Nowotwór kości. Diagnoza wstrząsnęła polską gwiazdą. O wszystkim powiedziała w śniadaniówce
Weronika Lato, wnuczka legendy polskiego sportu poszła w ślady dziadka, robiąc wielką karierę w windsurfingu. Jak opowiedziała w jednym z programów, przeżyła piekło podczas walki z chorobą. Jej słowa szokują.
Weronika Lato poszła w ślady legendarnego dziadka
Grzegorz Lato w latach 1971–1984 był reprezentantem Polski w piłce nożnej, występując w 100 oficjalnych spotkaniach. Legendarny prawy napastnik trzykrotnie uczestniczył w mistrzostwach świata, w 1974 i 1982 zajmując trzecie miejsce. Jest też królem strzelców mundialu ’74 z 7 golami. Dwukrotnie wystąpił na igrzyskach olimpijskich, zdobywając w 1972 złoty medal, a w 1976 – srebrny medal. W latach 2008–2012 był prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Jego wnuczka, Weronika Lato ma 25 lat i podobnie jak jej dziadek, postawiła na karierę sportową. Młoda zawodniczka ma już na koncie wielkie sukcesy, w tym mistrzostwo Polski w windsurfingu.
Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. W swoim życiu próbowałam wielu sportów – trenowałam zawodowo taniec towarzyski, grałam w tenisa i ćwiczyłam gimnastykę artystyczną. Jednak tak naprawdę szczęśliwa czułam się tylko w wodzie. Windsurfingu spróbowałam po raz pierwszy we Francji, gdy miałam pięć lat. Dziś nie wyobrażam sobie bez niego życia – to nie tylko dyscyplina, ale część mnie – mówiła w rozmowie z Plotkiem.
Weronika Lato wyznała prawdę o nowotworze kości
Weronika przeżyła dramat, gdy pewnego dnia usłyszała straszliwą diagnozę – zachorowała na nowotwór kości.
Tak, pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. To dzień, o którym wolałabym zapomnieć. Byłam wtedy na wizycie z mamą. Weszłyśmy do gabinetu jako ostatnie – mój lekarz prowadzący celowo zostawił mnie na koniec, spodziewając się mojej reakcji. Z całej rozmowy dotarły do mnie tylko pojedyncze słowa: rak kości, złośliwy, radykalna resekcja, koniec windsurfingu. W jednej chwili osunęłam się na podłogę. Wpadłam w histerię, nie mogłam złapać oddechu, dusiłam się od natłoku emocji. Lekarz i mama próbowali mnie uspokoić, ale ja miałam wrażenie, że całe życie przelatuje mi przed oczami – mówiła w rozmowie z Plotkiem.
W niedzielę 22 lutego pojawiła się w “Dzień Dobry TVN”, gdzie opowiedziała o swoich doświadczeniach z chorobą, w wyniku której musiała zrezygnować ze swojego ukochanego sportu, by skoncentrować się na leczeniu.
Pamiętam, że ja wtedy, (…) powiedziałam wprost, że wolę umrzeć niż poddać się tej operacji, bo nie pozwolę sobie na to, żeby ktoś odebrał mi najważniejszą rzecz, jaką wtedy dla mnie był, w tym momencie, windsurfing – mówiła w programie.
Ostatecznie Weronika zdecydowała się na operację, która miała kluczowe znaczenie dla jej życia.
Ból był nie do opisania, naprawdę. Myślę, że nie jestem w stanie opisać po prostu słowami tego bólu. Jakby rozrywali żywcem całe moje ciało – mówiła.
Weronika Lato opowiedziała o swojej walce z rakiem
Jak przyznała, wielkim wsparciem była dla niej rodzina, w tym także jej dziadek, którego kocha z całego serca.
Jak byłam dzieckiem, dziadek zawsze był dziadkiem. I to było piękne, że w domu mieliśmy po prostu swojego dziadka. Nie Grzegorza Lato, piłkarza, tylko dziadka, który nas kochał, który wspierał, zabierał na lody.
To właśnie dziadek nauczył ją tego, by nigdy się nie poddawać.
Nigdy nie naciskał na sport, bo zawsze tłumaczył, że to nie jest łatwy kawałek chleba do zgryzienia (…). Ale nieważne, czy wygrałam jakieś zawody, czy przegrałam, dziadek zawsze po prostu mnie wspierał. Motywował do tego, żeby się nie poddawać przede wszystkim i walczyć dalej.
Innym ważnym czynnikiem w jej leczeniu była jej doskonała forma fizyczna, która wynikała z jej intensywnych treningów.
To, że byłam sportowcem, pomogło mi w tak szybkiej rekonwalescencji, bo moje ciało było dużo silniejsze. Miałam już zbudowane mięśnie, które mi tutaj wszystko mogły podtrzymywać.
W niedawnej rozmowie z Plotkiem opowiedziała także, jak ciężko było jej się pogodzić z chorobą.
Najtrudniejsze było dla mnie zrozumienie, że takie rzeczy po prostu się zdarzają. Dzień w dzień zadawałam sobie pytania: dlaczego ja? Czy jestem złym człowiekiem? Czy na to zasłużyłam? W takich sytuacjach myślę, że to największe wyzwanie, z jakim trzeba się zmierzyć – pogodzić się z tym, że w życiu wiele rzeczy jest losowych. Życie nie jest proste, jest nieprzewidywalne i często to właśnie ta świadomość okazuje się trudniejsza niż sam ból fizyczny czy choroba. Z czasem zrozumiałam jednak, że takim myśleniem niczego nie osiągnę. Jeśli chcę iść do przodu, pierwszym krokiem musiało być zajęcie się swoją głową i wzmocnienie jej.




