To miały być spokojne święta… Nagle wyszło na jaw, co zrobił Krawczyk w domu u Olbrychskich tuż przed Wielkanocą
To miała być spokojna, świąteczna rozmowa o kuchni, tradycjach i wspólnym spędzaniu czasu przy wielkanocnym stole. W programie „Pytanie na śniadanie” panowała ciepła, rodzinna atmosfera, a goście dzielili się wspomnieniami i anegdotami z życia prywatnego. Nikt jednak nie spodziewał się, że w pewnym momencie padnie historia, która całkowicie zmieni ton rozmowy i wywoła salwy śmiechu, a przy okazji przypomni jednego z najbardziej lubianych artystów.
Wielkanocne klimaty
W wielkanocny poranek w programie „Pytanie na śniadanie” pojawili się wyjątkowi goście: Daniel Olbrychski oraz jego żona Krystyna Demska-Olbrychska. Rozmowę poprowadzili Anna Lewandowska i Robert Stockinger, którzy od początku nadali jej lekkiego, świątecznego charakteru. Tematem była przede wszystkim kuchnia, tradycje i przygotowania do świąt. Szybko okazało się, że w domu Olbrychskich gotowanie ma szczególne znaczenie, a wspólne posiłki są ważnym elementem rodzinnej atmosfery. Krystyna Demska-Olbrychska przyznała, że choć na co dzień nie zawsze ma czas, gotowanie sprawia jej dużą przyjemność, a szczególnie gdy może przygotować coś dla bliskich lub zaproszonych gości.
Ja umiem gotować, mogę tak powiedzieć nieskromnie i lubię gotować.
Opowiadała również o kulinarnych wspomnieniach związanych z wybitnymi postaciami. W rozmowie pojawił się m.in. Andrzej Wajda, który miał swoje ulubione potrawy.
Andrzej Wajda zamawiał placki ziemniaczane… Ostatnia rozmowa to było umówienie się na placki.
Jedna noc i cała szynka
W pewnym momencie prowadzący nawiązali do świątecznych przygotowań i wspomnieli o sytuacjach, gdy coś nie dotrwało do świąt. To właśnie wtedy Daniel Olbrychski przywołał historię, która natychmiast przyciągnęła uwagę. Okazało się, że kiedyś przygotowana na święta szynka… zniknęła jeszcze przed Wielkanocą. A odpowiedzialny za to był sam Krzysztof Krawczyk.
Krzysiek Krawczyk po prostu zjadł nocą całą szynkę.
Jak dodał aktor, nie była to mała porcja.
Trzy kilo to było… albo kilo co najmniej.
Z każdą kolejną sekundą opowieść robiła się coraz bardziej barwna. Okazało się, że wokalista początkowo miał tylko spróbować przygotowanego mięsa, ale sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli.
Najpierw obgryzł koło taką ścieżkę, a potem mówi: a to już szkoda zostawia.
Wspomnienie pełne ciepła i humoru
Choć sytuacja mogła wydawać się problematyczna w końcu chodziło o świąteczne przygotowania, to jednak nikt nie miał do Krzysztofa Krawczyka pretensji. Wręcz przeciwnie, cała historia została opowiedziana z ogromnym dystansem i sympatią.
Nie można było być złym na Krzysia.
Jak wspomniano, również jego żona Ewa podchodziła do tego z humorem i często wracała do tej historii.
Ewa tak pięknie o tym opowiadała.
Anegdota ta znalazła się nawet w książce „Dary losu” i do dziś jest przywoływana jako przykład wyjątkowej osobowości muzyka. Wielkanocna atmosfera tylko wzmocniła ten przekaz, bo to przy świątecznym stole najczęściej wracają takie historie, które są lekkie, zabawne, ale jednocześnie pełne wzruszeń.




