Anastazja Jakubiak ujawnia ostatnie słowa Tomka: “Będę wściekły na ciebie”
Anastazja Jakubiak mierzy się z życiem, którego nikt nie chciałby doświadczyć. Po śmierci męża, Tomasza, musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości sama, z pięcioletnim synkiem. W szczerej rozmowie z magazynem Viva zdradza, jak wyglądały pierwsze tygodnie po pogrzebie i ujawnia zaskakujący sposób na przetrwanie świąt. Wszystko w duchu ostatniej prośby, którą jej przekazał.
Po śmierci najbliższej osoby świat zatrzymuje się w miejscu. Dla Anastazji Jakubiak, która w kwietniu straciła ukochanego męża, utalentowanego kucharza Tomasza Jakubiaka, ten bolesny proces miał konkretne etapy.
“To są takie etapy. Na początku była adrenalina tuż po pogrzebie (…). Potem jest mocny spadek, przynajmniej tak u mnie było, że było bardzo trudno”
– wspomina. Zaznacza jednak, że pomogła jej letnia aura i możliwość większej aktywności fizycznej.
Prawdziwą walką okazały się najprostsze czynności. Aby w ogóle funkcjonować, musiała rozpisywać każdy dzień na czynniki pierwsze.
“Ja na początku to musiałam sobie pisać normalnie listę, że rano wstać, pościelić łóżko, umyć się, ubrać… (…) Ten schemat najprostszych czynności, który wypisywałam sobie codziennie, pomagał mi w ogóle ogarnąć, bo ten mętlik, który masz w głowie (…) sprawia, że nie potrafisz być tu i teraz”
– przyznaje ze szczerością, która chwyta za serce.
W tej codziennej walce o normalność siłę czerpie z ostatniej, jasnej prośby, jaką otrzymała od męża.
“On powiedział, że jeżeli tak się zdarzy i on odejdzie, to że mam żyć, nie zatrzymywać się, działać i “żebyś tylko mi nie rozpaczała, bo będę wściekły na ciebie’”
– cytuje jego słowa. To one są dla niej drogowskazem.
Teraz, gdy zbliżają się pierwsze święta bez Tomasza, Anastazja zamiast rozpaczy wybiera działanie. I choć otwarcie przyznaje:
“Święta Bożego Narodzenia były dla nas najważniejsze. Teraz ja tych świąt się boję. Już zaczęłam o nich myśleć w lipcu albo w sierpniu”,
to ma konkretny plan.
Zamiast tradycyjnego spotkania przy stole, wyjedzie z pięcioletnim synkiem Tomkiem w zupełnie nowe, nieznane im miejsce.
“Nie chciałam wracać do miejsc, które mi się kojarzą z Tomkiem”
– tłumaczy. Ich święta wypełni aktywność fizyczna, a głównym celem jest nauczenie chłopca jazdy na nartach.
“Mam nadzieję, że tą aktywnością fizyczną przejdziemy przez te święta i rozładuje to tę ciężką emocjonalność, którą niosę w sobie”
– podkreśla.
Jej decyzje to nie ucieczka, ale świadome “budowanie życia po życiu”.
“My bardzo dużo budowaliśmy wspólnie, a teraz ja buduję za nas dwoje”
– mówi z determinacją, spełniając obietnicę daną mężowi. Jej święta będą inne, trudne, ale aktywne, dokładnie tak, jakby tego od niej chciał.
zenada
Dala by juz spokoj!!!!!!