Partnerka Łukasza Litewki pojawiła się przy spalonym grobie. Poruszające słowa
Wczoraj grób Łukasza Litewki został objęty ogniem. Pożar, do którego doszło na cmentarzu, poruszył zarówno bliskich zmarłego posła, jak i osoby odwiedzające jego mogiłę. Dziś miejsce spoczynku polityka odwiedziła jego partnerka, która w rozmowie z redakcją “Faktu” zaapelowała do tłumnie przychodzących osób.
Grób Łukasza Litewki stanął w płomieniach
23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej doszło do tragicznego zdarzenia drogowego, w którym życie stracił Łukasz Litewka. Wczesnym popołudniem 57-letni kierowca samochodu osobowego, nagle zjechał na przeciwny pas ruchu, gdzie doszło do zderzenia z jadącym na rowerze posłem. Niestety mimo szybkiej akcji ratunkowej życia polityka nie udało się uratować.
Pogrzeb Łukasza Litewki odbył się 29 kwietnia w Sosnowcu, a ceremonia pożegnalna rozpoczęła się o godzinie 13:30 w kościele parafialnym pw. św. Joachima przy ul. Popiełuszki 46. Po mszy św. poseł został pochowany na cmentarzu parafialnym przy ulicy Zuzanny w Sosnowcu.
Choć od pogrzebu posła mija już miesiąc, miejsce pochówku wciąż jest licznie odwiedzane przez grupy ludzi. Nieustannie pojawiają się tam kwiaty, znicze, maskotki, obrazy oraz osobiste dedykacje składane przez ludzi z całej Polski, które zalewają miejsce pochówku.
Zobacz więcej: Protest po wypadku Łukasza Litewki. Sprawdzane mają być nagrania i działania policji
Partnerka Łukasza Litewki zabrała głos po pożarze grobu
Niestety wczoraj (27 maja) doszło do straszliwego incydentu w miejscu pochówku Łukasza Litewki. Jak przekazał rzecznik Komendanta Miejskiego PSP w Sosnowcu, około godz. 11:34. zgłoszenie wpłynęło o pożarze, który objął miejsce mogiły. Strażacy szybko opanowali sytuację jednak wszystko, co znajdowało się na grobie, zostało doszczętnie spalone. Według wstępnych ustaleń jedna z dekoracji lub suche kwiaty mogły zostać zbyt blisko ustawione otwartego płomienia.
Dziś, w czwartek od rana cmentarz znów był pełen mieszkańców, którzy przyszli się pomodlić przy grobie Łukasza. Redakcja “Faktu” na miejscu spotkała partnerkę zmarłego posła Natalię, która w imieniu bliskich poprosiła o zachowanie bezpieczeństwa.
Był wiatr, suche wieńce, ludzie stawiali nie tylko te zamknięte znicze, ale też wkłady. Wystarczył nawet lekki podmuch wiatru na wieniec, na taki wkład. Prosiliśmy wielokrotnie, żeby nie stawiać aż takiej dużej ilości. Chodzi o to bezpieczeństwo, mamy też poczucie odpowiedzialności za groby obok nas. Nie chcieliśmy tej sytuacji. Wydarzyła się. To, co się wydarzyło wczoraj, było dodatkowym bólem. Nie chcemy, by taka sytuacja się powtórzyła. Dlatego proszę wszystkich, w imieniu bliskich Łukasza, zanim powstanie pomnik, żeby po prostu bardzo uważali na to, gdzie i co zostawiają — mówiła Natalia Bacławska dla “Faktu”.
Zobacz więcej: Tak wygląda grób Łukasza Litewki dzień po pożarze. Widok chwyta za serce
Ludzie komentują straszliwy pożar na grobie posła Litewki
Tego samego dnia redakcja „Faktu” miała również okazję porozmawiać z zarządcą cmentarza, który dba o to, by wszystko było w należytym porządku. Opowiedział o sytuacji związanej z pożarem i zaapelował do osób odwiedzających grób Łukasza Litewki, aby dały rodzinie więcej przestrzeni. Zaproponował również, żeby zamiast morza zniczy zrobić coś dobrego.
Niczyja to wina ani żadna celowość czy zła wola. Był wiatr i dużo zniczy różnego rodzaju. Prawdopodobnie wiatr przewrócił któryś wieniec i się zapaliło (…). Akurat byłem otworzyć bramę, bo mieliśmy pogrzeb o godz. 12. Pół godziny wcześniej otwierałem kaplicę. I nagle słyszę syreny. Pierwsza przyjechała policja, a za nią dwa wozy strażackie. Przyjechali strażacy, rozciągnęli węże (…). Myśmy chyba trzy lub cztery razy wypalone znicze wywozili. Dlatego proszę, żeby nie stawiać ich już tyle. Pomodlić się, kupić karmę, a nie zastawiać, by rodzina też miała dostęp do grobu – mówił dla “Faktu” Damian Bacia, zarządca cmentarza.
Na miejscu byli również obecni okoliczni mieszkańcy. Jedna z mieszkanek odniosła się także do pożaru oraz wspomniała o tragicznej śmierci posła. Złożyła wyrazy współczucia rodzinie i bliskim, podkreślając, jak wspaniałym był człowiekiem.
Do mnie syn z Warszawy dzwonił, że tu jest pożar. Przyszłam dziś, rzeczywiście mu zaświecić. Zawsze będę świecić, bo to był człowiek, który robił dobrze dla ludzi. Byłam tu 1 maja. Tu był taki żar, tak strasznie było dużo zniczy, że nawet się nie dało blisko dojść. Żar. Gorąco od nich biło. Cała Polska widziała, ilu ludzi było na pogrzebie. Ale trudno też się dziwić, że ludzie przychodzą. To był bardzo dobry człowiek. Dał się lubić. I dużo robił. Bardzo współczuję rodzinie. Sama mam dwóch synów, nie wyobrażam sobie, żebym dziecko chowała — mówiła dla “Faktu” 81-letnia Pani Stanisława odwiedzająca grób.
Zobacz więcej: Partnerka Łukasza Litewki ponownie zabrała głos. „Chciałabym was chronić”




