Magda Stępień nie może patrzeć na ten widok : “Nie jestem w stanie powstrzymać łez”

Magda Stępień kilka miesięcy temu usłyszała druzgocącą diagnozę syna, u małego Oliwiera wykryto bardzo rzadką odmianę raka. Za sprawą internetowej zbiórki pieniędzy na jego leczenie, w ciągu 7 godzin udało się zebrać kwotę 350 tysięcy złotych, za  które wraz z synem polecieli do Izraela, gdzie chłopiec miał mieć większe szanse na przeżycie.

Magda Stępień pokazała odwiedziny Jakuba Rzeźniczaka na swoim Instagramie

Magda Stępień walczy o życie syna

Teraz Magda Stępień ponownie pojawiła się na Instagramie i opublikowała post, w którym pojawił się obszerny opis ostatnich wydarzeń, postępów w leczeniu i wyjaśnienia kwestii zbiórki pieniędzy, a także podzielić się smutnymi wieściami w związku z chorobą synka. Okazało się, że nowotwór, który zaatakował Oliwiera, jest jeszcze rzadszy niż początkowo przypuszczano. Więcej można przeczytać TUTJ! 

Magda Stępień odpowiada na słowa Rzeźniczaka: „Jego wsparcie jest zerowe”

Magda Stępień dziś znów przemówiła do fanów na Instagramie. Wyznała, że rozrywa jej serce, kiedy jej synowi jest podawana narkoza:

Za każdym razem, gdy jest poddawany narkozie, przeżywam to tak, że nie jestem w stanie powstrzymać łez. Bóg kolejny raz mnie nie zawiódł – napisała Stępień.

Oliwier co kilka dni wraca do szpitala, aby przyjąć kolejne dawki chemioterapii i przejść kolejne badania.

Magda Stępień się nie poddaje! Wrzuciła nowe zdjęcie ze szpitala
fot. Instagram: magdalena___stepien
Czy Magdalena Stępień dałaby drugą szansę Rzeźniczakowi? Odpowiedź was zaskoczy!
fot. Instagram: magdalena___stepien
 
4 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Rzeźniczak swoje za skórą ma i to nie podlega dyskusji ,ale ta cała Magda też jest okropna…
dziecko leczono w Polsce z pozytywnymi skutkami,guz się nie rozrastał , Jakub R. nie chciał wyjazdu syna do Izraela na niepewne leczenie bo odradzali to Polscy lekarze. Ostrzegali żeby nie przerywać chemii. W Izraelu chłopczyk dorobił się nie nowej terapii a przerzutów i podają mu dokładnie tą samą chemię którą leczono go w Polsce. Taką odpowiedzialną ma mamę.

Pytanie – czy ktoś widział dokumentację zdrowia tego chłopczyka? Bo patrząc, jak ona szuka atencji przez pryzmat choroby syna, to mocno zalatuje syndromem Muenchausena.