Revol opowiada o tym, co NAPRAWDĘ wydarzyło się na Nanga Parbat i w jakim stanie był Tomek
"Niezwykła przygoda, która zamieniła się w dramat. Miałam halucynacje..."
Uratowana przez polskich himalaistów Elisabeth Revol obecnie przebywa w klinice w Sallanches. Opowiedziała agencji AFP, co naprawdę działo się po zdobyciu szczytu Nanga Parbat.
Kiedy dotarli na wysokość 7000 m. byli w dobrej kondycji. Jeszcze tego samego dnia zdobyli szczyt. Nie zostali na nim jednak ani sekundy. Z Tomkiem zaczęło się dziać źle: nic nie widzę – powiedział. Zaczęli schodzić w dół. Tomek ciągle trzymał się jej ramienia, a warunki okazały się trudniejsze niż myśleli.
W pewnym momencie nie mógł już oddychać, zdjął osłonę, którą miał na ustach i prawie natychmiast zaczął zamarzać. Jego nos stał się niemal natychmiast biały, podobnie ręce i stopy.
Próbowali znaleźć osłonę od wiatru w zagłębieniu. Tomek jednak nie miał już sił się z niej wydostać. O świcie sytuacja była tragiczna.
Krew nie przestawała wyciekać z jego ust. Symptomy ogólnej opuchlizny, będącej ostatnią fazą choroby wysokościowej, hipoksji hipobarycznej, która jest konsekwencją przebywania na dużej wysokości i niedotlenienia, wskazywały, że szanse na przeżycie Tomasza są niewielkie. Zawiadomiłam kogo tylko mogłam, że Tomek nie ma sił zejść samodzielnie niżej.
Revol zaczęła wzywać pomoc. Powiedziano jej:
Jeśli zejdziesz do 6000 m, będzie można zgarnąć ciebie, a Tomka z wysokości 7200 m przy użyciu śmigłowca.
Przekazała tą wiadomość Tomkowi i zaczęła schodzić.
Schodziłam z myślą, że wszystko się dobrze skończy. Niczego nie zabrałam – ani śpiwora, ani namiotu. Niczego. Śmigłowce miały dotrzeć po południu.
Kolejną noc również spędziła w szczelinie:
Kryłam się w tej jamie i cała się trzęsłam z zimna, ale moja sytuacja nie była beznadziejna. Bardziej obawiałam się o Tomka, który był o wiele bardziej osłabiony niż ja.
Pierwszy raz w życiu miała halucynacje, których wcześniej udawało jej się uniknąć w górach. Wydawało jej się, że ktoś przyniósł jej herbatę w zamian za buty. Obudziła się bez jednego z nich na nodze.
Kiedy dowiedziała się, że będzie musiała przeżyć kolejną noc w górach zaczęła schodzić.
Powiedziała, że wiadomość o tym, że Denis Urubko i Adam Bielecki wyruszyli z akcją ratunkową nie dotarła do niej. Kiedy o godzinie 3 nad ranem zobaczyła światło w ciemnościach, opisuje to jako niezwykłe uczucie. Zaczęła krzyczeć.
Elisabeth na pytanie, czy powróci w góry odpowiedziała:
Tak, bo jest mi to potrzebne do życia.