Wybitny reżyser teatralny Krystian Lupa pod ostrzałem Szwajcarów. Jego spektakl w Genewie odwołany!
Krystian Lupa miał wyłożyć swój spektakl na deskach genewskiego teatru La Comédie. Nagle jego dyrekcja odwołała w ostatniej chwili premierę. Co się stało?
Szwajcarzy oskarżają Krystiana Lupę
Dyrektorzy teatru Comédie de Genève Natacha Koutchoumov i Denis Maillefer w oświadczeniu tłumaczą, że poszło o różnice w kulturze pracy oraz naruszenie regulaminu pracownika:
Różnice w filozofii pracy pomiędzy reżyserem a dyrekcją teatru i ekipami technicznymi, których skutkiem były trudności komunikacyjne uniemożliwiające stworzenie spektaklu” oraz „powtarzające się naruszanie przez reżysera wartości teatru, które są zawarte w regulaminie pracowniczym, kodeksie postępowania i umowach podpisywanych przez teatr z każdym zespołem artystycznym – czytamy w oświadczeniu dyrektorów Comédie de Genève.

Nagle reputacja wybitnego reżysera Krystian Lupy zawisła na włosku. Głoś zabrali ludzie związani z teatrem, między innymi producent Robert Traczyk:
(…) Gdybym jeszcze kilka lat temu powiedział, że osobie, która lekką ręką jest w stanie wywalić elementy scenografii za dziesiątki tysięcy złotych do kosza z powodu zmiany koncepcji, a nikt się nawet nie zająknie (przynajmniej nie publicznie), ktoś ośmieli się odwołać spektakl. I to jeszcze z powodu konfiktu z ekipą techniczną, która w polskim teatrze z zasady najmniej ma do gadania, to brew się unosi w niemym zdziwieniu – zauważa.
Niegdyś czytają pełne zachwytu recenzje, że mistrz jak zwykle świetnie, bez szacunku dla budżetu, widza, czasu, boga i czegokolwiek innego to przemknęła mi przez głowę myśl, że brak szacunku może wcale nie jest ok. No ale co ja tam mogę wiedzieć skrupulatnie planując moje malutkie budżety i przejmując się innymi pierdołami administracyjno-organizacyjnymi. Taka bolączki są dla pomniejszych artystów, a nie wizjonerów! Dopiero teraz widzę, że nie jestem w tym osamotniony, po takich postach jak Agnieszki. Reżyserując trzeba sobie zdawać sprawę, że nasze kaprysy wcale nie pracują na korzyść spektaklu, ale dramatycznie zwiększają szansę, że coś się wypi***. Pamiętajmy o tym! – tłumaczy.
Do zarzutów odniosła się też reżyserka i dramaturżka Agnieszka Jakimiak. Zwraca uwagę, że sukcesy reżysera ciężko są pokłosiem nadużyć:
Mam wielką nadzieję, że odwołanie szwajcarskiej premiery Lupy pozwoli środowisku teatralnemu pojąć, ze dotychczasowe sukcesy reżysera nie działy się dzięki nadużyciom, ale pomimo ich. Udawało się, pomimo złego traktowania ekip technicznych, pomimo naciągania budżetów do niebotycznych rozmiarów i zmian kluczowych decyzji w ostatnim momencie. Ostatecznie spektakle budowane na nadużyciach po prostu się nie odbędą – napisała Agnieszka Jakimiak.
Po tym wszystkim Krystian Lupa opublikował w dzienniku “Libération” list, w którym odpowiada na zarzuty stawiane przez dyrektorów Comédie de Genève: “Pragnę odpowiedzieć na zarzuty stawiane mi przez zespół techniczny La Comédie de Genève tyczące zachowania wykraczającego poza etykę współpracy artystycznej”.

Przyznaje, że wszystko poszło o dwa incydenty, które miały miejsce podczas prób: “(…) Bardzo gwałtowna reakcja na niespodziewane przerwanie tłumaczenia przez tłumaczkę Agnieszkę Zgieb”.
Natomiast nie przyznaje się do tego, dlaczego Agnieszkę Zgieb nie chciała tłumaczyć jego słów. Jedynie stwierdza: „Nie powinienem był tak zareagować”.
Korzystając z okazji chciałbym zaprzeczyć, że jakoby użyłem pod jej adresem słów obraźliwych.
Jeśli chodzi o drugi incydent, zaistniał podczas próby generalnej, kiedy nagle ekipa techniczna przerywała pracę. Przyznał jedynie, że podniósł na nich głos:
Nie powinienem był podnosić głosu, bo sam nie pochwalam takiego zachowania. Jeszcze raz podkreślam: nie użyłem słów obraźliwych ani obelg, nigdy tego nie robię. Następnego dnia rozmawiałem z szefem oświetlenia (do incydentu doszło pod jego nieobecność), wyjaśniliśmy sobie przyczyny całego zdarzenia i poprosiłem o przekazanie moich przeprosin za podniesienie głosu – tłumaczy Lupa.
Na koniec oficjalnie przeprosił za oba te incydenty, ale dodaje, że jest zaskoczony zachowaniem dyrektorów teatru:
Zespół techniczny uznał to, co się wydarzyło, za pogwałcenie standardów pracy, do których był przyzwyczajony. Myślę, że teatr zapraszając zagranicznego reżysera, zaprasza także jego styl pracy, do którego ekipy powinny przynajmniej próbować się zaadaptować. Ewentualne sprzeczności mogą być zawsze negocjowane, albo przedyskutowane. Nie podjęto jednak żadnej próby tego rodzaju. Pierwszym krokiem był bunt solidarnościowy, który totalnie mnie zaskoczył i którego nadal nie rozumiem – przyznał.

Kończy się “pewna epoka,” i jak zawsze “sami zainteresowani”są tym mocno zaskoczeni.Zamordyzm jest zły sam w sobie i nie można się teraz powoływać na .osiągnięcie wizji artystycznej.Dla mnie spektakl może być” letni,”ale chcę widzieć satysfakcję i radość tworzenia,a nie genialne dzieło które powstało wiatach chamstwa i emocjonalnej przemocy.
Cham z orderem to dalej cham, a nie ‘styl pracy’. Najpierw wrzeszczy a potem domaga się dyskusji. Dobre sobie…