W radiu ogłosili śmierć gwiazdy kabaretu. Matka komika zemdlała po tym, co usłyszała
Śmierci polskich gwiazd wzbudzają ogromne emocje bardziej, gdy nikt nie spodziewa się tragicznych wieści. Rodzina znanego kabareciarza przeżyła piekło, gdy w radiu przekazano wiadomość o jego śmiertelnym wypadku samochodowym. To wydarzenie zostało z nimi na lata.
Robert Motyka – kariera
Robert Motyka to polski artysta kabaretowy i prezenter, od lat związany z kabaretem Kabaret Paranienormalni. Popularność zdobył dzięki charakterystycznym rolom w skeczach, które ogrywane były na największych festiwalach i programach telewizyjnych m.in.: dla Polsatu czy TVP2. Oprócz pracy scenicznej prowadzi wydarzenia rozrywkowe i angażuje się w projekty medialne.
Widownia pokochała jego autentyczność oraz częste nawiązywanie do życia prywatnego na scenie. Obecnie to jeden z najlepiej rozpoznawalnych kabareciarzy w Polsce. Nie wszystkie żarty były jednak warte chwili sławy. Wiadomość o śmierci mężczyzny, która pojawiła się w radiu, doprowadziła do katastrofy. Rodzina nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.

W radiu ogłosili śmierć Roberta Motyki. Opłakane skutki
Przed występami na scenie Robert Motyka wraz z kolegą prowadził audycję radiową “Wszystko się może zdarzyć” w lokalnej rozgłośni. Z biegiem czasu ich tematy zaczęły się wyczerpywać, a oboje chcieli jak najbardziej przykuć słuchaczy do odbiorników. Wtedy kabareciarz wpadł na genialny pomysł żartu, który wówczas wydawał mu się bardzo niewinny.
To jest rzecz bardzo głupia. Teraz wiem, że głupia, wtedy wydawała się śmieszna. […] Ten mój kolega, Przemek, mówi do mnie: “Słuchaj, już nie mam pomysłu, co możemy dzisiaj zrobić, żeby zaszokować naszych słuchaczy”. Ja mówię: “Ja mam pomysł. O 20:00, gdy zaczyna się program, włącz mikrofon i powiedz tak: przerywamy audycję, żeby podać bardzo ważny komunikat, że dzisiaj na trasie Kraków – Jelenia Góra w wypadku samochodowym zginął nasz redakcyjny kolega Robert Motyka”. No i on tak zrobił – wspominał podczas wizyty w “Dzień Dobry TVN”.
Wiadomość z pewnością przykuwa uwagę słuchaczy, ale Robert Motyka nie przewidział jednej rzeczy. Fanami audycji radiowej w tamtym czasie byli jego rodzice. Psikus miał katastrofalne skutki.
Szok, jak zareagowali bliscy na wiadomość
Niefortunny żart miał miejsce w latach 90. kiedy to weryfikacja informacji przekazywanych przez media nie była tak szybka. Matka kabareciarza przeżyła szok, gdy usłyszała w radiu o śmierci syna. Zemdlała, a po odzyskaniu przytomności kazała mężowi dowiedzieć się o sytuacji syna. Rozmowa telefoniczna z ojcem została w pamięci Roberta Motyki na wiele lat.
Okazało się, że radia słuchała również moja mama, która zemdlała, w kuchni upadła. Potem, jak odzyskała przytomność, mówi do mojego ojca: “Leć do sąsiada, dzwoń, czy on żyje”. Ojciec do mnie zadzwonił i jego pierwsze słowa były: “Żyjesz?”. Ja mówię: “Żyję”. A on: “Ja cię, ku*wa, zabiję, jak tam przyjadę” – opowiadał.
Kabareciarz znany jest z odważnych występów na scenie, ale takiego żartu nikt się nie spodziewał. Wygląda na to, że z niektórych tematów nie wypada robić sobie kawałów. Robert Motyka już o tym doskonale wie.





To był głupi kawał. Rodzice mięli z Robertem w przeszłości zapewne krzyż pański. Ale co……brak już pomysłów na rozśmieszanie ?
To cieniutko, cieniutko…..
skoro z kolega to obaj/obydwaj a nie oboje, co do tego ‘zartu’ – trzeba byc totalnym durniem, zeby cos takiego uznac za dobry sposob na zdobycie zainteresowania sluchaczy, no ale wystarczy spojrzec…