Gwiazda Hollywood z diagnozą raka jelita grubego. To były objawy, które zbagatelizowała
Choroba nowotworowa może przyjść w najmniej oczekiwanym momencie. Przekonała się o tym światowa aktorka. Musiała zmierzyć się z dramatyczną diagnozą raka jelita grubego. Już wcześniej odczuwała symptomy.
U gwiazdy Hollywood zdiagnozowano nowotwór
Uznawana za jedną z najwybitniejszych brytyjskich aktorek, Dame Julie Walters zapisała się w historii kina rolami w takich produkcjach jak „Edukacja Rity” czy seria o Harrym Potterze. Jej talent został doceniony zarówno przez Akademię Filmową, jak i brytyjską monarchię, która odznaczyła ją Orderem Imperium Brytyjskiego.
Uwielbiana za niezwykły urok osobisty, Walters przez półtora roku ukrywała przed światem dramatyczną diagnozę. Gdy prawda o jej stanie zdrowia wyszła na jaw, wywołała ogromne poruszenie, przypominając, jak ważną postacią jest ona dla współczesnej kultury.
Okrutna diagnoza raka jelita grubego
W 2018 roku Julie Walters niespodziewanie zniknęła z radarów mediów. Szczególny niepokój wywołała jej absencja na hucznej premierze kontynuacji „Mamma Mia!”, jednak jej agent konsekwentnie milczał na temat powodów tej decyzji. Prawdę poznaliśmy dopiero półtora roku później, gdy gwiazda w poruszającej rozmowie z Victorią Derbyshire z BBC wyznała, z czym musiała się mierzyć. Wszystko zaczęło się niewinnie – sporadyczne wymioty i bóle brzucha kładła na karb przemęczenia pracą przy „Tajemniczym ogrodzie”. Niestety, diagnoza lekarzy była bezlitosna: nowotwór jelita grubego w trzecim stadium.
Myślałam: “To niemożliwe, lekarz musiał się pomylić”. Nie mogłam uwierzyć. (…) Przekazałam mu [mężowi] to, co usłyszałam. Nigdy nie zapomnę jego wyrazu twarzy i łez, które mu napłynęły do oczu.
Julie Walters nie zamierzała składać broni. Wspierana przez lekarzy, którzy dawali jej realne nadzieje na wyzdrowienie, całą energię skierowała na walkę o życie. W szczerym wywiadzie dla BBC zdradziła, że kluczowym etapem była operacja polegająca na usunięciu części jelita grubego oraz okrężnicy. Po inwazyjnym zabiegu gwiazda musiała przejść przez wyczerpujący proces chemioterapii oraz długotrwałe leczenie farmakologiczne, które miało wyeliminować resztki choroby.
Gdy obudziłam się po operacji, czułam się dziwnie. Zapytałam wtedy pielęgniarkę, czy program “Love Island” jest jeszcze emitowany. Tego wieczoru obejrzałyśmy razem jeden odcinek.
Terapia okazała się pełnym sukcesem. Dziś, osiem lat od usłyszenia diagnozy, Julie Walters cieszy się remisją i zupełnie nowym podejściem do życia. Gwiazda, która przez dekady meldowała się na planach filmowych o świcie, świadomie nacisnęła hamulec. Wybrała spokój kosztem intensywnej kariery, uznając, że nadszedł czas na zasłużony odpoczynek i dbanie o własne siły.
Choroba zmieniła życie Walters
Prawie trzy lata temu fani Julie Walters liczyli na jej wielki powrót w miniserialu „Truelove”. Miała to być jej pierwsza rola od czasu zdiagnozowania nowotworu, czyli po blisko pięcioletniej przerwie. Ostatecznie jednak aktorka wycofała się z projektu, a jej miejsce zajęła Lindsay Duncan.
Choć nagła rezygnacja wywołała niepokój, jej agent wyjaśnił, że powodem nie był nawrót choroby, lecz dotkliwe bóle pleców. Sama Walters w rozmowach z BBC przyznaje, że nie zamyka drzwi przed aktorstwem, jednak jeśli wróci przed kamery, to na własnych zasadach – bez morderczego tempa, które narzucała sobie przed laty.
Nie mówię, że nigdy więcej nie zagram. Ale nie sądzę, żebym przyjęła rolę, która wymaga ode mnie pracy sześć dni w tygodniu, od piątej rano do siódmej wieczorem.
Gwiazda dotrzymała słowa, sprawiając swoim wielbicielom ogromną radość. Julie Walters powróciła na wielki ekran w familijnym hicie „Paddington w Peru”, gdzie po raz kolejny z wdziękiem wcieliła się w uwielbianą przez widzów postać pani Bird.


s wys tra sz ona zro bi , aby wysz ło zle ce nie