Niemożliwe, gdzie Janusz Józefowicz „wyhaczył” Milowicza. Tak wyglądało ich pierwsze spotkanie
Michał Milowicz mógł nigdy nie trafić na scenę, gdyby nie uparte przeczucie Janusza Józefowicza. Dyrektor Teatru Buffo w najnowszym podcaście ,,WojewódzkiKędzierski” zdradził kulisy ich pierwszego spotkania oraz moment, w którym „zielone rajstopy” zmieniły się w kultową rolę Elvisa. Historia jednej z najbardziej szalonych karier w polskim show-biznesie zaczęła się… na parkiecie klubu.
Marina Łuczenko-Szczęsna chciała wystąpić u Józefowicza. Jedna rzecz przekreśliła jej marzenia!
„Zielone rajstopy i casting z parkietu”. Tak naprawdę zaczęła się kariera Michała Milowicza
Michał Milowicz nie był ani tancerzem, ani wybitnym wokalistą, ale miał „to coś”. Janusz Józefowicz przyznał, że wypatrzył go… na dyskotece i mimo wątpliwości, wielokrotnie dawał mu szansę. Tak zaczęła się kariera jednego z najbardziej charakterystycznych aktorów lat 90.
„Leżał na podłodze, a ja go podnosiłem” – powiedział Janusz Józefowicz o… zdjęciu Michała Milowicza. Brzmi dramatycznie? A to dopiero początek. Gość podcastu WojewódzkiKędzierski opowiedział o kulisach odkrycia Milowicza i zdradził, że wszystko zaczęło się w legendarnym klubie Park.
Janusz Józefowicz zostanie dziadkiem. Tak opowiedział o nowej roli
„Wyhaczyliśmy go z Czajką na dyskotece” – wspominał Józefowicz. Milowicz, znany dziś z kultowych ról w stylu macho z przymrużeniem oka, był wtedy po prostu chłopakiem z dobrą energią i… podejrzliwym spojrzeniem. Ale to wystarczyło, by dostał zaproszenie na casting.
Początki w Buffo nie były oczywiste – nie był ani scenicznym lwem, ani showmanem z Broadwayu. Nie śpiewał za dobrze, tańczył średnio, ale „miał coś”, co kazało reżyserowi ciągle dawać mu kolejne szanse. Nawet jeśli jego zdjęcie lądowało na podłodze przy selekcji kandydatów – Józefowicz zawsze je podnosił.
Przełom nastąpił w 1995 roku. aktor sam zgłosił się do roli Elvisa Presleya w spektaklu „Elvis”. Przyszedł, zaśpiewał, i… zrobił show.
Był wspaniałym wyjątkiem potwierdzającym regułę, że ja się nie mylę – powiedział dumnie Józefowicz.
Czy Milowicz to „niedoceniony fenomen”, jak twierdzi Wojewódzki?




