Nie było jej gdy Tomek odchodził. Anastazja Jakubiak pierwszy raz ujawnia co się działo
Choć od śmierci Tomasza Jakubiaka minął niemal rok, dla jego bliskich czas żałoby wciąż trwa. Anastazja Jakubiak po raz pierwszy tak szczerze opowiedziała o tym, co działo się w ostatnich miesiącach życia ukochanego, o jego decyzjach, o własnej bezradności i o tym, dlaczego nie było jej przy nim w chwili odejścia.
Pierwszy rok bez Tomka
Zbliżająca się rocznica śmierci Tomasza Jakubiaka sprawia, że wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą. Anastazja Jakubiak nie ukrywa, że ostatnie tygodnie były dla niej czasem szczególnego napięcia i wewnętrznego poruszenia. Jak przyznała, wraz z upływem miesięcy zaczęła coraz mocniej odczuwać, że domyka się pierwszy, bardzo trudny etap życia bez męża. Nie oznacza to jednak, że jest gotowa postawić wyraźną granicę między żałobą a nowym początkiem.
Równo miesiąc do pierwszej rocznicy jego odejścia. Zaczęłam czuć, że w ciele i we mnie zaczęło coś pracować. To już jakieś domknięcie pewnego etapu. Tak naprawdę szybko to minęło i nie wiem, czy mam gotowość w sobie, żeby to zamknąć. Nie czuję żadnej presji. Minął pierwszy rok, wszystkie pory roku są za nami i to wszystko już przeszliśmy z synkiem. Domykam ten rok, ten pierwszy rok bez Tomka — mówiła.
Wdowa po kucharzu mówi o tym z dużą ostrożnością. Podkreśla, że nie chce wywierać na sobie żadnej presji i nie zamierza udawać, że wszystko już zostało przepracowane tylko dlatego, że minął rok. Zwraca też uwagę, że ten czas był pełen pierwszych doświadczeń przeżywanych bez Tomka m.in. pierwszych świąt, pierwszych zmian pór roku, pierwszej codzienności, którą musiała ułożyć na nowo razem z synem.
Tego chciał Tomasz Jakubiak
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów jej wyznania jest wspomnienie ostatnich chwil życia Tomasza Jakubiaka. Anastazja po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o tym, dlaczego nie było jej przy mężu, kiedy odchodził. Jak wyjaśniła, nie była to kwestia przypadku ani chłodnego dystansu, ale świadomej decyzji, którą sam Tomek jasno komunikował jeszcze wcześniej. Zdradziła, że jej mąż nie chciał, by była świadkiem jego śmierci. Zależało mu na tym, by zapamiętała go żywego, a nie w ostatnim, najtrudniejszym momencie. To właśnie z tego powodu Anastazja nie opisała szczegółowo tej chwili także w swojej książce.
Tomek zawsze prosił mnie, że mam nie być przy jego śmierci, a po drugie chciał, żebym zawsze go pamiętała żywego i tak go chcę zapamiętać. Dlatego ja nie wracam do momentu tego odejścia i tej śmierci. Dla mnie tak naprawdę z jego śmiercią kończy się nasze życie tutaj na ziemi, ale myślę, że on jest tą energią, która krąży i podsyła mi dobrych ludzi, otacza mnie opieką — tłumaczyła.
Dopiero później ujawniła, jak wyglądały tamte okoliczności. Gdy Tomasz Jakubiak odchodził w Grecji, ona sama była już poza granicami tego kraju i fizycznie nie miała możliwości, by wsiąść w samolot i zdążyć do niego na czas. W jej opowieści nie ma jednak żalu do samej sytuacji. Jest raczej próba zaakceptowania tego, że wszystko wydarzyło się zgodnie z jego wolą.
W momencie jak dowiedziałam się, że on odchodzi, byłam poza granicami Grecji. Nie mogłabym fizycznie do niego w tym czasie wsiąść w samolot i dolecieć, bo to już się działo — mówiła.
Choroba zmieniła wszystko
Anastazja Jakubiak opowiedziała także o tym, jak wyglądał czas choroby męża od środka. Nie ukrywa, że od momentu diagnozy ich życie całkowicie się zmieniło. Pojawił się lęk, niepewność i konieczność funkcjonowania w dwóch równoległych scenariuszach. Podkreśla, że ani ona, ani Tomek nie żyli naiwną pewnością, że wszystko na pewno skończy się dobrze. Zamiast tego robili wszystko, co było możliwe, by wykorzystać każdą szansę, ale jednocześnie mieli świadomość, że nie da się przewidzieć biegu wydarzeń. To doświadczenie nauczyło ją ogromnej pokory wobec życia i szacunku do prawa drugiego człowieka do decydowania o sobie nawet w najtrudniejszych chwilach.
Starałam się wtedy, chociaż to było bardzo trudne, ale uszanowałam każdą jego decyzję. Dzisiaj też miałabym tę gotowość, żeby dać mu wolną rękę. W obliczu sytuacji, w której byliśmy, tak naprawdę nie wiedzieliśmy, jak się ta sytuacja potoczy. Zakładaliśmy dwa warianty: wyzdrowieje albo niestety odejdzie (…). To mi pokazało, że życie jest bardzo krótkie, ulotne i że po prostu szkoda marnować czas — opowiadała.
W jej słowach wybrzmiewa też prawda o tym, jak bardzo choroba uderza nie tylko w ciało, ale i w psychikę. Anastazja przyznała, że Tomek długo walczył sam ze sobą. Diagnoza mocno go załamała, zamknął się w sobie, a w pewnym momencie odsunął się nawet od syna. Nie wynikało to jednak z braku miłości, ale właśnie z ogromnej bezradności i bólu.
On bardzo długo walczył ze sobą. Od momentu diagnozy mocno załamał się, zamknął się w sobie. Był też moment, w którym odsunął trochę młodego od siebie. To była taka ochrona, ponieważ myślał, że wtedy jest niewystarczającym ojcem, skoro nie może realizować wszystkich planów tak, jak wcześniej mógł — podsumowała.





a pieniądze ze zbórki naleczenie zostały wykorzystane ?