Brigitte Bardot wolałaby urodzić SZCZENIĘ niż małe dziecko: Nie mogłam sobie poradzić z ciążą i z narodzinami dziecka

Brigitte Bardot napisała książkę Łzy walki. Mój manifest w obronie zwierząt. W książce opisuje nie tylko walkę, jaką przez lata prowadziła o prawa zwierząt, ale i porażkę, jaką było jej macierzyństwo.

Brigitte Bardot gorzko o porodzie, byciu matką i niespełnionym macierzyństwie

W książce Brigitte wraca do wypowiedzianych kiedyś przez siebie słów, które ściągnęły na nią gromy:

Wolałabym urodzić szczenię niż małego człowieka – powiedziała Bardot.

Po latach nie wycofuje się z tego stwierdzenia. W książce tłumaczy brak instynktu macierzyńskiego.

Doda w końcu to powiedziała: Nie chcę mieć dzieci

Bardot, która ze względu na wszechobecnych w tamtym czasie paparazzi rodziła w domu, poród wspomina jako największy koszmar:

Nie rodziłam w szpitalu, ale właśnie w domu, dokąd ściągnięto tylko podstawowe zabezpieczenie medyczne. Wolę nie myśleć, co by się stało, gdyby coś poszło nie tak. Przeżyłam wtedy wstrząs, poczułam się głęboko zraniona, nie panowałam już nad sobą. A za to wszystko zapłacił mój syn Nicolas. Dzisiaj już wiem, że to jego obarczałam winą za swoją traumę. Nie mogłam sobie poradzić z ciążą i z narodzinami dziecka, byłam na to zbyt młoda i niedoświadczona, zbyt aktywna, zbyt znana, zbyt rozchwiana emocjonalnie, zbyt normalna jak na moje nienormalne życie. Nie wolno zmuszać kobiety do rodzenia dziecka, nawet jeśli miałaby je z czasem pokochać. Poród powinien być szczęśliwą chwilą w jej życiu, w przeciwnym razie odciska niezatarte piętno na jej psychice. I tak się stało ze mną. Chwile, podczas których nękane zwierzę — a tak się wtedy czułam — wiło się z bólu, myśląc tylko o jednym: „niech to się jak najszybciej skończy”, dotkliwie zaważyły na moim życiu – pisze Brigitte Bardot.

Potem opisuje swoje trudne relacje z synem. Przyznaje, że jako matka zupełnie poległa:

Kiedy Nicolas był dzieckiem, mieliśmy trudne relacje, przykre dla nas obojga, potem jednak jakoś się to ułożyło. Dziś regularnie do siebie dzwonimy. Nicolas mieszka w Norwegii, odwiedza mnie w La Madrague raz do roku, sam lub z rodziną: z żoną, z moimi wnuczkami i nawet z jedną prawnuczką. Nasze stosunki się unormowały. Syn jest wspaniały, kocham go, tyle że na swój sposób. On też mnie kocha. Nie jest do mnie zanadto podobny, fizycznie przypomina swojego ojca, Jacques’a Charriera: ma jego mimikę, jego ruchy, sposób mówienia. Nie żywi chyba do mnie urazy, nie ma pretensji o to, że byłam taką dziwną matką, a przecież niemało się nacierpiał z tego powodu. Nie wiem, czy mnie rozgryzł, czy zrozumiał, czym były nasze wzajemne stosunki, nigdy nie rozmawialiśmy o jego dzieciństwie. Myślę, że nie warto wracać do przeszłości. Było, minęło. Kiedy spędzamy czas razem, mało się do siebie odzywamy — przyjeżdża, żeby się ze mną zobaczyć, żyjemy jakby obok siebie. Nie umiem bliżej zdefiniować naszych stosunków. Niewiele mu z siebie daję, nie wiem, co mu się we mnie podoba, nie będę go o to pytała, bo tego nie potrafię, może kiedyś sam mi to powie. Nie mogę domagać się od niego jakichś szczególnych słów, gestów, względów. Nicolas to człowiek, który ma w sobie wiele siły, ma charakter, jest inteligentny, potrafił stworzyć wokół siebie kokon w postaci rodziny – opowiada aktorka.

Brigitte Bardot – mąż, dziecko, związki

Brigitte Bardot miała 18 lat, gdy wyszła za mąż za reżysera Rogera Vadima, w którego filmie “I Bóg stworzył kobietę” zagrała pamiętną scenę tańca z na stole. Z mężem rozstała się pięć lat później. Po rozwodzie Bardot i jej były mąż pozostali przyjaciółmi i współpracowali.

Marylę Rodowicz pomylono z…. Brigitte Bardot

Podczas pracy nad wspomnianym wyżej filmem aktorka miała romans z żonatym aktorem Jeanem-Louisem Trintignantem. Jednocześnie Bardot romansowała też z piosenkarzem Gilbertem Bécaud.

W 1959 roku aktorka poślubiła aktora Jacques’a Charriera, z którym miała swoje jedyne dziecko – syna Nicolasa-Jacques’a. Po rozwodzie z mężem nie utrzymywała z dzieckiem kontaktów. Synem zajęła się rodzina byłego męża.

Bardot była też żoną niemieckiego milionera Guntera Sachsa (14 lipca 1966 – 1 października 1969) oraz Bernarda d’Ormale (od 16 sierpnia 1992). Miała romanse z Samim Freyem, Sergem Gainsbourgiem i Sachą Distelem. W latach 70. była związana z Miroslavem Brozkiem, rzeżbiarzem, któremu pozowała jako modelka.

  Brigitte Bardot Brigitte Bardot Brigitte Bardot  
Beata Maj

Beata Maj - Head of Brand Content Redaktor Naczelna

Cenię gwiazdy, które inspirują i zarażają dobrą energią. Najchętniej piszę o polskich celebrytach - lubię tych, którzy mają do siebie dystans.

17 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Gdzie jest napisane ze kazdy musi miec dzieci . Nie po to tylko przychodzi sie na swiat , aby sie rozmnazac . Lepiej nie posadzac dzieci na swiat , a potem sie znecac psychicznie i fizycznie , albo dzieci zaniedbywac i wychowywac bez milosci . To jest bardzo wielka odpowiedzialnosc miec dziecko i to na cale zycie , bo jak sobie dziecko wychowasz – tak bedziesz miala .

Ladna

Tak na marginesie jaka ta Brigitte była piękna. Chyba najpiękniejsza mnie aktorka w historii.

Szkoda mi zarówno jej jak i jej syna. Ale przynajmniej cenie ja za szczerość.

Nie każda kobieta posiada instynkt macierzyński. Ja mam 21 lat i nie chce mnie dzieci. Uważam że są słodkie, ale ich towarzystwo meczy mnie ,nie czuje ze umaialabym je wychować. I tez kocham zwierzęta.
Brigitte wydaje się dobrą ,wrażliwa osoba i czula na krzywdę chociażby zwierząt.
Mnie wydaje się że ona po prostu nie chciała być matką, a na dziecko albo namówił ja mąż i ona go tak bardzo kochała ze zgodziła się zajść w ciążę albo po prostu zaszła w ciążę i mąż namówił ja żeby urodziła. Ona była wtedy bardzo młoda -25 lat to wciąż młody wiek. Była zapracowana ;popularna i nie wiodła trybu życia sprzyjającego wychowywaniu dziecka.

Być może gdyby naprawdę była już osoba dojrzała, zbudowała stabilny związek i zakonczyla juz karierę, to z całą tą sprawą macierzyństwa poradziłaby sobie lepiej. A ona nie dość ze była za młoda, niedojrzała do tego, to być może czuła się zmuszona do urodzenia dziecka .

Poza tym zapewne poród w takich tragicznych warunkach zrobił swoje. Te sepy dziennikarze zachowywali się jak jakieś hieny. Odarli te młoda i wrażliwa kobietę z poczucia bezpieczeństwa, komfortu i godnego porodu. Poród to najgorsza rzecz w życiu kobiety i najbardziej intymna. Brigitte musiała ten najbolesniejsze przeżycie przeżyć w okropnych warunkach. Wiła się z bolow i czuła się osaczona,pospieszana żeby jak najszybciej urodzić dziecko, świadoma ze pod rezydencja bądź pod oknem czają się gotowi na wszystko dziennikarze którzy chcą zrobić za wszelką cenę fotkę jej i jej dziecku. W dodatku bała się zapewne ze coś pójdzie nie tak ,może umrzeć, bo za pewne i tak nawet gdyby musiała jechać do szpitala to nie dałaby rady wyjechać z mężem z dzieckiem samochodem ,bo cała drogę zajmuja dziennikarze.

Myślę że to rzeczywiście było dla niej traumatyczne przeżycie i zamiast cieszyć się z narodzin syna ,to potrafiła tylko myśleć o tym jak fatalnie się czuła podczas porodu .

Szkoda matki i dziecka .

Współczuje sytuacji :

Rowniez mam trudne relacje ze starszym synem. Kocham go na swoj sposob. Dbam o niego i czasem zmuszam sie do gestow sprawiajacych mu radość. Staram sie by niczego mu nie zabraklo ale prawda jest taka ze prawdziwa milosc matczyna czuje wobec mlodszej corki. Dużo przeszlismy z synem kiedy byl nienowleciem i nie umiem wytłumaczyć Sobie dlaczego nasze relacje sa takie trudne 🙁

Jak ja ją rozumiem doskonale…zaszłam w ciążę mimo plastrów antykoncepcyjnych, jak się dowiedziałam o ciąży to było już za późno na aborcję farmakologiczną a nie miałam odwagi wyjechać do Holandii mimo że już zamówiłam sobie wizytę w jednej klinice i bilet na podróż. Rodzice przekonywali, że pomogą, że będę żałować, że tamto, że siamto. A miałam już 30 lat. I urodziłam. Mam najwspanialszą córunię na świecie, ona mi każdy zły dzień zamienia w radość. Ale ciąża to był koszmar…

Ja czuje się podobnie jak ona. Mam 28 lat i ani krzty w sobie jakiegoś instynkty macierzyńskiego. Żyje dobrze, niczego mi nie brakuje i należę do tych kobiet, które pewnie nigdy nie zdecydują się na dzieci. A otoczenie ? Mieszkam w małej miejscowości, wszyscy uważają że już powinnam, już wypada, czas najwyższy, zegar tyka itp. Presja otoczenia jest ogromna ale ja mam to gdzieś. Teraz naprawdę można nasłuchać się historii jak jeszcze nasze ciotki miewały depresje poporodowe i nie były gotowe na dzieci. A ostatnio moja koleżanka powiedziała że instynkt macierzyński poczuła w wieku 40 lat i że nigdy nie była gotowa na swoją córkę. Może ten instynkt to zwykle brednie, tylko najzywczajny w świecie strach przed zostaniem samą ?

Ja rozumiem babke, mam malucha i jest nieraz ciężko.. nie rozumiem jednak ludzi ktorzy potepiaja czy glupio gadaja o dziewczynach co dzieci nie chca.. ich sprawa.. dziecko to wielka zmiana, cale zycie potrafi wywrocic do gory nogami taki maly bąbel haha

Dziwna kobieta.Mysle,że coraz więcej dziewczyn tak będzie myślało,faktycznie nie każda jest stworzona do macierzynstwa(i nie pisze tego w negatywnym sensie)

Szanuje kobiety, ktore z wlasnego wyboru, podejmuja decyzje o nie posiadaniu potomstwa.Lepiej byc samemu niz zniszczyc zycie malemu czlowieczkowi .

Jakie to smutne.Sama jestem mama I mimo wzlotow I upadkow, nigdy bym nie mogla wyrzec sie dziecka.