Justyna Kowalczyk ujawniła dramat sprzed lat. Jej życie było zagrożone
Justyna Kowalczyk-Tekieli to najwybitniejsza polska biegaczka narciarska. W najnowszym wywiadzie sportsmenka opowiedziała o trudnych momentach swojego dzieciństwa. Okazało się, że jej życie było niejednokrotnie zagrożone.
Kariera sportowa Justyny Kowalczyk – Tekieli
Justyna Kowalczyk jest najbardziej utytułowaną biegaczką narciarską. Jest jedyną zawodniczką, która 4 razy z rzędu wygrała prestiżowy Tour de Ski. Do jej najważniejszych osiągnięć należy wymienić zdobycie 5 medali na Igrzyskach Olimpijskich: 2 złote (30 km techniką klasyczną w 2010, 10 km techniką klasyczną w 2014), 1 srebrny (sprint w 2010) i 2 brązowe (30 km techniką dowolną w 2006, bieg łączony w 2010).
Jest zdobywczynią 4 Kryształowych Kul za triumf w klasyfikacji generalnej (2009, 2010, 2011, 2013), co czyni ją jedną z dwóch biegaczek w historii z trzema takimi wygranymi z rzędu.
Karierę zawodową zakończyła po 2018 r., a następnie została działaczką sportową. W latach 2018–2021 była asystentką trenera kadry kobiet, następnie została dyrektorem sportowym w Polskim Związku Biathlonu.
Justyna Kowalczyk-Tekieli może pochwalić się także tytułem doktora nauk o kulturze fizycznej, a tytuł obroniła na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie.

Życie prywatne sportsmenki
Justyna Kowalczyk-Tekieli w 2020 roku poślubiła alpinistę Kacpra Tekielego. Para doczekała się syna Hugona, który przyszedł na świat w 2021 roku. Szczęśliwe życie rodzinne, choć było bardzo intensywne, jak na rodzinę sportowców przystało, zostało przetrwane.
Kacper Tekieli zginął podczas wspinaczki w Alpach w maju 2023 roku. Justyna Kowalczyk tak wspominała ich związek i tragedii, która ją spotkała w wywiadach:
Jeśli chodzi o życie domowe, to byliśmy dobrym małżeństwem. Po prostu. Byliśmy ludźmi, którzy się bardzo kochali. Śmierć Kacpra to najgorsze, co mnie w życiu spotkało. I nic gorszego mnie nie spotka.
Po śmierci męża przyznała też co pomogło jej przetrwać:
Pierwsze co mi kazano, to wziąć adidasy i lecieć w góry. Znam takie miejsca w Tatrach, gdzie nie ma dużo ludzi. Mogłam sobie tam wybiec, mogłam tam popłakać na głos, mogłam się wydrzeć. Nikt mnie tam nie oceniał. Mogłam się tak zmęczyć, żeby być w transie. Biegłam, ile dałam rady. Męczyłam się do totalnego odjazdu. To mnie oczyszczało.
Obecnie skupia się na wychowaniu syna i kontynuuje górską pasję, którą dzieliła z mężem.
Dramat z dzieciństwa Justyny Kowalczyk-Tekieli
Pochodząca z Kasiny Wielkiej biegaczka w najnowyszym wywiadzie opowiedziała dramatycznych zdarzeniach ze swojego dzieciństwa. Wspomniała o wypadku, w wyniku którego doznała poważnych poparzeń po oblaniu się wrzątkiem – ucierpiało wtedy aż 80 proc. jej ciała. Wspomniała też o infekcji układu pokarmowego, które przeszła zaraz po urodzeniu, a które zagrażało jej życiu:
Jeżeli chodzi o tę infekcję, to mogłam nie pamiętać, bo to było zaraz po urodzeniu. Z tego co wiem, to tam była sytuacja, że rodzice wzięli mnie do domu, żebym tam odeszła, a rodzice swoim zaangażowaniem, podawaniem co jakiś czas kropelek wody z solą i tak dalej, potrafili mnie wyprowadzić, ale to zero mojej zasługi.
Mistrzyni nie tylko w dzieciństwie udowodniła, że walka z przeciwnościami losu nie jest jej obca. Na igrzyskach w Turynie w 2006 r., po zasłabnięciu na koronnym dystansie 10 km “klasykiem”, wystartowała w biegu na 30 km techniką dowolną i wywalczyła brązowy medal. Z kolei w Soczi w 2014 r., mimo złamania kości śródstopia, sięgnęła po olimpijskie złoto na 10 km stylem klasycznym.
Żeby każdy miał tyle samozaparcia.
