Kinga Rusin przeżyła prawdziwy dramat podczas majówki. “Sytuacja nas przytłoczyła”
Kinga Rusin to doświadczona dziennikarka. Sześć lat temu rzuciła pracę w “Dzień Dobry TVN”. Od tego czasu wraz z partnerem, Markiem Kujawą, podróżuje po świecie. W jakim zakątku świata znalazła się teraz globtroterka i jakie miała przygody?
Kinga Rusin zamieniła dziennikarstwo na podróże
Kinga Rusin, dziennikarka, która zyskała sławę dzięki wielu latom pracy w TVN w pełni oddała się swojej pasji, jaką są podróże Towarzyszy jej w tym życiowy partner, Marek Kujawa. Każdą podróż globtroterka relacjonuje w swoich social mediach.
Zwiedzanie świata nie koliduje Kindze Rusin z obowiązkami zawodowymi, gdyż te jest w stanie wykonywać w większości zdalnie. Była dziennikarka jest bowiem właścicielką firmy kosmetycznej.

Kim jest partner Kingi Rusin
Marek Kujawa jest prawnikiem o polsko-kanadyjskich korzeniach. Choć sam stroni od świata show-biznesu, u boku Kingi Rusin zyskał niemałą popularność. Marek ukończył studia prawnicze i od lat działa w branży, co zapewnia mu stabilną i niezależną karierę. Jego związek z Kingą Rusin trwa od wielu lat, a para jest nierozłączna zarówno w życiu prywatnym, jak i podczas licznych podróży.
Zakochani aktualnie od połowy kwietnia przebywają w Japonii.
Nie tak miała wyglądać ich majówka
Kinga Rusin wielokrotnie dawała do zrozumienia, że kocha swój podróżniczy styl życia. I trudno się temu dziwić. Są jednak momenty, kiedy nie wszystko idzie zgodnie z oczekiwaniami i tak też było tym razem.
Dziennikarka i jej ukochany od połowy kwietnia eksplorują Japonię, a w majowy weekend postanowili wybrać do Kioto, gdzie odbywał się ostatni dzień festiwalu gejszy. Jednak szybko zawrócili. O powodach dowiadujemy się z postu na Instagramie.
Dziękuję gejszom z pięknego Kioto, ale musieliśmy uciekać… Sytuacja nas przytłoczyła… Polskie tłumy na majówkę to mały ból głowy w porównaniu z tajfunem wyjazdów Japończyków na ich majówkę, czyli Golden Week. Takie miejsca jak Kioto są wręcz oblegane!
Jak się bowiem okazało, cała okolica wypełniła się tysiącami turystów. Dziennikarka skwitowała to tymi słowami:
Tu dopiero zrozumieliśmy, co to znaczy tłumy turystów na święta… Ceny szybują – hotele cztery razy droższe, zjedzenie kolacji w dobrej restauracji bez zrobionej miesiąc wcześniej rezerwacji – bez szans, kupienie wejściówek na zwiedzanie czegokolwiek – może jak się zajmie kolejkę o świcie.
Kinga Rusin przyznała, że razem z ukochanym zignorowali ostrzeżenia i sami są sobie winni. Na szczęście znaleźli alternatywne rozwiązanie i przed wyjazdem udało im się obejrzeć fantastyczny spektakl.
Ostrzegali nas. Nie chcieliśmy wierzyć, ale w porę się zreflektowaliśmy widząc napływające tłumy. Schowaliśmy się więc przed tym armagedonem w spokojniejszym miejscu.
Na szczęście coś jednak udało obieżyświata się zwiedzić:
Przed “ucieczką” zdążyliśmy jeszcze w Kioto na ostatni dzień festiwalu gejsz – Miyako Odori. Oglądanie z loży VIP niesamowitego spektaklu wynagrodziło nam inne niedogodności. Precyzja i synchronizacja ruchów wyglądały jak zaprogramowane, każdy najmniejszy gest, nawet sposób ułożenia wachlarza coś znaczy, każde mrugnięcie powiek coś przekazuje, muzyka i śpiew to część kulturowego kodu. Do tego te obłędne kimona (niektóre zabytkowe, o muzealnej wartości). Przeniosło mnie to w inny, magiczny świat. Zobaczyliśmy też przez 3 dni najważniejsze zabytki i świątynie (jest ich w Kioto w sumie ponad 2000 z czego aż 16 znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO). Spotkaliśmy kilka przemiłych osób z Polski, z którymi wymieniliśmy się obserwacjami (pozdrawiamy państwa serdecznie!).
Życzymy, aby udało się tam wrócić w spokojniejszym terminie.




