Perfekcyjna, o nienagannym stylu. Dziś Justyna Pochanke stanowi już markę w dziennikarstwie. Ale i ona była kiedyś młoda, czasem robiła głupstwa. O słodkich latach młodości opowiedziała magazynowi Pani.

Jako 14-latka wybrała się ze znajomymi na wystawę psów. Tylko rodzice o niczym nie wiedzieli. Kiedy Justyna wróciła do domu wieczorem, odchodzili od zmysłów. Mama postanowiła ukarać ją obcięciem grzywki o dwa centymetry.

To był dramat, bo nie znosiłam krótkiej. Na szczęście mi darowała, ale od tego czasu miałyśmy umowę: pół godziny spóźnienia – obcinamy centymetr grzywki. Nieludzkie? Skuteczne, a traumy nie mam – opowiada Justyna Pochanke.

Dziennikarka wspomina też, jak podczas pierwszych samodzielnych wakacji kupiła z koleżanką 250 gramów ajerkoniaku. Wydały pieniądze, które były przeznaczone na jedzenie przez trzy dni.
Nie byłyśmy w stanie go wypić, żal było zostawić, więc wlałyśmy do butelki po śmietanie i zabrałyśmy na wynos – wspomina Pochanke.

Dziennikarka czasami fundowała sobie wagary. Niestety, najczęściej wpadała podczas ucieczek – na przykład na przejściu dla pieszych wchodziła pod samochód swojej mamy.

Na zdjęciu – Justyna Pochanke z córką.