, czyli ponad 700 egzemplarzy. Publikacje trafiły do jego znajomych, współpracowników, młodych trenerów i piłkarzy. Każdy, kto otrzymał taki prezent, wiedział, że stoi za nim coś więcej niż tylko gest, to była próba przekazania ważnej życiowej lekcji. Co więcej, otrzymał ją Jarosław Szandrocho, który od trzydziestu lat jest fizjoterapeutą Śląska Wrocław.
Tym bardziej będzie to dla mnie szczególna książka. Oczywiście od razu przeczytałem, bo trener zawsze o to pytał, kiedy dawał książkę. Na pewno zwraca ona uwagę na wiele aspektów życia. Że szczęście jest szczęściem, fart jest fartem, ale na szczęście i farta trzeba zapracować. Żeby mieć szczęście w życiu, to bardzo ciężko trzeba na to pracować. Tak jak mówią, że szczęście sprzyja lepszym, to właśnie lepszym, z tego względu na to, że na to szczęście się pracuje. (…) Jest to nie do uwierzenia. Taka informacja rano… Człowiek nie potrzebuje kawy. Do tej pory mam miękkie nogi, ciężko cokolwiek powiedzieć, bo nie ma mądrych słów na to, żeby określić tę stratę. Nie tylko dla piłki, dla ludzi, którzy z nim przebywali, którzy wyciągali te wszystkie jego sentencje, które miał na temat różnych spraw życiowych – opowiadał w rozmowie z TVN24.
Nie brakowało też bardziej bezpośrednich akcentów. W jednym z przypadków trener wręczył zawodnikowi – Michałowi Kucharczykowi, książkę pt. “Boso, ale w ostrogach” z krótką, ale bardzo dosadną dedykacją, która miała zmotywować go do działania i pracy nad sobą.
Kuchy, ogarnij się w końcu – napisał Magiera.
Po jego śmierci głos zabrało wiele osób, które miały okazję z nim pracować. Wspomnienia są pełne emocji, ale też ogromnego szacunku. Podkreślają, że był człowiekiem, który potrafił inspirować innych nie tylko jako trener, ale także jako mentor i przyjaciel.
To nie do uwierzenia… nie ma słów, by opisać tę stratę — przyznają jego współpracownicy.
Jacek Magiera na zawsze zapisał się w historii polskiej piłki. Nie tylko dzięki wynikom sportowym, ale przede wszystkim dzięki temu, jakim był człowiekiem. A takich ludzi się nie zapomina.