TYLKO U NAS: Peretti o pierwszych godzinach po wypadku syna. Policjanci pokazali jej TO, a ona nadal nie wierzyła w to, co się stało
Sylwia Peretti w podcaście Kozaczek.pl po raz pierwszy mierzy się z trudną przeszłością. Opowiedziała, kto poinformował ją o śmierci syna, co zastała na miejscu tragedii oraz jaką rzecz pokazano jej na komisariacie policji, by potwierdzić tożsamość Patryka.
Sylwia Peretti w podcaście dla Kozaczek.pl
Świat Sylwii Peretti legł w gruzach w połowie lipca 2023 roku. Uczestniczka programu „Królowe życia” straciła jedynego syna, Patryka, który zginął w tragicznym wypadku samochodowym w Krakowie. Po tej dramatycznej stracie gwiazda niemal całkowicie zniknęła z życia publicznego. Wycofała się z mediów i skupiła na przeżywaniu straty oraz próbie odnalezienia się w nowej, bolesnej rzeczywistości.
Dziś, po niemal trzech latach od tragedii, zdecydowała się wrócić do tamtych wydarzeń. W szczerej rozmowie z Wiktorem Słojkowskim w podcaście dla Kozaczek.pl Sylwia Peretti opowiedziała o pierwszych godzinach po wypadku syna. Jej wspomnienia są niezwykle emocjonalne i pełne szczegółów, które – jak sama przyznaje – na zawsze zapisały się w jej pamięci.
Jak Sylwia Peretti dowiedziała się o śmierci syna?
Peretti doskonale pamięta moment, w którym po raz pierwszy usłyszała o wypadku. Był wczesny poranek, cisza w domu i telefon, który nagle przerwał spokój.
Rano telefon zadzwonił do Łukasza… Pamiętam to jak przez szkło powiększające. Nie da się zapomnieć takiego telefonu. Zadzwonił policjant do Łukasza. To była 6 rano, wszyscy spali, była cisza. Usłyszałam całą tę rozmowę. Pytanie było: czy jesteś z Sylwią? Ale jesteś z nią? Wiesz co, Patryk miał wypadek. Łukasz zaczął dopytywać: Jak to wypadek? Gdzie?. Najprawdopodobniej nie żyją. Patryk z kolegami.
Słowa, które padły w słuchawce, były trudne do przyjęcia. Jak wspomina Peretti, w pierwszej chwili nie była w stanie zareagować”
Ja nic nie powiedziałam. Po prostu usiadłam na łóżku. Zaskoczyłam jakby mnie poparzyło. Zaczęłam biegać po domu i ubierać się, rozrzucając wszystko, mimo że jestem pedantką i mam wszystko poukładane. Stałam i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Włożyłam pierwsze lepsze cichy, wybiegłam przed dom i po prostu stałam. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Miałam w ręce klucze i telefon. I Łukasz mówi: kochanie, jedziemy. A ja na niego patrzyłam, jakbym była w jakiejś cyberprzestrzeni. Jakby nic do mnie nie docierało. Mówiłam sobie, że to nie możliwe. Przecież oni pojechali z nią do domu. Jak? Gdzie? – zadawała sama sobie pytania.
Sylwia Peretti o wizycie w miejscu wypadku
Kolejne chwile to droga na miejsce wypadku i próba zrozumienia informacji, które wydawały się zupełnie nielogiczne:
Usłyszeliśmy, że wypadek był przy Moście Dębnickim. Więc to już kompletnie mi nie pasowało z tego względu, że my mieszkamy w Krakowie, a Patryk mieszkał koło Wieliczki. Pomyślałam, ale co on robił w Krakowie? To niemożliwe. I pierwsze co, pojechaliśmy pod ten most.
Na miejscu nie było już śladu po samochodzie. Zostały jedynie służby sprzątające miejsce zdarzenia:
Zajechaliśmy na miejsce, a tam panowie w kamizelkach sprzątali, zbierali jakieś szkło. Auta już nie było. Usiadłam na schodach przy Wawelu i patrzyłam, że oni tam sprzątają. Nawet nie byłam w stanie płakać, bo nie wierzyłam w to, że coś się stało. Jeszcze zastanawiałam się, jakim cudem oni sprzątają na dole, jak przecież tu są schody. Mówię, że to niemożliwe, że ktoś się pomylił – powiedziała Sylwia Peretti w podcaście Kozaczek.pl.
Tak Sylwia Peretti zareagowała na wiadomość o śmierci syna
W tamtej chwili Peretti wciąż próbowała znaleźć racjonalne wyjaśnienie sytuacji. Jak przyznaje, w jej głowie pojawiały się różne scenariusze. Wszystkie poza tym najtragiczniejszym.
Łukasz zadzwonił do tego policjanta. Powiedział, że tu nic nie ma i co mamy robić dalej. W trakcie próbowałam milion razy dzwonić do Patryka, ale w słuchawce słyszałam pocztę. Myślałam, że może ktoś mu ukradł do auto. Miałam milion wersji, które mogły się zdarzyć. Każda była prawdopodobna, ale nie ta jedna. Poza tym nie wiedziałam, z kim on był w tym aucie. Nic nie wiedziałam.
Jak policja poinformowała Sylwię Peretti o śmierci syna?
Po chwili Peretti i jej partner pojechali na komisariat przy ulicy Mogilskiej w Krakowie. Jak wspomina, droga do komendy całkowicie zatarła się w jej pamięci.
Przyjechaliśmy na Mogilską do Krakowa parę minut później, bo to jest rzut beretem. Ale drogi nie pamiętam. Ani z domu do mostu, ani z mostu na komisariat. Pamiętam tylko moment, jak już wchodziłam do gabinetu na komendzie. Było dwóch policjantów, ale ja tam przyszłam w wersji zadaniowej. Króciutko – gdzie, co i jak.
Atmosfera spotkania była dla niej trudna do zniesienia:
Nie spodobało mi się, że ich było dwóch. Kręcili się, motali, nie wiedzieli jak się zachować. A ja siedziałam i czekałam. Powiedziałam, że dopóki go nie zobaczę, to nie uwierzę. Powiedzieli, że było czterech chłopaków. Powiedzieli, że zginęli.
Rzecz, którą Sylwia Peretti dostała od policji po śmierci syna
Najbardziej bolesna chwila przyszła, gdy policjanci pokazali jej jedną z rzeczy należących do syna.
Przesunęli mi tylko portfel Patryka i zapytali, czy to jest jego. Powiedziałam, że tak. I to był ten moment, kiedy zaczęło docierać, że… Liczyłam na to, że ten portfel był w aucie.
Jak przyznaje dziś, do ostatniej chwili próbowała odrzucać najgorszy scenariusz.
Okłamywałam się do końca. Do dziś.
Podcast z Sylwią Peretti dla Kozaczek.pl obejrzysz poniżej.

