17-latek oszukał Owsiaka i Polaków. Największy skandal w historii WOŚP
W historii Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zdarzały się momenty, które budziły ogromne emocje, nie zawsze jednak były one powodem do dumy. Jedna z aukcji sprzed lat do dziś uchodzi za najbardziej kontrowersyjną i wywołała lawinę pytań o wiarygodność licytujących. Wszystko rozegrało się podczas finału, który miał zapisać się jako rekordowy.
Rekord WOŚP, który zelektryzował całą Polskę
Aukcje złotych serduszek od zawsze należały do kulminacyjnych momentów finałów WOŚP. To właśnie tam padały rekordy, które elektryzowały widzów i dawały poczucie, że Orkiestra naprawdę gra “na całego”. Już w 1999 roku głośno było o licytacji zakończonej kwotą 333 tysięcy dolarów, wtedy wydawało się, że wyżej się nie da.
Cztery lata później ten rekord został zmiażdżony. Tuż przed północą licytacja złotego serduszka zatrzymała się na poziomie 200 tysięcy złotych. I wtedy do gry wkroczył tajemniczy użytkownik o pseudonimie “Matrix”, rzucając kwotę, która wprawiła wszystkich w osłupienie – 5 milionów złotych. Cała Polska była przekonana, że właśnie wydarzyło się coś historycznego.
Kim był “Matrix”? Największy aferzysta WOŚP
Szybko okazało się, że za pseudonimem “Matrix” stoi 17-letni mieszkaniec Ustki – Damian W. Nastolatek błyskawicznie stał się medialną sensacją. Chwalił się rozmową telefoniczną z Jurkiem Owsiakiem, udzielał wywiadów i przekonywał, że pieniądze pochodzą z fortuny odziedziczonej po babci.
Problem w tym, że historia nie trzymała się kupy. Chłopak nie potrafił wyjaśnić, skąd dokładnie pochodzi majątek, unikał pokazania wyciągów bankowych, plątał się w zeznaniach. Dziennikarze zaczęli drążyć, a sprawą zainteresowały się służby.
Prawda była brutalna. Damian W. nie był żadnym milionerem, a “rekordowa licytacja” była fikcją. Co więcej, nastolatek był już wcześniej notowany, wyłudzał pieniądze, wysyłając fałszywe potwierdzenia nadania przesyłek z internetowych aukcji. W ten sposób oszukał przedstawicieli 27 firm na około 50 tysięcy złotych. Mieszkał sam, a jego matka w rzeczywistości przebywała w zakładzie karnym.
Kulisy kompromitacji i cichy finał afery
Po ujawnieniu prawdy “rekord” WOŚP okazał się jednym wielkim oszustwem. Damian W. tłumaczył się później chęcią “obnażenia słabości systemu weryfikacji uczestników licytacji”. Sąd nie podzielił tej argumentacji. Nastolatek trafił do pogotowia opiekuńczego w Sławnie, a sprawa została zamknięta bez spektakularnego finału.
Dla WOŚP był to bolesny moment, który na lata zmienił sposób zabezpieczania aukcji i weryfikowania rekordowych ofert. Dla opinii publicznej zimny prysznic i przypomnienie, że nawet największe akcje charytatywne mogą paść ofiarą cynicznej gry o rozgłos.




