Uczestniczka “Rolnika” została milionerką. Tak dorobiła się majątku
Uczestnicy kultowego show Telewizji Polskiej cieszą się popularnością nawet wiele lat po zakończeniu sezonu, w którym wystąpili. Nie inaczej było w przypadku Kamili Boś. Jak się teraz okazało – dziś jest milionerką. Jak do tego doszło?
Fenomen programu “Rolnik szuka żony”
Słynny program randkowy “Rolnik szuka żony” od kilkunastu lat pozostaje jednym z najpopularniejszych programów emitowanych w Telewizji Polskiej – od 2014 format połączył wiele par, które po programie kontynuowały swoją relację, z czasem stając przed ślubnym kobiercem i wspólnie wychowując dzieci.
Fani “Rolnika” bardzo zżywają się z uczestnikami ich uwielbianego show – czasami nawet wiele lat po emisji przejmują się ich losami. Jedną z takich uczestniczek jest Kamila Boś – znana z ekrany rolniczka dziś jest milionerką, jednak jej droga do pierwszego miliona była pełna łez i strachu.
Uczestniczka “Rolnik szuka żony” została milionerką
Kamila Boś mieszka w Starej Kornicy na Mazowszu była jedną z najpopularniejszych uczestniczek ósmej edycji programu. Choć w programie nie było dane jej znaleźć miłości, to dzięki jego emisji zyskało mnóstwo obserwujących, których przyciągnęła jej osobowość, a także biznes który prowadzi – dla wielu stała się inspiracją i przykładem dobrego przedsiębiorcy.
W Starej Kornicy Kamila rozwija się w rolnictwie – od niemal dekady prowadzi pieczarkarnię, która jest jej oczkiem w głowie. W najnowszym wywiadzie opowiedziała o kulisach swojej działalności i jak przyznaje – jej początki w branży były wręcz tragiczne.
Jak Kamila z “Rolnika” została milionerką?
Jak przyznała, do branży weszła w 2017 roku, a początki były dla niej wręcz tragiczne, o czym opowiedziała w rozmowie dla radia RDC. Rozmowę przeprowadził Mateusz Szymkowiak w audycji “First class. Sukces po polsku”.
Pieczarkarnia powstała w 2017 roku. Rodzice przejęli nieruchomość całą, pół roku później był załadunek pierwszy i ja miałam tam tylko być pilnować pracowników, żeby pracowali, a nie siedzieli – mówiła.
Pierwsze miesiące jej działalności były pełne łez.
No i po 2 tygodniach okazało się, że pracownicy, którzy mieli się na tym znać, nie znają się tak jak powinni, więc ja musiałam się wszystkiego nauczyć i to było dla mnie bardzo ciężkie i ja bym powiedziała, że nie zawsze praca na początku jest pasją, bo teraz mogę powiedzieć, że może ta praca jest moją pasją i bardzo lubię to, co robię, ale wtedy przez pierwsze pół roku ja naprawdę płakałam.
Wejście w branżę pieczarkarską było rzuceniem się na głęboką wodę – musiała się uczyć wszystkiego od samych podstaw.
Myślę, że największe wyzwaniem była uprawa – jak tym się zająć na początku. Miałam wsparcie od innych technologów, ale wiedziałam bardzo szybko, że muszę sama się na tym znać. Sama muszę umieć uprawiać pieczarki i przede wszystkim mieć świadomość, na czym polega mój biznes. No bo ja zaczynając tam nie wiedziałam totalnie, jak to wszystko odbywa się od środka, więc pierwsze, czego się nauczyłam to uprawa pieczarek, a z biegiem lat myślę, że na własnych błędach, na własnym przykładzie uczyłam się jak zarządzać ludźmi, ale pierwsze pół roku to był płacz.
Jednak ciężka praca opłaciła się. Dziś pieczarkarnia przynosi wysokie dochody, a dzięki swojemu zaangażowaniu zarobiła miliony.
Dużo tej pracy było, a na początku wiadomo też brakowało mi ludzi do pracy, więc była zaangażowana nawet cała rodzina, żeby pomóc w tych zbiorach. To było trudne i długo pracowaliśmy, bardzo długo, więc ja spałam po 4 3 godziny. No wiadomo, że jak się zaczyna biznes, no to takie początki są naturalne i ja czasami się zastanawiam, jak ja dałam wtedy radę.





Boś ależ nazwisko no no 😂😂😅
To też nepo baby, ale pieczarkowe 🙂