Filip Łobodziński po raz pierwszy o śmierci córki: “Chce mi się wyć.Codziennie”
Trzy lata temu dziennikarz Filip Łobodziński i jego rodzina przeszli ogromną tragedię. Na nowotwór mózgu zmarła córka Łobodzińskiego, Marysia. Dziennikarz długo nie rozmawiał z nikim o śmierci ukochanej córki. Teraz przerwał milczenie i udzielił wywiadu dla dziennik.pl
Nie żyje córka Filipa Łobodzińskiego
Marysia Łobodzińska zmarła 1 października 2015 roku. Jej pogrzeb odbył się 6 października w kościele św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach. Od tego czasu jej tata rzucił się w wir pracy, który miał odciągnąć jego myśli od rodzinnego dramatu. Dopiero teraz wyznał, co naprawdę czuje.
ŚMIERĆ tych młodych gwiazd wstrząsnęła światem
Czym innym jest nagła śmierć, a czym innym odchodzenie na nowotwór. Od pewnego momentu człowiek już wie, jaki jest koniec. I stara się tylko o to, żeby wszyscy przeszli przez to godnie, z bólem, ale w stanie jakiejś głębszej duchowości. Tego wszystkiego nie da się oswoić. Ale trzeba robić, co się da. Mnie się wyć chce do dziś, codziennie. Przecież dopiero co, 1 października była trzecia rocznica śmierci Marysi. Ale zdaję sobie sprawę, że choćby nie wiem, jak zaklinać świat, to słońce wzejdzie, to po ziemniaki trzeba pójść. Wielu ludzi już odchodziło i ich bliscy musieli dalej żyć. Nie jestem więc wyjątkowy. – powiedział dziennikowi.pl
5 zdań, których nie masz prawa powiedzieć kobiecie po poronieniu
Marysia o chorobie dowiedziała się, kiedy przez dłuższy okres czasu nasilały się u niej bóle głowy. Do ostatnich chwil dbała o nią rodzina, pielęgniarki i kochający chłopak. Była studentką Uniwersytetu Warszawskiego, zaczynała pracować w dubbingach do filmów i seriali. Dziś miałaby 24 lata.


21 lat to nie wiek na umieranie! Miala Cale zycie przed soba.
Tak czy inaczej nie życzę nikomu.smierci.tylko że stare zrobi swoje izostawi po sobie ślad a młode.zaczna iniemorze.dokończyć bo umiera zawczesnie.ito jest wstrętne.
Boże aż mnie ciarki przeszły… pomodlę się dziś za rodzine i tą dziewczyne
Jest to tak przykre, ze nie wiem ci napisac. Scisnelo mnie w gardle.
najgorsze co moze byc dla rodzica to przezyc wasne dziecko ,wspołczuje bardzo .
Każdy ma swój własny koniec świata. Dużo siły i wiary, że ten koniec jest początkiem czegoś lepszego. Łzy i czas koją duszę, wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku
Mój mąż walczył przez 7 i pól roku z nowotworem płuca, potem przerzuty do mózgu. Odszedł półtora roku temu. Miał 11 zabiegów operacyjnych, chemioterapii nie zliczę. Wyję tak jak Pan, ale chodzę po ziemniaki i usiłuję żyć. To trudne, ale muszę. Mam dzieci, wnuki. Przyciskam Pana do zbolałego serca. Nie jest Pan sam, Rodzina daje siłę. Proszę wracać do żywych.
Moj maz zmarl piec lat temu walczylam kilja kat o jego zycie do dzis nie umiem sie odnalezc byl taka moja opoka mowia czas leczy rany mnie nie uleczyl jak dalej zyc……..
Życzę dużo siły dla Pana i rodziny!