W najnowszym wydaniu Vivy! – szok i zaskoczenie. Liroy w takiej ciepło-rodzinnej sesji? Prawie jak gwiazda serialu. Najwyraźniej jednak każdy się zmienia.

Przyszedł więc czas, że Liroy pokazuje swoje cieplejsze oblicze. Mało tego – zaczął się zwierzać.

– Nie wiem, co to znaczy wychowywać się w normalnej rodzinie. Mój ojciec był alkoholikiem, lał nas wszystkich przy każdej okazji, a mama kompletnie sobie z tym nie radziła. Wiem z relacji dziadków, że w dniu ślubu, kiedy mama była już ze mną w ciąży, pobił ją. Był strasznym człowiekiem. A matka – najbardziej zastraszoną kobietą, jaką znam.

Właściwie to ja doprowadziłem do rozwodu rodziców. Kiedy wiele lat temu wróciłem na chwilę ponownie do domu i zobaczyłem, w jakim matka jest stanie, zaprowadziłem ją do sądu i wraz z siostrą zeznawałem przeciwko ojcu. Mieliśmy już dosyć tej sytuacji. Życie z tym kolesiem to był koszmar. Nawet na rozprawy przychodził pijany – opowiada w wywiadzie dla Vivy!.

Był niepokornym dzieckiem – często uciekał z domu, pierwszy raz w wieku siedmiu lat.

– Nocowałem wtedy w piwnicy, czasem w krzakach, na „mecie”, a najczęściej na podwórku. Przeważnie uciekałem do innych miast.

Mówi, że poprawczak nie nauczył go niczego dobrego, bo kuratora nie obchodziły tak naprawdę jego problemy. Sam wyciągnać z tego tylko jedną lekcję: nie załamywać się.

W szkole lepiej nie było, bo chyba tylko nauczycielka od polskiego potrafiła go pochwalić. Inni byli przeciwko i takim oto sposobem musiał powtarzać jedną klasę.

Kiedy już w piątej klasie wylądowałem w ośrodku, przejąłem się strasznie. Paradoksalnie dopiero tam pomyślałem, że nauka jest ważna. Zacząłem przykładać się, poprawiłem stopnie. I wtedy jedna z nauczycielek usadziła mnie na kolejny rok. Powiedziała mi bezczelnie w twarz, że za to, kim jestem. Straszny cios – byłem wtedy nikomu niepotrzebnym dzieciakiem, który chciał lepiej żyć, a zostałem jeszcze raz ukarany. Kolejną karę dostałem w domu – kiedy ojciec dowiedział się, że nie zdałem.

Tzw. „Warszawka\” go nie kręci. Narzeka na grono fałszywych pochlebców, którzy pod pretekstem zrobienia dobrego interesu chcą wyciągnąć od niego pieniądze.

– W Warszawie spotykamy wielu dziwnych ludzi. Z pozoru ułożeni, gwiazdy z serialu, a potem widzisz, jak w toalecie biorą dragi i bzykają się wszyscy ze wszystkimi. Szybko się zorientowaliśmy z Piotrkiem, kto jest kim w tym towarzystwie – opowiada jego żona, Joanna Krochmalska.

– Moi kumple oczywiście nie wierzyli, że nie jesteśmy kochankami. Mówili, że to niemożliwe. A my do łóżka trafiliśmy po kilku miesiącach… Ale zanim to się stało, poznaliśmy się i naprawdę polubiliśmy – przekonuje Liroy.

– Myślałam, że jest zboczonym chamem. A on jest naprawdę kochany. Wiem, że zrobi dla mnie wszystko – dodaje małżonka.

Twierdzi, że najbardziej może polegać na żonie, którą nazywa \”najlepszą przyjaciółką\”. Tak zresztą było, bo na początku raper myślał, że… jest lesbijką. Powstała więc przyjaźń trwająca kilka miesięcy.

Tak mocna, że artysta wyciągnął Joannę z więzienia.

– Wylądowałam w areszcie. Zasłużenie, miałam nierozwiązane sprawy sprzed lat. Z okresu młodzieńczego buntu. Mój ukochany tata zmarł, kiedy miałam 14 lat. Był policjantem. Ja też kiedyś chciałam, jak on, iść do szkoły policyjnej. Potem, cztery lata później, zmarła mama. Odechciało mi się wtedy żyć. Został ze mną mój młodszy 12-letni brat, którego wtedy adoptowałam, żeby nie trafił do sierocińca. Trochę wtedy pobłądziłam. Trafiłam na złe towarzystwo i nagrabiłam sobie – przyznaje Joanna.

Na końcu prawie jak w typowej love story – Liroy pojawił się przed ukochaną, gdy opuszczała celę. Był chudszy o 15 kilogramów.

Tak proszę Państwa rodzi się miłość.

Pełen wywiad (wraz z sesją zdjęciową) dostępny na stronie internetowej magazynu Viva.