Usłyszał diagnozę nowotworu. Długo ignorował sygnały. “Nie doceniłem powagi sytuacji”
Diagnoza, której nikt nie chce usłyszeć, a jednak zmienia wszystko. Krzysztof Krauze długo nie dopuszczał do siebie myśli, że choroba może dotyczyć właśnie jego. Dopiero z czasem zrozumiał, jak bardzo się mylił i jak wysoką cenę przyszło mu za to zapłacić.
Nie docenił choroby
Krzysztof Krauze był jednym z najważniejszych reżyserów polskiego kina autorskiego. Twórca takich filmów jak „Dług”, „Plac Zbawiciela” czy „Papusza” przez lata udowadniał, że kino może być nie tylko sztuką, ale też narzędziem do opowiadania o najtrudniejszych emocjach i wyborach. W 2006 roku jego życie nagle się zatrzymało. Diagnoza była jednoznaczna: rak prostaty. Choć sytuacja była poważna, sam reżyser przyznał, że początkowo nie traktował jej z należytą uwagą.
Nie doceniłem powagi sytuacji, zlekceważyłem przeciwnika. Na usprawiedliwienie mam tylko tyle, że doświadczenie uczy, że umierają inni. Nikt nie dopuszcza myśli, że sam może umrzeć.
Jak wspominał, próbował działać szybko i zdecydowanie poddał się operacji i leczeniu wierząc, że to wystarczy, by odzyskać kontrolę nad sytuacją.
Zrobiłem na pamiątkę kilka autoportretów na tle oszronionych drzew, potem dałem sobie wyciąć prostatę, naświetliłem się i uwierzyłem, że będzie dobrze. Dziś wiem, że to była ucieczka w krainę baśni o cudownym uzdrowieniu.
Dopiero z czasem zrozumiał, że choroba to nie przeciwnik, którego można po prostu „pokonać”.
Trudne, ale szczere wyznania
W 2009 roku okazało się, że rak dał przerzuty do kości. To był moment, który całkowicie zmienił jego sposób myślenia o życiu, zdrowiu i odpowiedzialności. Krzysztof Krauze nie próbował zrzucać winy na geny czy przypadek. Wręcz przeciwnie, otwarcie mówił o tym, że choroba jest konsekwencją jego własnych wyborów.
Z rakiem jest tak, że to ja go stworzyłem. To jest też cząstka mnie, to jestem ja. Nie można czegoś w sobie nienawidzić. To nie uzdrawia, od tego się choruje.
Reżyser podkreślał, że jego styl życia miał ogromny wpływ na rozwój choroby.
To nie jest tak, że ja tego raka dostałem w genach albo żyłem w jakimś zatrutym środowisku, tylko po prostu paliłem papierosy. (…) To jest mój styl życia, to ja to wybrałem.
Prawo do wyboru
Reżyser wielokrotnie mówił, że w chorobie najgorsze jest poczucie bezradności i utraty kontroli nad własnym życiem. Dlatego tak mocno akcentował potrzebę pozostania aktywnym. Tworzenie dawało mu siłę i pozwalało choć na chwilę odsunąć myśli o tym, co nieuniknione.
W tej chorobie musisz mieć poczucie, że jesteś potrzebny. Musisz coś kreować. Nie wolno zmienić stanu z czynnego na bierny.
Z czasem jednak jego refleksje zaczęły coraz częściej krążyć wokół tematu śmierci. Nie traktował jej w sposób abstrakcyjny czy odległy — przeciwnie, mówił o niej bardzo konkretnie, jako o czymś, co jest częścią życia i czego nie da się ignorować.
Moja choroba sprawia, że jest się bardziej świadomym własnego końca.




