Tylko u nas! Tak Racewicz przekazała synowi wiadomość o śmierci ojca. Jej wyznanie łamie serce

Joanna Racewicz, fot. Kozaczek Exclusive/FB Joanna Racewicz, fot. Kozaczek Exclusive/FB

Temat utraty kogoś bliskiego nie należy do najłatwiejszych, a jeżeli w grę wchodzą jeszcze emocje dziecka, to zaczynają się prawdziwe schody. Beata Sadowska nie bała się poruszyć tematu śmierci rodzica z Joanną Racewicz. W podcaście dla “Super Mamy” panie rozmawiały o tym, jak przekazać taką informację dziecku.

Historia miłości Joanny Racewicz

Joanna Racewicz była żoną Pawła Janeczka. Poznali się w 2002 roku na pokładzie rządowego samolotu. Usiedli obok siebie, zaczęli rozmawiać i wkrótce zrozumieli, że łączy ich więcej niż się spodziewali. Joanna Racewicz tak wspominała to spotkanie i zapewnienia, Pawła Janeczka, że wszystko będzie dobrze:

To był krótki lot, z Łodzi do Warszawy. Siedliśmy tuż obok siebie. Potem do końca mieliśmy spór o to, kto pierwszy zwrócił uwagę na drugą osobę. To był wyjątkowo trudny lot, panowały okropne warunki pogodowe. Burze, turbulencje. Lecieliśmy starym Jakiem, którym w pewnym momencie zaczęło rzucać na wszystkie strony. Nic się nie martw, damy radę. Zawsze lądujemy.

Ślub wzięli we wrześniu 2004 roku. 4 lata później, 23 kwietnia 2008 roku Joanna Racewicz urodziła ich jedyne dziecko, ukochanego syna Igora. Chłopiec stracił ojca, gdy miał zaledwie dwa latka. Para planowała powiększyć rodzinę, ale tego marzenia nie udało im się zrealizować.

Paweł Janeczek zginął w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r.

Zobacz więcej: Tylko u nas! Jak dziecko naprawdę przeżywa rozwód i rozstanie? Joanna Racewicz: “Nie oszukuj dziecka”
Paweł Janeczek z synem, fot. Instagram
Paweł Janeczek z synem, fot. Instagram

Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci

Śmierć kogoś bliskiego jest bolesna dla osób dorosłych, ale dla dzieci, które po raz pierwszy doświadczają straty, ta sytuacja może być równie przykra, co niezrozumiała. W naszym życiu stajemy w obliczu różnych sytuacji związanych ze stratą. Tym, co sprawia, że przepracowanie żalu po śmierci bliskiej osoby jest tak trudne, jest proces uświadomienia sobie i akceptacji, że ta osoba już nie wróci.

Reakcja dziecka na śmierć bliskiej osoby może być różna w zależności od jego wieku i wcześniejszych doświadczeń. Najmłodsze dzieci (poniżej 5. roku życia) często nie rozumieją, że śmierć jest czymś nieodwracalnym i pytają, czy ta osoba wróci. Te zachowania są bardzo powszechne i zwykle ustępują z czasem. Starsze dzieci w wieku od 6 do 11 lat zaczynają rozumieć, że śmierć jest czymś ostatecznym. Mogą martwić się, że umrą także inni bliscy czy przyjaciele oraz zadawać więcej pytań. Dzieci w tym wieku mogą również okazać swój żal poprzez gniew, a nawet odczuwać ból fizyczny. Młodzież od 12. roku życia rozumie, że śmierć jest nieodwracalna i czeka każdego. Młodzi ludzie często chcą zrozumieć, dlaczego coś się dzieje. Ich reakcje mogą obejmować apatię, gniew, smutek czy problemy z koncentracją.

Należy pamiętać, że nie ma jednego „właściwego” sposobu przeżywania żałoby ani przebiegu jej etapów, a najważniejsze to nie ukrywać prawdy i nie odwlekać jej przekazania.

Zobacz więcej: Tak zmieniała się przez lata Anita Werner. Mało kto wie, jak zaczynała karierę

Tak Joanna Racewicz poinformowała syna o śmierci taty

Beata Sadowska zauważyła, że Racewicz po stracie męża musiała mieć podwójnie trudno, ponieważ mogła odczuwać potrzebę wynagrodzenia dziecku braku obecności drugiego rodzica. Dostrzegła także, to ile trzeba mieć w sobie siły, żeby nie zagłaskać tej małej istoty, a dać mu poczucie, że może coś robić sam.

Bardzo często słyszałam, że teraz to ja muszę być jednocześnie mama i tatą. Wiem, że osoby, które to mówiły, chciały dobrze. To było z takiego miejsca dobrych intencji. […] To było z takiego miejsca, chcę dla ciebie dobrze, chcę ci uświadomić powagę sytuacji, w jakiej jesteś. I super. Dziękuję, ja to wiem.

Joanna Racewicz dodała:

Problem w tym, że nie można być mama i tatą. Można być tylko w jednej roli. […] Ta podwójność roli polega na tym, że jest taka część wychowania, która jest atawistycznie, kulturowo po stronie taty. Bo to on zabiera na mecze, bo to on uczy jeździć na rowerze, biega z tym śmiesznym kijkiem. Mamy też to robią, częściej widzę ojców w takiej roli i przysięgam, że za każdym razem było mi z tym tak strasznie trudno i ciężko. […] Jak w przedszkolu był dzień taty, potem ze względu na nas, zamieniony na dzień rodziny. […] Po pierwszym dniu taty, kiedy Igor wybiegł z tego pokoju, tej salki gdzie to wszystko się odbywało, gdzie ci tatusiowie… Potem miałyśmy taką rozmowę z jedną z jego wychowawczyń. Ona powiedziała, wie pani co, przepraszam, jakoś tego nie zauważyłyśmy, jakoś to przeoczyłyśmy. I to już się nigdy więcej nie powtórzy. I to było dla mnie naprawdę ważne, bo ktoś zobaczył, że tam jest jakaś niezręczność. I nawet jeśli on jest jeden jedyny w całej tej grupie, to warto mieć na to wzgląd.

Panie wspomniały też o Pawle Janeczku, mężu Joanny Racewicz.

Dziennikarka stwierdziła:

 Byłby fenomenalnym tatą, to wiem na pewno. On był fenomenalnym tatą.

I dodała:

Tylko krótko.

Beata Sadowska wróciła wspomnieniami do czasu po katastrofie smoleńskiej. Zwróciła uwagę, że Racewicz od samego początku postanowiła, że nie będzie oszukiwać swojego syna. A miał on wtedy niespełna 2 lata.

Ale jak okłamywać?! […] Szacnek jest dla mnie kluczowy.[…] Ja wiem, że to jest trudne. […] Wiele razy mówiłam o nim, że był moją kotwicą do rzeczywistości. I tak było. Ogromnie współczuję i naprawdę przytulam, do serca najczulej jak potrafię, tych wszystkich, którzy zostają i takiej kotwicy nie mają. […] Bo wtedy powrót do pustego domu jest upiornie ciężki.

Dziennikarka nie ukrywała, że podziwia Joannę Racewicz za postawienie na prawdę, że to na pewno było wyzwalające, ale to musiało być cholernie trudne.

Racewicz odparła:

To jest trudne i bardzo często spotykam się z kobietami, najczęściej z kobietami, ale z mężczyznami też, z ojcami, którzy zostają sami i gadamy wtedy o tym, jak to powiedzieć i jakich słów użyć. To jest moja być może jakaś domorosła teoria, być może ktoś to kiedyś gdzieś zauważył, ale też ten system odpornościowy dziecka jest na tyle plastyczny, że ono to przyjmie. I jeśli w tym wzrasta, to ono to przyjmie. Wiesz, wtedy znacznie gorzej. Ta ostateczność odejścia taty znosiło dzieci, które miały 6, 7, 10, 15 lat. Z taką bolesną świadomością już niemal dorosłego systemu nerwowego. Taki mały chłopczyk, bo tak właśnie jest. I też być może, gdyby teraz siedziała, koło nas Aida, to pewnie pokiwałaby głową, ale wiesz, jest coś takiego, że dzieci małe mają jakąś nadzwyczajną umiejętność łączenia się z czymś, co jest ponadzmysłowe i co nie mieści, w naszym kartezjańskim myślę, więc jestem.

Joanna Racewicz dodała:

Ja to widziałam na własne oczy, ja słyszałam jego rozmowy. Tak jakby ktoś mu opowiadał, machał do kogoś, wiesz. I być może to jakoś była taka bezpieczna, taka łagodna poduszka, taka wata, na którą się upada z wysokości. I pewnie było mu przez to łatwiej. To w pewnym momencie znika. Bo musi. Bo musi, bo szkoła, bo realność, bo wiesz. Nigdy nie chciałam mu tego odebrać, wręcz przeciwnie. Bardzo mu tego zazdrościłam, tego połączenia.

Na koniec prezenterka powiedziała o synu:

Wiele razy mówiłam o nim, że był moją kotwicą do rzeczywistości i tak było.

Cała rozmowa z Joanną Racewicz poniżej:

 

YouTube Video
Joanna Racewicz/Beata Sadowska, fot. Kozaczek Exclusive
Joanna Racewicz/Beata Sadowska, fot. Kozaczek Exclusive
Joanna Racewicz, fot. Kozaczek Exclusive
Joanna Racewicz fot. Kozaczek Exclusive
Beata Sadowska, fot. Kozaczek Exclusive
Beata Sadowska, fot. Kozaczek Exclusive
racewicz
 
0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze