Ania Wyszkoni o najtrudniejszym momencie w życiu. Krzyczała z bezsilności
Ania Wyszkoni otworzyła się na temat najcięższego czasu w życiu. Nikt nie wiedział, przez co przechodziła. Zaczęła krzyczeć z bezsilności.
Kariera muzyczna Ani Wyszkoni
Ania Wyszkoni to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny muzycznej, która swoją drogę do sławy rozpoczęła w 1996 roku jako charyzmatyczna wokalistka zespołu Łzy. To właśnie z tą grupą wylansowała międzypokoleniowe hity, takie jak „Agnieszka już dawno…”, „Narcyz się nazywam” czy „Oczy szeroko zamknięte”, zdobywając najważniejsze nagrody na festiwalach w Opolu i Sopocie.
W 2010 roku artystka zdecydowała się na odważny krok i rozpoczęła karierę solową, która okazała się strzałem w dziesiątkę – jej debiutancki album “Pan i Pani” błyskawicznie zyskał status podwójnej platyny. Przez lata obecności w show-biznesie Wyszkoni dała się poznać jako wokalistka niezwykle pracowita i wszechstronna, potrafiąca łączyć radiowy pop z nostalgicznymi balladami, co pozwoliło jej utrzymać status gwiazdy przez ponad dwie dekady.
Anna Wyszkoni miała nowotwór
Ania Wyszkoni przeszła przez bardzo trudne doświadczenie zdrowotne, jakim była walka z nowotworem tarczycy. Diagnozę usłyszała w 2016 roku, co było dla niej ogromnym szokiem, zwłaszcza że choroba bezpośrednio zagrażała jej największej pasji i narzędziu pracy – głosowi.
Operacja usunięcia guza wiązała się z dużym ryzykiem uszkodzenia strun głosowych, jednak dzięki szybkiej interwencji lekarskiej i determinacji artystki, proces leczenia zakończył się sukcesem. Piosenkarka otwarcie dzieli się swoją historią, podkreślając, jak kluczowa jest profilaktyka i regularne badania, stając się tym samym inspiracją dla wielu osób zmagających się z podobnymi problemami.
Anna Wyszkoni o najtrudniejszym momencie w życiu
Anna Wyszkoni była gościem w rozmowie z Mateuszem Szymkowiakiem dla “Świata Gwiazd”. Tam otworzyła się na temat momentu, który zmienił całe jej życie. Artystka straciła wtedy przyjaciela, a dokładnie ukochanego psa. Po wypadku była zmuszona poddać go eutanazji. W krótkich czasie artystka musiała pożegnać pupila, z którym była związana przez dekadę.
Nigdy wcześniej o tym nie mówiłam. Może nie byłam gotowa i chyba nadal nie jestem. W zeszłym roku straciłam najlepszego przyjaciela, jakiego miałam w życiu. Został mi jeszcze jeden czworonożny przyjaciel. Mój piesek miał wypadek. Bardzo byłam skupiona na tym, żeby go uratować. No ale się nie udało i musiałam podjąć najtrudniejszą w moim życiu decyzję o eutanazji i to była seria takich wiesz strasznie trudnych wydarzeń, bo to się działo wszystko w dwa dni, kiedy ja musiałam podjąć decyzję. Następnego dnia pojechałam do weterynarza z nim, a dzień później pojechałam do krematorium – mówi Anna Wyszkoni dla “Świata Gwiazd”.
Kiedy wracała do domu z krematorium, nie wytrzymała. Nagle zatrzymała się, jadąc samochodem i zaczęła bezradnie krzyczeć. Jak wyznała później, dla upamiętnienia zwierzaka napisała dla niego piosenkę.
Zresztą mam w telefonie takie zdjęcie, jak siedzę przy tym krematorium, bo czekałam na tego pana i trzymałam to czarne pudełko. To rzeczywiście był taki moment, kiedy dotarło do mnie, że straciłam najlepszego przyjaciela. Nie każdy to pewnie tak odczuwa, nie każdy w taki sposób potrafi do tego podejść emocjonalnie. I jak wracałam z tego krematorium, ono jest w takim polu wiesz stoi gdzieś tam zatrzymałam się na tej drodze i zaczęłam tak z całej siły krzyczeć tak obłędnie, rozpaczliwie krzyczeć. Chciałam w jakikolwiek sposób wyrzucić z siebie te emocje i w efekcie dla mojego pieska napisałam jeden z utworów na płytę, który może być czytany jako pożegnanie z mężczyzną – wyznała Wyszkoni.




