Dorastanie Aleksandry Kwaśniewskiej w Pałacu Prezydenckim nie było bajką…Wiele razy GROZIŁO JEJ niebezpieczeństwo!
Aleksandra Kwaśniewska miała zaledwie 14 lat, gdy jej życie wywróciło się do góry nogami. Z dnia na dzień z nastolatki z Wilanowa stała się córką prezydenta i zamieszkała w Pałacu Prezydenckim. Mimo pozornego blasku i prestiżu, jej wspomnienia z tego okresu są pełne niepokoju i presji…
Jolanta Kwaśniewska GORZKO wspomina relację z córką. „Nie miałam dla niej wiele czasu”
Aleksandra Kwaśniewska urodziła się w 1981 roku i przez pierwsze lata życia wiodła dość spokojne, „zwyczajne” dzieciństwo.
Wszystko zmieniło się w 1995 roku, kiedy jej ojciec, Aleksander Kwaśniewski, wygrał wybory prezydenckie. Ola miała wtedy 14 lat i właśnie zaczęła naukę w liceum.
„Pamiętam, że gdy pierwszy raz weszłam do pałacu, to się popłakałam”– wspominała w jednym z wywiadów.
Przestrzeń była ogromna, echo odbijało się od pustych ścian, za oknem stali żołnierze. Nowy dom przypominał raczej scenografię do filmu politycznego niż ciepłe, rodzinne gniazdko.
Aleksandra Kwaśniewska pokazała rodziców sprzed 45 lat! To niesamowite, jak się zmienili!
Dorastanie w blasku fleszy to jedno, ale dorastanie w Pałacu Prezydenckim w czasach, gdy dzieciaki otwarcie wyrażały swoje poglądy polityczne – to zupełnie inna historia.
„Jak tata wygrał wybory, połowa tej szkoły przyszła na znak żałoby ubrana na czarno” – opowiadała Aleksandra.
Choć sama była wzorową uczennicą, nie uniknęła ostracyzmu i emocjonalnego zamieszania. Musiała jednocześnie reprezentować „prezydencką klasę” i wtopić się w licealny tłum. Z perspektywy czasu przyznaje, że te lata były ograniczające – żyła z nieustannym poczuciem bycia na świeczniku.
Aleksandra Kwaśniewska swego czasu była w związku z florecistą: „Musiałem o Olę WALCZYĆ!”
Pałac Prezydencki dla młodej Aleksandry na dekadę stał się domem, co dla służb i pracowników było to nie lada wyzwaniem. Nikt wcześniej nie miał do czynienia z nastolatką rezydującą w Pałacu.
Ola do szkoły jeździła z BOR-owcami, ale sama musiała radzić sobie z codziennością. Żeby zachować choć odrobinę prywatności, wystawiono jej legitymację szkolną na panieńskie nazwisko matki – Konty.
Choć życie w Pałacu Prezydenckim mogło wydawać się bajką – z osobnym pokojem, kuchnią i eleganckimi korytarzami – dla nastoletniej Aleksandry Kwaśniewskiej był to świat pełen ograniczeń i realnych zagrożeń. Wraz z wyborem jej ojca na prezydenta, Ola natychmiast stała się osobą publiczną, a co za tym idzie – potencjalnym celem.
Zaczęło się od niepokojących sygnałów ze szkoły: nieznane osoby wypytywały o nią w sekretariacie, próbowały dowiedzieć się, gdzie dokładnie się uczy, do której klasy chodzi i gdzie znajduje się jej sala. Dla młodej dziewczyny był to prawdziwy szok. Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, aż w końcu BOR musiał wdrożyć dodatkowe środki ostrożności.
Aleksandra nie była zachwycona obecnością ochrony – nastolatka chciała żyć normalnie, jak jej rówieśnicy. Ale kiedy pojawił się podejrzany mężczyzna, który z uporem maniaka próbował ją odnaleźć i „poznać”, decyzja była oczywista. BOR-owcy zaczęli towarzyszyć jej na co dzień.
Czasem musiała się ukrywać w szkole, by uniknąć kontaktu z osobami z zewnątrz. A gdy rozpoczęła studia, zagrożenie tylko przybrało na sile – jeden z mężczyzn kilkukrotnie próbował ją porwać. Został zatrzymany dopiero wtedy, gdy pojawił się na uczelni i zaczął wypytywać o nią innych studentów. Jak się później okazało – był niezrównoważony psychicznie. Dla prezydenta Kwaśniewskiego nie było wątpliwości: jego córka musi mieć osobistą ochronę.
Najbardziej absurdalne i zarazem urocze były jej wspomnienia związane z pałacowym jedzeniem.
Nastolatka, która postanowiła nie jeść mięsa w latach 90., była w Pałacu egzotycznym przypadkiem. Kucharze wpadali w panikę, a ona sama – jak wyznała – niemal szeptem prosiła przez telefon o obiad:
„Dzień dobry, tu Ola, chciałabym prosić o obiad”. Zza słuchawki padało: „Ej, znacie jakąś Olę, bo obiad chce?”. W menu? Szpinak z jajkiem i sosem „trochę jakby holenderskim”. Raczej bliżej stołówki niż pałacowej wykwintności.
Aleksandra wiedziała, że nie mogła pozwolić sobie na tyle co jej rówieśnicy, Żyła z ogromnym poczuciem odpowiedzialności.
„Dziesięć lat byłam wzorowym dzieckiem prezydenta. Nie narobiłam nigdzie żadnej siary” – wyznała.
Nie chciała przynosić wstydu rodzicom ani narażać ich na medialne burze. Choć była wychowywana na osobę pewną siebie i umiejącą wyrazić swoje zdanie, emocje trzymała w ryzach.
„Nie wiem, czy to była kwestia Pałacu, czy po prostu bycia dziewczynką w tamtych czasach” – dodała.
Aleksandra Kwaśniewska dziś mówi o tamtym czasie z dystansem, czasem humorem, a czasem nostalgią.
Dorastała w wyjątkowych warunkach – jednocześnie pod ochroną i pod presją. Choć nie zawsze było łatwo, nie narzeka – ale też nie udaje, że życie „pierwszej córki” było jak z bajki.
Resortowe dziecko