Mija rok od śmierci Tyma. Koledzy ujawniają sekrety z jego życia. A więc tak traktował ludzi
Mija rok od śmierci Stanisława Tyma – satyryka, aktora i scenarzysty, który na zawsze wpisał się do historii polskiej kultury rolą prezesa Ochódzkiego w kultowym „Misiu” i kaowca z „Rejsu”. Choć publiczność widziała w nim przede wszystkim mistrza komedii, jego życie prywatne było pełne zakrętów. Zobaczcie, jak wyglądała droga Stanisława Tyma od genialnego chłopaka z Małkini do jednej z największych legend polskiej satyry.
Stanisław Tym to jeden z najważniejszych polskich aktorów, satyryków, scenarzystów i felietonistów. To właśnie on stworzył kultową postać prezesa Ochódzkiego w “Misiu” i wcielił się w niezapomnianego kaowca w “Rejsie”, stając się ikoną polskiej komedii. Jego niezwykłe zdolności ujawniały się jednak dużo wcześniej i to zanim poszedł do szkoły, ponieważ sam nauczył się czytać i pisać, ku zaskoczeniu wszystkich dookoła. Do szkoły trafił od razu do czwartej klasy, bo jego umiejętności znacząco przewyższały poziom rówieśników. Co więcej, maturę zdał dwa miesiące przed ukończeniem 16. roku życia, czym już wtedy udowodnił, że ma wyjątkowy intelekt i ogromną pracowitość.
Na początku Stanisław Tym jako student próbował odnaleźć się na Politechnice Warszawskiej i SGGW. Dwukrotnie wyrzucany z wydziału chemii, w końcu trafił na technologię produkcji rolnej, bardziej z konieczności niż z marzeń. To wtedy usłyszał od przyjaciela słynne słowa, że „bycie inżynierem to wstyd przed kobietą” i że jego miejsce jest na scenie. Jak wspominał później, wystarczyło, że nauczył się kilku wierszy i poszedł na egzaminy do szkoły teatralnej, gdzie na 635 kandydatów dostało się zaledwie 23.
Jan Świderski, opiekun roku uznał przyjęcie go na uczelnię za pomyłkę, a całe grono pedagogiczne stwierdziło, że jego pozostanie w szkole byłoby „tragedią dla teatru i nieszczęściem dla widzów”. Tym po latach przyznał, że wyrzucenie z PWST „odchorował bardzo ciężko” i był wtedy „na dnie rozpaczy”. Paradoksalnie właśnie ta bolesna decyzja zmusiła go, „żeby w końcu zrobić ze sobą coś konkretnego”.
Stanisław Tym trafił do Teatru Satyryków jako „statysta z łapanki”. Jerzy Markuszewski szukał kogoś do roli chłopa z PGR-u w przedstawieniu „Oskarżeni” i zapowiedział, że „weźmie kogoś z ulicy”. Aktor zgłosił się sam, a niedługo potem nie tylko grał, ale też pisał pierwsze teksty dla STS-u. 4 stycznia 1961 roku po raz pierwszy stanął na scenie, a wkrótce potem stworzył swoją pierwszą sztukę dla teatru.
Artysty teksty wchodzą do repertuaru Ireny Kwiatkowskiej, Barbary Krafftówny czy Wiesława Gołasa, a rola autora skeczów i dialogów staje się równie ważna jak obecność na scenie. W tym samym czasie współpracę proponuje mu Telewizja Polska oraz redakcja „Literatury”, gdzie ma wypełnić lukę na humorystyczne felietony.
Najsłynniejszych ujęć to kadr z „Rejsu”, w którym Stanisław Tym jako kaowiec prowadzi pasażerów statku przez absurdalną rzeczywistość PRL-u. Rola napisana była pierwotnie dla Bogumiła Kobieli, który zginął w wypadku tuż przed rozpoczęciem zdjęć. Jak opowiadał Tym, Marek Piwowski „przymuszony sytuacją” zaproponował tę rolę właśnie jemu.
Stanisław Tym współtworzył scenariusze do filmów „Nie ma róży bez ognia”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” i „Miś”, a także do „Bruneta wieczorową porą”. Niewielu widzów wie, że między nimi doszło też do poważnego sporu, ponieważ Stanisław Tym uważał, że dialogi wymagają dopracowania, Bareja nalegał na rozpoczęcie zdjęć. Aktor nie chciał podpisywać się pod scenariuszem, który uważał za niedokończony, dlatego w napisach końcowych pojawił się pseudonim „Andrzej Kill”.
W połowie lat 70. nie bał się stanąć przeciwko władzy i podpisał list w proteście przeciwko zapisom o sojuszu z ZSRR i przewodniej roli PZPR w konstytucji. Konsekwencje były natychmiastowe: przez rok nie mógł wystawiać sztuk w Warszawie i Krakowie, pracować w radiu, telewizji ani publikować.
Artysta często powtarzał, że w Warszawie bywa, bo „musi zarabiać na siebie i swoje psy”, a bywało, że miał pod opieką nawet 20 czworonogów. Nie były to rasowe pupile z hodowli, ale „kundle pokaleczone, wyrzutki”, którym dawał dom i bezpieczeństwo. Wspomnienia gosposi pokazują go jako człowieka o ogromnym sercu, który „bardzo tęsknił do swojego domu, biurka, sąsiadów i oczywiście psów”.
Grób Stanisława Tyma znajduję się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, gdzie spoczął 6 grudnia 2024 roku, choć i jak wiemy z relacji bliskich pragnął, by jego prochy rozsypano w ukochanym ogrodzie na Suwalszczyźnie. Mogiłę zdobią znicze, kwiaty i drobne pluszaki pozostawione przez fanów i przyjaciół, którzy chcieli w ten sposób podziękować mu za humor, mądrość i całą kulturę, jaką współtworzył przez dekady. „Wielka postać polskiej kultury. Był, więc i będzie” – napisał jeden z jego przyjaciół po śmierci artysty, a te słowa doskonale oddają nastroje tych, którzy przychodzą tu, by oddać mu hołd.